niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 5

- Przede mną kochana nic nie ukryjesz – powiedziała Carlotta.
Dziewczyny siedziały w swojej ulubionej kawiarni „Cafe Central” i popijały mrożoną kawę przy rozmowie.
Od imprezy minęło kilka dni i od tamtej pory Eva ani razu nie widziała się z Gonzalem.
- Alvaro mówi, że on ciągle o ciebie wypytuje. Powiedz mi, czy coś iskrzy. – Carla nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciółka flirtuje z najprzystojniejszym napastnikiem świata i nie pisnęła o tym nawet słówkiem.
- Nic nie iskrzy. To tylko znajomy.
- Tak, tak… Ja też tak zawsze mówię na początku znajomości – śmiała się. – A na poważnie to Gonzalo  jest przecież bardzo fajnym facetem. Pasujecie do siebie. Poważnie!
- Wiesz… Nie rozumiem tego. Nigdy żaden facet nie robił na mnie takiego wrażenia jak on. Dziwnie się z tym czuję.
- Działa na ciebie! To fantastycznie! Idź za ciosem.
- Przecież to przyjaciel Alvaro.
- I co z tego? To przede wszystkim samotny, przystojny mężczyzna – ekscytowała się Carla. – Zaproś go gdzieś.
- Ja?
- Kobiety w dzisiejszych czasach są bardzo nowoczesne. Ja nie mam nic przeciwko twojej mamie, ale tak między nami mówiąc, to jej metody dawno wyszły z mody. Dzisiaj kobiet się nie zdobywa, to one zdobywają! Weź przykład ze mnie!
- I wyjdę na tym tak jak ty?
- No, a co? Źle mam?
- To ja dziękuję za takie rady.
- Ej!
- Nie znam go na tyle, żeby od razu się z nim umawiać na spotkanie „sam na sam”. Boję się tego. On mnie trochę przeraża, bo jest taki… niedostępny. Odsunięty i z rezerwą.
- Bo to Gonzalo… Przecież wiesz jaki on jest. Ale jak się go bliżej pozna to całkiem milutki z niego facecik – zaśmiała się.
- Proszę cię, nie mów tak! – Słowa przyjaciółki tak rozśmieszyły Evę, że dziewczyna niechcący chlapała się swoją kawą. – Facecik? Skąd ty bierzesz te teksty!
- Z Cosmo.
- Nie czytaj tego więcej, błagam… O rany! Późno – krzyknęła dopijając napój. – Muszę lecieć, mam zaraz spotkanie w sprawie programu. Pamiętaj, że dzisiaj o dwudziestej drugiej nadajemy na żywo wywiad z Jose Mourinho! Premiera!
- Jasne, jasne… Umówiłam się z Alvaro i będziemy oglądać. Powodzenia!
- Dzięki, kochanie – powiedziała całując przyjaciółkę w policzek. – Zapłacisz? Dzięki. Następnym razem ja stawiam. Pa!
- Ale Eva!!! Przecież ja nie mam gotówki – powiedziała bardziej do siebie niż do brunetki, która już zdążyła odjechać spod kawiarni swoją czerwoną Kią. Nagle nad Carlottą pojawił się wychudzony, rudy kelner, który czekał na zapłatę. Zakłopotana dziewczyna uśmiechnęła się do niego niepewnie. Wtem odezwał się jej telefon komórkowy.
- Tak? Alvi, z nieba mi spadasz… Gdzie jesteś? Tak… tak… No… A możesz po mnie przyjechać? W „Cafe Central”… Z Evą byłam… Tak… Ok, to ja czekam… Alvaro! A masz przy sobie kasę? O, to dobrze… No to przyjeżdżaj szybko… Ok… Pa!
Carlotta spojrzała na kelnera i powiedziała z uśmiechem:
- 5 minut.

- Wszystko jest jasne? – zapytał Antonio Soler, reżyser programu „Conversación con..”.
- Tak – odpowiedziała zgodnie z prawdą Eva.
- Tak jak na próbach. Pamiętaj… Uśmiech, przyjazna atmosfera, żarty… To nie jest Bóg, tylko zwykły trener piłkarski. Nie ma co się bać i stresować. Głowa do góry i jazda. Do charakteryzacji! Mamy mało czasu.
Kiedy Eva siedziała na fotelu stylistki, tuż obok niej pojawił się Jose Mourinho, który podobnie jak ona, poddał się zabiegowi pudrowania. Po skończonej charakteryzacji, dziewczyna podeszła do niego i postanowiła się przedstawić.
