sobota, 9 marca 2013

Rozdział 1

- To wszystko na dziś. Życzę państwu spokojnej nocy. Dobranoc – powiedziała wysoka brunetka wprost do obiektywu kamery.
- Uwaga, z anteny schodzimy za trzy… dwie… jedną… – krzyczał dyrektor planu odliczając upływający czas na palcach. – Dziękuję, to wszystko na dziś. Widzimy się jutro. Do zobaczenia. – Siwy mężczyzna zebrał swoje rzeczy i popędził do drzwi wyjściowych.
- Byłaś świetna – powiedziała blondwłosa dziewczyna do swojej przyjaciółki, która właśnie skończyła nadawać codzienne wiadomości sportowe.
- Daj spokój. Było jak zawsze.
- Bo zawsze jesteś świetna. Naprawdę… Ja nie wiem, jak ty to robisz.
- Dobra, dobra… Gadaj, czego chcesz.
- No wiesz? Jak możesz mnie o coś takiego posądzać? Jestem twoją przyjaciółką i komplementuję cię, bo po prostu uważam, że jesteś ge-nial-na!
- Carla… – Eva posłała przyjaciółce znaczące spojrzenie.
- No dobra! Poznałam fantastycznego faceta i potrzebuję twojego samochodu.
- Zapomnij.
- Ale Eva! Nie rozumiesz? To moja szansa na miłość.
- Te swoje szanse to ty masz co drugą noc. Uspokój się. A w ogóle, co mój samochód ma do twojego faceta?
- Obiecałam, że po niego przyjadę – powiedziała rumieniąc się.
Eva roześmiała się i spojrzała na Carlottę z politowaniem.
- No to nie! – odparła blondynka i wyrwała do przodu.
Dziewczyny wyszły przed budynek stacji telewizyjnej „El Deporte”. Pogoda w Madrycie była prześliczna. Słońce pięknie świeciło, ogrzewając skórę kończących pracę ludzi, wiaterek dodawał orzeźwienia spragnionym, nie było duszno, dzięki czemu każdy czuł się rześko, pomimo upału.
Eva kochała Hiszpanię i Madryt. Wychowała się tutaj i nie chciała nigdzie wyjeżdżać. Miała tutaj wszystko: rodzinę, przyjaciół, pracę i dom. Miała swoje małe miejsce na ziemi. Swoją własną przestrzeń. Z tym miastem wiązały się wszystkie jej wspomnienia, znała je jak własną kieszeń, nie kryło ono przed nią tajemnic. Uwielbiała atmosferę, która panowała w Madrycie: romantyczne kamieniczki, piękne, zabytkowe place, sklepikarze z kwiatami na każdym rogu, rozchodzący się zapach świeżo parzonej kawy, no i oczywiście życzliwi, uśmiechający się ludzie na ulicach.
- Podwieźć cię gdzieś? – zapytała Eva otwierając swoją Kię Pro Ceed.
- Nie. Idę do pracy. A ty dokąd jedziesz?
- Do domu. Obiecałam pomóc mamie przy wiosennych porządkach.
- Rozumiem. Zadzwoń do mnie wieczorem.
- Ok. Miłego dnia! – powiedziała i wsiadła do samochodu.
Odpaliła silnik, co automatycznie spowodowało włączenie się odtwarzacza CD. Z głośników zaczęła do niej dochodzić melodia ulubionej piosenki: „Baby Love”. Odkręciła szyberdach, podkręciła regulator dźwięku i pomknęła przez miasto wprost do rodzinnego domu na obrzeżach Madrytu.

Rodzina Parendes mieszkała w małym, przytulnym domku od dekady. Nic się tutaj nie zmieniało przez lata. Pani Onelia i pan Juan zawsze dbali, aby atmosfera była rodzinna i żeby zawsze w pokojach pachniało pieczonym chlebem lub innymi wypiekami.
Eva mieszkała z nimi od zawsze. Nigdy nie miała swojego kąta, ale czuła, że musi to zmienić. Powoli dojrzewała do decyzji o własnym mieszkaniu. Bała się zakomunikować to rodzicom, ale ci bardzo ją kochali i była pewna, że z czasem przyzwyczają się do nowej sytuacji. W końcu była jedynaczką i rodzicielom zależało na jej szczęściu. Od dzieciństwa uczyli jej niezależności i oto przyszła pora, aby skorzystać z ich nauk.
- Jak w pracy? – zapytał pan Juan, kiedy rodzina zasiadała do obiadu.
- Dobrze. Nagrałam dzisiejsze wydanie dziennika sportowego i zmyłam się. Jutro z rana muszę jechać na stadion Atletico Madryt i przeprowadzić wywiad z Mario Suarezem.
- Tym piłkarzem?
- Mamo… Zawsze przeprowadzam wywiady z piłkarzami. Dlaczego wciąż cię to tak dziwi?
- Nie słuchaj, matki. Ona żyje w swoim świecie – zaśmiał się posyłając małżonce całusa. – Pozdrów ode mnie tego chłopaka. Ostatnio oglądałem mecz i był niezły. Gdyby nie on, to by nie wygrali.
- Dobrze, tatku… Mam dla was jeszcze jedną wiadomość – rzekła i wzięła do ust kęs pieczeni przygotowanej przez Onelię. Rodzice spojrzeli na nią wyczekująco. – Postanowiłam się wyprowadzić.
- Jak to? Dlaczego?
- Chciałabym mieszkać bliżej centrum. Stąd mam wszędzie daleko. A poza tym w moim wieku przydałoby się już choć trochę samodzielności.
- W twoim wieku? Masz dopiero 25lat! – Onelia była w ogromnym szoku. Nie chciała, żeby jej jedyne dziecko wyniosło się z rodzinnego domu.
- Kochanie, nie panikuj – rzekł Juan. – Ona ma rację. Czas przeciąć pępowinę. Jest dorosła, zasługuje na trochę prywatności. Dziewczyna zarabia, pewnie chciałaby się zakochać… A jak ma to zrobić skoro ciągle wisisz jej nad głową – dodał i puścił córce oczko.
- Wcale, że nie – przerwała mu Eva śmiejąc się.
- Nie? A ten ostatni… No jak mu tam było… Carlos! Jak myślisz, kochanie, dlaczego zostawił naszą córkę?
- Nie zasługiwał na nią.
- Wisiałaś nad nimi non stop i chłopak się przestraszył! – Juan śmiał się do rozpuku, zupełnie jakby przed chwilą usłyszał najśmieszniejszy kawał świata. Swoim zachowaniem tylko rozbawił dwie kobiety, które nie mogły znieść widoku ojca klepiącego się po wielkim brzuchu i zanoszącego się śmiechem. Wymieniły się porozumiewawczymi spojrzeniami i ponownie wróciły do posiłku.
- Chyba będę musiała pogodzić się z tą stratą.
- Będę was odwiedzać.
- Tak, tak… Syn Reyes’ów znad przeciwka mówił to samo, i co? Wylądował gdzieś w Japonii.
- Ja się na koniec świata nie wybieram. Do centrum jest tylko półgodziny drogi. Będę wpadać, na pewno. A poza tym, zanim się wyniosę to muszę znaleźć jakieś mieszkanie. Jutro popołudniu jestem umówiona z agentem od nieruchomości. Ma mi przedstawić dwie oferty. Tak, mały? – zawróciła się do owczarka niemieckiego, swojego najlepszego przyjaciela.
- Ale zabierasz Raula ze sobą – powiedział Juan podając psu resztki z talerza.
- Oczywiście, że zabiorę moją małą psinkę ze sobą.

Na drugi dzień Eva stawiła się w umówionym miejscu, w którym miała spotkać się z agentem od nieruchomości.
- Dzień dobry, jestem Miguel Munioz – powiedział wysoki, przystojny brunet.
- Eva Parendes.
- W tym budynku jest pierwsze mieszkanie, które chciałem pani pokazać – rzekł wskazując na dwupiętrowy, szary budynek z dużymi oknami. – Nie jest duże, tak jak pani prosiła. Idziemy? – Eva skinęła twierdząco głową i ruszyła za Miguelem.
Kiedy mężczyzna otworzył drzwi do mieszkania, Eva od razu poczuła, że to jest to. Jeden z pokoi wychodził na ulicę, która nie była zbyt głośna i ruchliwa. Pokój był duży i przestronny. Przez okna wpadało do niego dużo światła, dzięki czemu stawał się przyjemny i przytulny. Kuchnię od salonu oddzielała tylko długa lada z wysokimi krzesłami. Pomieszczenie było surowe, ciemny kolor ścian sprawiał, że gotowanie tutaj na pewno nie będzie należało do najprzyjemniejszych czynności. Jednak Eva pomyślała, że wszystko da się jeszcze zmienić i granatowe ściany na pewno nie staną jej na przeszkodzie do kupna tego mieszkania.
Przeszli dalej. Oczami wyobraźni, dziewczyna już widziała umeblowaną sypialnię i wielkie łóżko na jej środku. Nie mogła się doczekać pierwszej nocy, którą tutaj spędzi. Już nic nie mogło wpłynąć na zmianę jej decyzji. Łazienka, tak ważna w życiu kobiet, nie miała dla niej wartości nadrzędnej, aczkolwiek swoją wielkością przypadła jej do gustu. Podobnie jak taras, z pięknym widokiem na ogrody z tyłu budynku.
- I jak się pani podoba? – zapytał pan Munioz.
- Rewelacja.
- Możemy…
Zanim Miguel zdążył dokończyć zdanie, z torebki Evy zaczął dobiegać dźwięk dzwonka telefonu komórkowego, który wygrywał znaną melodię zespołu Black Eyed Peas – „My Humps”. Zawstydzona spojrzała na agenta i nerwowo zaczęła przeszukiwać kieszenie swojej torby.
- Przepraszam, już dawno miałam zmienić ten dzwonek – powiedziała z nieśmiałym uśmiechem. – Tak? – rzekła do słuchawki.
~ Witaj, tu Diego. Możesz przyjechać do biura?
- Teraz?
~ Tak. Mam dla ciebie wiadomość.
- Dobrze. Postaram się być jak najszybciej – powiedziała i odłożyła słuchawkę. – Przepraszam pana bardzo – zwróciła się do agenta – ale niestety muszę zakończyć nasze spotkanie.
- A mieszkanie?
- To jest idealne. Nie muszę oglądać drugiego. Biorę je od razu.
- To bardzo się cieszę. Może pani przyjechać jutro do agencji? Załatwilibyśmy wszystkie formalności.
- Tak, tak… Hm… O dwunastej?
- W porządku. W takim razie do zobaczenia jutro.
- Do widzenia – odpowiedziała ściskając dłoń Miguela i zaraz potem wyszła ze swojego przyszłego mieszkania.   
____________________________________________________________________
Hej;) To ja tania_czekirda z blogu loqueeselamor.bloog.pl dzisiaj otworzyłam nowy blog, ponieważ miałam wenę na nowe opowiadanie;D Z tamtym jeszcze nie kończę tylko zawieszam na kilka miesięcy. Mam nadzieję, że się wam podoba jak na początek pozdrawiam i dobranoc ;**

4 komentarze:

  1. Heeeej :) Fajnie się znowu "widzieć" :D Jak tam u cb???? :) Podoba ci się blogspot? :)
    No więc teraz przejdę do rozdziału... albo i nie..Zapomniałam o bohaterach :D Szkoda, że nie dałaś żadnego opisu przy każdej postaci :) ja wiem, że to jest coś jak książka a w książkach nie ma opisów bohaterów na pierwszej stronie ale dobrze byłoby wiedzieć o nich co nieco :)
    No więc rozdział :) Widzę, żę opowiadanie bd o Real Madryt.. nie jestem z tego zbytnio zadowolona bo całym sercem jestem z Barceloną której się ostatnio nie powodzi :/ Ale i tak ich kocham <3
    Rozdział napisany przyzwoicie ale i tak za mało opisów jak dla mnie :)
    No to na tyle mojego komentarza bo niedługo mecz :D Barcelona z Milanem :D Już nie mogę się doczekać :P
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. aniołek87
    Hej!! Fajnie, że zaczęłaś nowe opowiadanie. Przyznam się, że trochę się miałam opory, ponieważ gdy zobaczyłam zdjęcie w tle myślałam, że to o CR7, ale na szczęście nie. Widzę, że ktoś tu jest fanem El Pipity!! Też go lubię. Czekam na następny rozdział, pozdrawiam i dobranoc;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejne opowiadanie, które mnie zaciekawiło. Że też mi się nie pomieszają... :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No to w znalazłam chwilkę i czytam :) Zapowiada się faaajnie :D.
    Muszę trochę ponadrabiać.
    Pozdrawiam :]
    Hania !
    http://kraina-zimnych-fantasmagorii.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń