Odkąd Eva zamieszkała w
swoim własnym mieszkanku, jej życie nabrało zupełnie innego koloru. Sama
była sobie panią i dzięki temu stała się bardziej samodzielna. Nie było
już mamy, która ugotowałaby obiad i posprzątała. Od teraz sama musiała
przygotowywać posiłki, co nie do końca jej wychodziło. Nigdy nie była
dobrą kucharką i zawsze marzyła o mężu, który będzie szefem kuchni. Jej
marzenie póki co jeszcze się nie spełniło, ale wszystko było przed nią.
Eva zaparkowała swoją Kię
na parkingu stacji telewizyjnej „El Deporte” i od razu ruszyła na
zebranie przygotowane przez Diego Hernandeza. Wiedziała, że zostało ono
zwołane specjalnie na potrzeby jej nowego programu, wiedziała także, że
pozna ekipę, z którą będzie pracowała, ale mimo wszystko, była bardzo
zestresowana. Wiązała bardzo duże nadzieje z tym programem i zależało
jej na powodzeniu, ale kompletnie nie wiedziała, czego może się
spodziewać.
Zanim weszła do sali
konferencyjnej poprawiła swoją szarą sukienkę oraz przygładziła grzywkę.
Kiedy weszła do środka okazało się, że wszyscy już na nią czekali,
pomimo tego, że zjawiła się w telewizji pięć minut przed wyznaczoną
godziną.
- Dzień dobry – przywitała się i podała wszystkim panom i paniom dłoń.
- Witaj Evo, proszę usiądź. – Diego wskazał jej wolne krzesło pomiędzy dwoma mężczyznami.
Atmosfera wydawała się
być napięta, a każdy z przybyłych zdystansowany, ale z czasem wszystko
to poszło w niepamięć i miejsce powagi zajął uśmiech.
Jako pierwszy głos zabrał
pan Diego. Przedstawił Evę jako prowadzącą, a zaraz potem całą resztę
ekipy: kamerzystów, stylistów, oświetleniowców i reżysera, którym został
Antonio Soler.
Eva wiele słyszała o tym
człowieku, ponieważ pracował w tej stacji już kilka ładnych lat, ale
nigdy wcześniej nie spotkała go zawodowo. Antonio cieszył się dużą
sympatią ludzi, ale tylko poza budynkiem telewizji. Kiedy był w pracy
przeradzał się w tyrana, który wymagał od innych niemożliwego. Wielu
pracowników porównywało go do samego Jose Mourinho, który podczas
spotkań z prasą był potworem, a kiedy miał treningi ze swoim zespołem
okazywał się być bardzo sympatycznym człowiekiem. Eva miała nadzieję, że
jej współpraca z Antonio nie będzie taka zła, gdyż sama była
perfekcjonistką i nie akceptowała fuszerki i pracy na pół gwizdka.
- No dobrze – powiedziała Eva – ale jak tak właściwie nazywa się ten program?
- A to nie powiedziałem wam? – zaśmiał się Diego. – „Conversación con…” i
nazwisko piłkarza bądź innego człowieka związanego z Realem Madryt.
Pierwszy wywiad zaplanowany jest już na za tydzień i udzieli go Jose
Mourinho. Evo, przygotuj ciekawe pytania na poniedziałek i prześlij mi
swoją listę. Przejrzę ją, ewentualnie poprawię i zatwierdzę.
- Oczywiście – odpowiedziała.
-
To wszystko na dzisiaj. Dziękuję. – Diego pożegnał się ze wszystkimi
pracownikami i opuścił salę konferencyjną. W ślad zanim poszli
pozostali, a na końcu wyszła Eva, która już teraz układała w głowie
pytania, które chciałaby zadać trenerowi Realu Madryt.
-
Czas na podsumowanie piątkowych wiadomości z piłkarskich boisk.
Reportaż Raula Gonzalesa – powiedziała Eva wprost do malutkiego
obiektywu kamery.
Kiedy zeszła z anteny, a na ekranach wszystkich telewidzów pokazywane były piłkarskie obrazki.
Błagalnie
spojrzała na swojego współpracownika, który tylko bezradnie wzruszył
ramionami. Był piątkowy wieczór i dziewczyna śpieszyła się do domu,
ponieważ lada moment mieli się u niej pojawić zaproszeni na parapetówkę
goście.
-
I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili… Młody zawodnik FC Barcelony,
Ibrahim Afellay, na dzisiejszym treningu zerwał wiązadła krzyżowe w
lewym kolanie. Piłkarz będzie musiał poddać się chirurgicznej
interwencji. Lekarze nie podali szacowanego czasu rekonwalescencji i nie
wiadomo, kiedy zawodnik powróci na boisko… To już wszystko w
dzisiejszym wydaniu wiadomości. Dziękuję państwu za uwagę i życzę
spokojnej nocy. Dobranoc.
Eva
zniknęła z telewizji, kiedy tylko główny dowodzący oznajmił, że zeszli z
anteny. Na do widzenia przypomniała kilku osobom, że widzą się
wieczorem i szybkim krokiem opuściła studio, aby zrobić ekspresowe
zakupy i zająć się przygotowaniem przekąsek na dzisiejsze spotkanie.
Była na ostatniej prostej, kiedy do drzwi zapukali pierwsi goście.
- Proszę, rozgośćcie się – powiedziała do znajomych ze szkoły. – Ja tylko się przebiorę i zaraz do was dołączę.
Eva
zamknęła się w swojej sypialni i włożyła białą bluzeczkę, czarne szorty
i marynarkę od kompletu. Do tego dołączyła długi, złoty naszyjnik oraz
ciemne szpilki. Postawiła na naturalność, dlatego tylko przeczesała
swoje czarne włosy i pozwoliła im luźno opadać na ramiona.
Wychodząc z pokoju usłyszała dzwonek. Za drzwiami czekali kolejni goście.
Z
czasem ludzi zaczęło przybywać i w małym mieszkanku zaczęło się robić
bardzo tłoczno. Najchętniej obleganym miejscem był taras, na którym
większość zebranych poddawała się przyjemności palenia. To tam odbywały
się najciekawsze konwersacje tego wieczora.
Eva
starała się, aby jej gościom niczego nie brakowało, dlatego stale
przechadzała się między znajomymi i pytała o ich potrzeby. Każdy mówił,
że impreza jest świetna i że niczego im nie trzeba. Dziewczyna
postanowiła włączyć muzykę, która wszystkich rozweseliła i zachęciła do
tańca.
Jednak brunetka była nieco zaniepokojona, ponieważ najważniejsi dla niej goście wciąż byli nieobecni.
Nie musiała długo czekać.
-
Przepraszamy – mówiła Carlotta. – Mieliśmy małe problemy po drodze –
zaśmiała się i spojrzała tajemniczo na brata. – To dla ciebie. –
Blondynka wręczyła przyjaciółce pakunek, który po rozpakowaniu okazał
się być lampą.
- Śliczna. Będzie mi pasowała do sypialni. Dziękuję.
- Ja też coś mam – wtrącił się Alvaro i postawił przed Evą dużą roślinę. – To fikus. Nazywa się Esteban.
- Fikus… Esteban…
- Dokładnie – odpowiedział potakując głową i spoglądając na kwiatka.
- Poważnie?
-
No tak, nie widzisz? – Alvaro złożył serdeczny pocałunek na jej
policzku i poszedł w głąb mieszkania przywitać się z pozostałymi gośćmi.
Eva
nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Ma kwiatka o imieniu Esteban.
Podrapała się niepewnie po głowie, ale stwierdziła, że zajmie się tym
jutro rano.
- Widzę, że ty też coś masz – powiedziała widząc Gonzalo z czymś ogromnym.
-
Nie wypadało przyjść z pustymi rękoma – odpowiedział i wręczył jej coś
na wzór obrazu. Kiedy dziewczyna się temu przyjrzała od razu rozpoznała
tajemniczy prezent.
- Wow, koszulka Realu!
- No tak… Właściwie to… moja koszulka.
- Rzeczywiście! Wow, jest świetna. Dziękuję. O rany, z dedykacją!
- Napisałem jedno zdanie… Mam nadzieję, że ci się podoba.
- Żartujesz?! Zajmie honorowe miejsce na mojej ścianie. Nie wiem, jak ci dziękować…
- Wystarczy całus – powiedział i nadstawił policzek.
Eva
uśmiechnęła się serdecznie i spełniła prośbę Pipity. Poczuła na swoim
policzku przyjemne drapanie, które spowodowane było jego kilkudniowym
zarostem. Uwielbiała mężczyzn z takim owłosieniem. Uważała, że jest to
niezwykle męskie i seksowne, a uczucie drapania na policzku powodowało,
że po jej ciele przechodziły dreszcze.
Kiedy
do gości dołączyła szalona Carlotta i równie zakręcony Alvaro impreza
rozkręciła się na maska. Wszyscy prowadzili głośne konwersacje pełne
śmiechu, pili i jedli przygotowane przez Evę przekąski i tańczyli do
muzyki puszczanej przez obrońcę Realu Madryt.
- Kochana, napoje się skończyły – powiedziała Carla pokazując przyjaciółce puste dzbanki.
-
Mam je w sypialni. Zaraz przyniosę – odpowiedziała i udała się do
drugiego pokoju, w którym na czas imprezy zamknięty został Raul.
Dziewczyna przywitała się ze śpiącym pieskiem i wyjęła z szafy kilka butelek gazowanego napoju.
- Eva! Wszędzie cię szukałem. – Do sypialni wszedł Robert De La Red, chłopak, którego znała ze studiów.
- Coś się stało?
-
Nie. Chciałem pogadać. Tak wiesz… na spokojnie – powiedział i chwiejnym
krokiem podszedł bliżej dziewczyny. – Co u ciebie słychać?
-
To co widać. Wszystko w porządku. Wracajmy już do gości. – Eva chciała
wyminąć znajomego i wrócić do salonu, z którego dobiegały głośne
śmiechy. Jednak Robert mocno złapał ją za przedramię i powiedział z
uśmiechem:
-
Poradzą sobie bez ciebie. – Chłopak zatopił usta w jej szyi. Zszokowana
Eva przestraszyła się i zaczęła się szarpać. Nie chciała krzyczeć, żeby
nie popsuć zabawy i nie robić niepotrzebnego szumu.
-
Robert, przestań. Puść mnie! – Szklana butelka z napojem wypadła jej z
rąk i rozbiła się o drewnianą podłogę robiąc hałas. Raul widząc, co się
dzieje, stał się niespokojny i zaczął wściekle szczekać. Nagle do pokoju
wparował zdezorientowany napastnik Realu Madryt.
- Eva?
-Gonzalo ! – Dziewczyna korzystając z sytuacji, że uścisk Roberta zelżał,
wyrwała się z jego objęć i od razu zaczęła szukać ochrony w ramionach
swojego wybawiciela.
- Wszystko w porządku?
- Robert – powiedziała Eva – chyba będzie lepiej jak pójdziesz już do domu.
Chłopak bez słowa chwycił za swoją kurtkę, którą rzucił na ziemię podczas małej szarpaniny z Evą i wybiegł z jej mieszkania.
- O co chodzi? – pytał napastnik, mając cały czas drobną i kruchą Evę w ramionach. – Co tutaj zaszło? Kto to był?
- Nie ważne. Wracajmy.
- Eva!
- Nic się nie stało, przyszedłeś w samą porę. Dziękuję. Wracajmy już.
Po
tym zajściu Evie ciężko było wrócić do dobrego humoru, który miała
przed spotkaniem z Robertem. Mimo to starała się robić dobrą minę do
złej gry i w miarę możliwości dobrze się bawić.
Do
końca wieczoru nie zamieniła słowa z Gonzalem, ciężko było jej spojrzeć
mu w oczy. Dlaczego? Może ze wstydu, z zażenowania, a może ze strachu… Higuain dokładnie zdawał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Cały czas
miał ją na oku i szukał możliwości zagadania, ale dziewczyna sprawnie go
unikała.
Przyjęcie
powoli dobiegało końca. Goście rozchodzili się w wesołych humorach,
wśród nich byli także Carlotta oraz Alvaro, którym alkohol za szybko
uderzył do głowy. Kiedy Eva żegnała ostatnich gości, zdała sobie sprawę,
że w salonie siedzi jeszcze Gonzalo.
- Nie chciałabym być niegrzeczna, ale jestem trochę zmęczona… – powiedziała.
-
Tak, tak… Już sobie idę – odpowiedział wstając. – Ale chcę wiedzieć, co
się dzisiaj wydarzyło między tobą i tym gościem. Skrzywdził cię?
- Mówiłam, że nie. Dziękuję, że się o mnie tak troszczysz, ale sobie poradzę.
- Carla mówiła, że jesteś bardzo niezależna, ale proszenie o pomoc to nic złego. Wszyscy jesteśmy ludźmi.
Eva
nie potrafiła mu na to odpowiedzieć. Rozszyfrował ją po kilku minutach
rozmowy. Jego przenikliwy wzrok wypalał jej potworną dziurę w sercu.
Poczuła nagłą falę gorąca i pożądania, która sprawiała, że miała ochotę,
aby Gonzalo był z nią zawsze. Rozumiał ją jak nikt, był jej bliski pomimo
tego, że znali się zaledwie kilka dni. Takich ludzi nie spotyka się
codziennie i nie można pozwolić im tak po prostu odejść.
Brunetka
nie zastanawiając się nad swoim zachowaniem ani sekundy, wplotkła swoje
palce w jego miękkie, kasztanowe włosy i zatopiła w jego ustach swoje
wargi, oddając mu całe ciepło swojego ciała. Ich pocałunek był niczym
finałowa scena z filmu: romantyczny, namiętny i zachłanny.
Kiedy
Eva odkleiła się od Gonzalo, zabrakło jej słów. Miała suche gardło jakby
właśnie znajdowała się na samym środku Sahary. Wzrok wlepiła w podłogę i
ściskając nerwowo swoje palce powiedziała:
- Chyba powinieneś już iść.
________________________________________________________________________________
Hej;) Na początek bardzo wam dziękuję, że czytacie mojego bloga. Jest nas coraz więcej. Powoli już się wszystko chyba będzie rozkręcać, tylko troszkę cierpliwości;) To ja już konczę i na razie;)
Hej;) Na początek bardzo wam dziękuję, że czytacie mojego bloga. Jest nas coraz więcej. Powoli już się wszystko chyba będzie rozkręcać, tylko troszkę cierpliwości;) To ja już konczę i na razie;)
Od początku wiedziałam, że będą razem. W sumie to na razie nie są, ale... :p Czekam na więcej. :)
OdpowiedzUsuńJaki piękny blog! :D Wygląd jest bardzo pomysłowy i oryginalny. :** Zabieram się za czytanie wszystkich rozdziałów od początku, żeby wiedzieć o co chodzi.
OdpowiedzUsuńInformuj mnie o nowych notkach u mnie na blogu.
http://elemendid.blog.onet.pl/
Rose
Ale się cieszę!!! Aaaa!! Pocałowali się, tlyko dlaczego ona mu potem kazała wyjść? To nie powinno tak się skończyć. Ale wybaczam ci. Szkoda, że Gonzalo nie uderzył tego Roberta, ale nie wiedział o co chodzi.. To ja już czekam na następny Pa!
OdpowiedzUsuńaniołek87
Łuuuuuuuuuuuuuuu!!! Lizu lizu haha :)
OdpowiedzUsuńBoska scena! Haha, od razu poprawił mi się humor :D.
Lecę czytać dalej, bo chyba umrę z ciekawości ! A już myślałam, że tan pies się na niego rzuci, a tu patrz---> spokój :) hehe
Hania!
http://kraina-zimnych-fantasmagorii.bloog.pl