- Dobry wieczór, jestem Eva Parendes, przeprowadzę z panem rozmowę.
- Jose Mourinho, miło mi panią poznać – odpowiedział odwzajemniając uścisk dłoni. – Słyszałem, że to pani debiut jeśli chodzi o tego typu programy.
- Tak i dlatego się tak bardzo denerwuję.
- Spokojnie… Ja nie gryzę, chociaż niektórzy mówią co innego – zaśmiał się. – Będzie dobrze, spróbuję ci pomóc i nie wywoływać dziwnych i stresujących sytuacji.
- Dziękuję. Od razu mi lepiej, kiedy wiem, że mogę liczyć na swojego rozmówcę.
- Eva! – zawołał Antonio.
- Muszę iść – zwróciła się do Mouringo. – Do zobaczenia na planie.
Reżyser był bardzo nakręcony, widać było, że zależy mu na powodzeniu tego projektu. Dyrygował ludźmi i wykrzykiwał swoje wymagania. Taka atmosfera w pracy nie działała motywująco. Przynajmniej na Evę, która była zszokowana i nieco wystraszona zachowaniem przełożonego.
Kiedy godzina „zero” wybiła, dziewczyna zajęła miejsce na krześle, a naprzeciwko niej, na drugim końcu stołu zasiadł trener Realu Madryt.
- Eva Parendes, dobry wieczór państwu – powiedziała do kamery. – Witam w nowym programie, w którym co dwa tygodnie będziemy rozmawiać z działaczami, trenerami i piłkarzami Realu Madryt. Dzisiejszy odcinek nosi nazwę „Conversación con Mourinho”. Mam przyjemność powitać w studiu postać wybitną, trenera, który każdą drużynę potrafi wynieść na wyżyny. Panie i panowie, jedyny w swoim rodzaju, „The Special One” – Jose Mourinho. Dobry wieczór, trenerze – zwróciła się do Jose.
- Witam.
- Kiedy przyjechał pan do stolicy Hiszpanii, na swojej prezentacji powiedział pan: „Piękne nie jest samo trenowanie Realu Madryt, ale wygrywanie z Realem Madryt”.
- Są ludzie, którzy postrzegają przechodzenie do wielkich klubów jako cel całej swojej kariery. Ja miałem okazję pracować w wielkich klubach już na początku kariery i zawsze powtarzałem moim zawodnikom, że samo bycie w wielkim klubie nie może być naszym celem. Celem musi być wygrywanie w tym wielkim klubie. I właśnie tak jest w Realu Madryt. Gdy przechodzisz do nowego klubu, to dopiero początek drogi, która musi zakończyć się zdobywaniem tytułów. Po zakończeniu kariery będziesz mógł się pochwalić, że pracowałeś w wielkich klubach, ale najważniejsze będzie to, że masz na koncie pięć mistrzostw, trzy Puchary Europy, dziesięć Pucharów…
Cały wywiad był na naprawdę wysokim poziomie. Pytania Evy były interesujące, a Mourinho odpowiadał na nie bardzo wyczerpująco, dzięki czemu każdy mógł poznać go lepiej jako człowieka i trenera. Dziewczyna była nim zauroczona. Cieszyła się, że rozmowa z tak wybitną postacią się udała i że Diego będzie z niej zadowolony.
Kiedy tylko zeszli z anteny, Eva podziękowała Mourinho za rozmowę i z uśmiechem zeszła z planu. Wtem rozpętało się piekło. Antonio biegał, skakał, szalał i krzyczał. Wymachiwał rękoma jak wariat, wszędzie rozrzucał karki ze scenariuszem, łapał się za siwe włosy i niemalże wyrywał je sobie z głowy.
- Co to było?! Co miały znaczyć te gesty, czarujące spojrzenia, no co?! To nie randka! Ty tu pracujesz, dziewczyno! – krzyczał na Evę.
Dziewczyna była w szoku. Była pewna, że wszystko poszło zgodnie z planem, że zarówno ona jak i trener Realu wypadli świetnie, rozmowa się kleiła i obyło się bez krępujących i niezręcznych sytuacji. Zachowywali się jakby znali się od wielu lat i byli dobrymi znajomymi. Nie wiedziała, dlaczego Antonio tak się zdenerwował.
Stała bez ruchu i wpatrywała się w szalejącego reżysera.
- Zwariował – powiedział Jose Mourinho, który nagle znalazł się przy jej boku. – Nie przejmuj się. Moim zdaniem było świetnie. A jeśli ja tak mówię, to znaczy, że tak właśnie jest.
- Dziękuję.
- Rozumiem go doskonale. Perfekcjonista w każdym calu. Jestem taki sam.
- W takim razie współczuję pana zawodnikom.
- Nie jest tak źle, bo jest na to patent.
- Zdradzi mi go pan?
- Po pierwsze proszę się nie poddawać i wierzyć w siebie. A po drugie musi pani być konsekwentna i udowodnić swoją wartość charakterem oraz siłą argumentów.
- Nie brzmi skomplikowanie.
- Ale to tylko pozory. Trudno jest wytrzymać z takim znerwicowanym facetem, ale ma pani odpowiedni charakter i jestem pewien, że da pani sobie radę.
- Oby.
- Dziękuję za wywiad. Jeden z lepszych jakiego udzieliłem – powiedział Mourinho i podał dziewczynie dłoń.
- To ja dziękuję. Za wszystko.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Aha… Jutro jest trening otwarty. Zapraszam do szatni. Będzie miała pani wyłączność.
- Jak to?
- Coś się pani należy od życia – zaśmiał się spoglądając na oszalałego Antonio Solara.
- Będę na pewno.
- Do zobaczenia.
Rozmowa z Jose Mourinho nieco podniosła ją na duchu, jednak widząc wściekłego reżysera jej zapał i zachwyt nad programem powoli opadał. Nie wiedziała, co o tym myśleć, bo jeśli Antonio jest niezadowolony to Diego z pewnością podzieli jego zdanie. Bardzo się tego obawiała. Zaufano jej, powierzono odpowiedzialne zadanie, a tymczasem nie spełniała pokładanych w niej nadziei.
Nagle usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości sms- owej od Carlotty.
„Alvaro mówi, że nigdy nie widział Mou tak zadowolonego podczas rozmowy z dziennikarzem. Byłaś świetna. Zrobisz furorę tym programem. Alvi zaklepuje sobie kolejkę u ciebie ;-) P.S. Gonzalo powiedział, że ślicznie dzisiaj wyglądałaś;-) To sygnał!”.
Eva uśmiechnęła się sama do siebie i zebrawszy swoje rzeczy wyszła z budynku telewizji i zmęczona pojechała do domu, w którym czekał na nią stęskniony pies – Raul.
Eva miała ciężką noc. Przez wiele godzin przeżywała zachowanie Antonio i bała się dzisiejszej wizyty w biurze. Przeczuwała, że reżyser mógł naopowiadać szefowi bzdur, a ona nie będzie potrafiła się z tego wytłumaczyć.
Opóźniała wstawanie. Nigdzie jej się nie śpieszyło, ponieważ dopiero o dwunastej jechała do Valdebebas – ośrodka treningowego Realu Madryt, aby zrobić materiał, a dopiero później miała stawić się w biurze Diego Hernandeza. Leniuchowała na swoim łóżku, mając pod pachą puszysty łeb Raula i ciesząc się ciepłymi promieniami słońca wpadającymi przez okno. Pogoda była piękna i zapragnęła pójść na spacer. Obiecała sobie oraz psu, że dzisiaj popołudniu wybiorą się do parku, aby zwierzak mógł sobie pobiegać, a ona sama zrelaksować się przy dobrej książce.
Kiedy w końcu zwlekła się z łóżka, zjadła śniadanie i wyprowadziła psa na poranny spacer, zaczęła przygotowywać się do treningu Realu.
Przez wejściem do ośrodka czekał na nią Pedro – fotograf ze stacji telewizyjnej „El Deporte”, z którym zawsze współpracowała i z którym się przyjaźniła.
Trening się rozpoczął. Początkowo przez całe zajęcia Eva wraz z Pedrem stała na balkonie, gdzie znajdowali się pozostali dziennikarze z gazet i telewizji. Mieli stąd bardzo dobry widok na całe boisko, dzięki czemu można było wykonać świetne zdjęcia i filmy. Dziewczyna starała się obserwować każdego piłkarza i robić skrupulatne notatki na temat ich formy, zachowania i zażyłości z pozostałymi zawodnikami, jednak wzrok notorycznie schodził jej na  Gonzalo Higuaina. Widywała go w kolorowych magazynach i codziennych gazetach, ale fakt był taki, że bardzo dawno nie spotkali się w żywe oczy i nie zamieni ze sobą nawet dwóch słów. Brakowało jej tego, bo polubiła tego chłopaka i wydawało jej się, że się w nim zadurzyła.
Kiedy po skończonym treningu Eva udała się do szatni Realu w towarzystwie samego Jose Mourinho, wszystkim dziennikarzom opadły szczęki z zazdrości.
Dziewczyna zrobiła chłopakom kilka zdjęć, zadała pytania i wyszła nie chcąc ich peszyć i wprowadzać w zakłopotanie. Zaczekała na zewnątrz, aby wówczas poprosić kilku zawodników o dłuższą wypowiedź.
Kiedy skończyła i piłkarze powoli zaczęli rozchodzić do domów, zaczepił ją Gonzalo.
- Co słychać?
- W porządku. Dużo pracy mam ostatnio. Przepraszam, że się nie odezwałam.
- Daj spokój, równie dobrze ja to mogłem zrobić – powiedział i przeczesał dłonią swoje kasztanowe włosy. – Masz dzisiaj czas? Może poszlibyśmy na kawę czy coś…
- Właściwie to mam na dzisiaj plany…
- Tak? – zapytał wyraźnie zasmucony.
Evie zrobiło się niezwykle przykro z powodu jego rozczarowania, dlatego szybko dodała:
- Nie jest to nic szczególnego. Możesz się do mnie przyłączyć.
- Poważnie? Z chęcią! A co będziemy robić?
- Pójdziemy z Raulem na spacer – odpowiedziała z szerokim uśmiechem, zdając sobie sprawę jak żenująco zabrzmiało to zdanie. Chłopak pewnie spodziewał się poważnych planów, a tymczasem chodziło o zwykłe wyjście do parku.
- Z Raulem – zaśmiał się. – Z psem?
- Tak. Dlaczego on cię zawsze tak śmieszy? Nie rozumiem…
- Bo początkowo myślałem, że to twój… facet – zaśmiał się. – I byłem troszeczkę… no jakby to powiedzieć… zazdrosny…
- Zazdrosny? Oj Pipita, Pipita. – Eva pokręciła przecząco głową, nie wierząc w to, co przed chwilą usłyszała. Gonzalo był o nią zazdrosny! – Może być o czwartej w Parque Del Buen Retrio pod pomnikiem Alfonsa XII? Muszę jeszcze jechać do pracy, a potem idę na obiad do rodziców.
- Jasne. Będę czekać. Miłego dnia i do zobaczenia – powiedział i pocałował ją w policzek na pożegnanie.

- Cieszę się, że cię widzę – powiedział Diego Hernandez, kiedy szedł naprzeciwko Evy korytarzem stacji telewizyjnej „El Deporte”. – Pozwól do mnie – dodał obojętnie.
Brunetka ze strachem w oczach poszła za szefem i w myślach modliła się o drugą szansę. Nie chciała tak szybko zakończyć swojej przygody z nowym programem. Tak bardzo jej się spodobał, miała tyle planów i pomysłów na wywiady z piłkarzami. Bardzo jej zależało, ale wydawało jej się, że za kilka minut nie będzie już hostessą „Conversación con…” i znów zostanie jej tylko nadawanie codziennych wiadomości sportowych i praca za kulisami innych programów.
Nieśmiało weszła za Diego do jego gabinetu i usiadła na fotelu naprzeciwko niego. Jego mina nie wyrażała nic, co zresztą nie dziwiło zbytnio Evy. Dopiero kiedy zaczął mówić jego twarz nabrała ludzkich cech, wyrażających emocje.
- Evo… Nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- To nie tak jak pan myśli… Starałam się.
- Wiem, wiem… I muszę ci powiedzieć, że byłaś… nieziemska! Nie, to za małe słowo. Byłaś boska. Niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju! To było fantastyczne!
- Co pan mówi?
- To co słyszysz. Oglądałem program w zaciszu swojego wielkiego domu i nie mogłem oderwać wzroku od telewizora. Nawet moja piękna żona, która przechadzała się przede mną w skąpej piżamie nie była w stanie mnie zdekoncentrować. To było mistrzostwo świata! – śmiał się.
- Ale Antonio miał inne zdanie…
- To wyjątkowy człowiek. Jego zdaniem było kilka błędów, jednak ja uważam, że z czasem się wyrobisz. Zaprezentowałaś się na naprawdę wysokim poziomie. Powierzenie tobie tego programu było strzałem w dziesiątkę. Jestem zachwycony! Czekam teraz na wyniki oglądalności, ale jestem pewien, że będą dobre. Więcej! Będą bardzo dobre! Świetna robota, dziewczyno!
Eva nie mogła przestać się uśmiechać. Nie wierzyła w słowa, które płynęły z ust Diego. To było jak sen. Czy coś lepszego mogło ją dzisiaj spotkać?
- Trzeba zacząć myśleć nad kolejnym odcinkiem – dodał pan Hernandez. – Jakiś pomysł?
- Może Gonzalo…
- Higuain?
- Jest czwartym kapitanem. Jest to także najważniejsza osoba w zespole.
- Masz rację. Załatw to.
- Oczywiście.
- To chyba wszystko, co chciałem dzisiaj z tobą załatwić. Aha… Jak trening Realu?
- Przeprowadziłam z kilkoma piłkarzami krótkie rozmowy, poza tym Pedro twierdzi, że ma świetne fotki, więc chyba jest ok.
- Cieszę się. Możesz zmykać.
- Dziękuję, do widzenia.

Eva kompletnie nie wiedziała w co ma się ubrać na spotkanie z Gonzalem. Mama doradziła jej, aby było to coś skromnego i nie wyzywającego. Powinna postawić na naturalność i wygodę, tym bardziej, że nie jest to kolacja w najdroższej restauracji tylko spacer z psem.
Postawiła na jasne dżinsy i t-shirt. Do tego dobrała małą sportową torebkę, którą przewiesiła sobie przez ramię, czerwone trampki oraz szalik. Zrobiła delikatny, subtelny makijaż, a włosy związała w kucyk.
- I jak? – zapytała prezentując się przed psem, na co ten tylko odszczeknął. – Też mi się podoba. No to idziemy! Przynieś smycz.
Kilkanaście minut później była już w parku. Z daleka widziała Gonzalo, ukrywającego się za okularami przeciwsłonecznymi.
- Cześć – powiedziała na powitanie i dała mu całusa w policzek.
- Proszę, to dla ciebie – rzekł wręczając jej mały bukiecik z fioletowych bratków.
- Skąd wiedziałeś, że to moje ulubione?
- Nie wiedziałem. – Eva posłała mu znaczące spojrzenie. – Carla mi powiedziała.
- Nie kłam, bo nie wychodzi ci to najlepiej.
- Widzę, że twój włochaty kumpel zmienił nieco swój stosunek do mnie – powiedział głaskając po łbie Raula. Ten pies nie kojarzył mu się najlepiej odkąd na niego naszczekał.
- Chyba mu się odwidziało po tej parapetówce. Zostałeś jego superbohaterem – zaśmiała się. – Idziemy?
- Pewnie!
Dziewczyna zabrała Raula i Gonzalo na polankę, gdzie kilkoro ludzi rozbiło pikniki, ojcowie ze swoimi synami grali w piłkę lub puszczali latawce, matki czytały książki siedząc na kocach, a nastolatki leniuchowały pod drzewami po męczącym dniu w szkole.
Eva znalazła kawałek patyka i zaczęła bawić się z psem. Razem biegali, skakali, tarzali się po trawie. Robili przy tym mnóstwo hałasu, ale wzbudzali sympatię pozostałych ludzi, bo dobrze się bawili. Higuain w tym czasie usiadł sobie pod jednym z drzew i przyglądał się całej zabawie. Uśmiechał się sam do siebie na ten widok. Podobało mu się to, że Eva nie boi się pobrudzić podczas gry z psem, że jest miła i życzliwa dla ludzi, że jest taka otwarta i spontaniczna. Od dawna szukał takiej dziewczyny, jednak większość odstraszał twoim wewnętrznym zimnem i niedostępnością. Z Evą było inaczej. Ona powodowała, że miał ochotę się otworzyć i wszystko jej o siebie opowiedzieć. Ale wiedział, że grzechy młodości mogą ją tylko odstraszyć, dlatego milczał twierdząc, że na szczere rozmowy przyjdzie jeszcze czas.
- O czym tak myślisz? – zapytała rozweselona Eva siadając obok niego. – Ale się zmęczyłam. Nie masz ochoty mnie zastąpić?
- Zdaje się, że Raul też ma dosyć – powiedział widząc jak pies rozkłada się na słońcu.
- Wrzuciłam patyk do wody, żeby się ochłodził. Widziałeś jak się cieszył?
- Tak. To wielka frajda dla takiego psa. Ale nie gadajmy o nim…
- O czym chcesz rozmawiać?
- O nas.
Eva spojrzała na niego wzrokiem pełnym nadziei. Wiedziała, że zaczyna coś czuć do Gonzalo, ale bała się mu to powiedzieć, bo nie wiedziała, co on czuje. Nie chciała się angażować w coś, co według jednej ze stron nie ma sensu. Takie rozczarowania bardzo bolały. Człowiek się załamywał i szukał w sobie niedoskonałości, które doprowadziły do takiego obrotu spraw.
- Co chcesz ode mnie usłyszeć? – zapytała.
- Co czujesz…
- To skomplikowane.
- Wręcz przeciwne. To bardzo proste.
Eva milczała szukając w głowie odpowiednich słów.
- Boję się – powiedziała po chwili.
- Czego?
- Odtrącenia.
- Nie odtrącę cię. Zależy mi na tobie – powiedział i pogłaskał ją po policzku.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam to usłyszeć – odpowiedziała spoglądając mu prosto w oczy. Widziała w nich troskę i szczerość.
Nie wytrzymała dłużej tego napięcia i pocałowała go. Uwielbiała to robić. Jego pocałunki były takie słodkie. Zupełnie jakby spijała nektar zrobiony z miodu. Ciągle chciała jeszcze i jeszcze, co powodowało, że stawała się zachłanna i niezaspokojona. Dziwiła się sama sobie i bała się, że odstraszy tym Pipitę, ale on jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi. Dawał jej wszystko, co chciała. Pragnął ją uszczęśliwiać każdego dnia, bo wówczas i on sam był zadowolony. Uwielbiał dzierżyć w dłoniach jej kruchą twarzyczkę i wyczuwać pod opuszkami palców jej delikatną, gładką skórę. Obawiał się jedynie, że podrapie ją swoim zarostem, ale wówczas jeszcze nie wiedział, jaką przyjemność jej tym sprawia.
Dobrali się idealnie. Jedno było dopełnieniem drugiego. I żadne bez siebie nie mogło żyć. Miłość, która ich połączyła była tak silna, że zdawała się trwać wiecznie. Musieli być sobie przeznaczeni…
___________________________________________________________________________________
Hej;) Dodaję kolejny rozdział;) Mam nadzieję, że weekend się wam udał, słyszałam i oglądałam, że w Polsce jest śnieg, podobno były wielkie wichury. W Buenos Aires jest gorąco słońce świeci i trochę się już nawet opaliłam. We wtorek niestety już wracam do Polski. Szkoda, miałam ciche nadzieje, że spędzę Wielkanoc w Argentynie. Ja już kończę bo troszkę się rozpisałam. Pozdrawiam

3 komentarze:

  1. Hej :) Przepraszam, że nie skomentowałam tamtego rozdziału ale to nie miało sensu bo przeszłam od razu do następnego :D Nie miałam wcześniej czasu go przeczytać a była świetny :)
    Ten też jest świtny :D Facecik?? to jeszcze nic :D moja przyjaciółka na chłopaków mówi dupa.. i kiedyś z takim tekstem do mnie "patrz jaka dupa idzie" :D Nie mogłam.. powiedziałam jej, że ma tak przy mnie nie mówić bo to mega dziwne określenie dla mnie :D
    Przy okazji zapraszam do mnie na nowy 5 rozdział pt: "Nigdy nie pozwolę Ci upaść" :) Zapraszam serdecznie do czytania i komentowania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wchodzę a tu nowy rozdział. :) A ja mam cichą nadzię, że coś im przeszkodzi. Nie lubię zbyt kolorowych scenariuszy. :) To znaczy za pewne będą razem, ale czuję, że nie będzie tak łatwo. :P

    OdpowiedzUsuń
  3. O jaaa. Aż się chyba wzruszyłam! :) To jest taakie piękne ;). Ja chcę jeszcze! O matko! Świetne, świetne!!!
    Nie mogę się doczekać następnego rozdziału, więc bardzo Cię proszę kochana, powiadom mnie jak go dodasz.
    Pozdrawiam!
    Hania
    http://kraina-zimnych-fantasmagorii.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń