- To wszystko na dziś. Życzę państwu spokojnej nocy. Dobranoc – powiedziała wysoka brunetka wprost do obiektywu kamery.
- Uwaga, z anteny
schodzimy za trzy… dwie… jedną… – krzyczał dyrektor planu odliczając
upływający czas na palcach. – Dziękuję, to wszystko na dziś. Widzimy się
jutro. Do zobaczenia. – Siwy mężczyzna zebrał swoje rzeczy i popędził
do drzwi wyjściowych.
- Byłaś świetna –
powiedziała blondwłosa dziewczyna do swojej przyjaciółki, która właśnie
skończyła nadawać codzienne wiadomości sportowe.
- Daj spokój. Było jak zawsze.
- Bo zawsze jesteś świetna. Naprawdę… Ja nie wiem, jak ty to robisz.
- Dobra, dobra… Gadaj, czego chcesz.
- No wiesz? Jak możesz
mnie o coś takiego posądzać? Jestem twoją przyjaciółką i komplementuję
cię, bo po prostu uważam, że jesteś ge-nial-na!
- Carla… – Eva posłała przyjaciółce znaczące spojrzenie.
- No dobra! Poznałam fantastycznego faceta i potrzebuję twojego samochodu.
- Zapomnij.
- Ale Eva! Nie rozumiesz? To moja szansa na miłość.
- Te swoje szanse to ty masz co drugą noc. Uspokój się. A w ogóle, co mój samochód ma do twojego faceta?
- Obiecałam, że po niego przyjadę – powiedziała rumieniąc się.
Eva roześmiała się i spojrzała na Carlottę z politowaniem.
- No to nie! – odparła blondynka i wyrwała do przodu.
Dziewczyny wyszły przed
budynek stacji telewizyjnej „El Deporte”. Pogoda w Madrycie była
prześliczna. Słońce pięknie świeciło, ogrzewając skórę kończących pracę
ludzi, wiaterek dodawał orzeźwienia spragnionym, nie było duszno, dzięki
czemu każdy czuł się rześko, pomimo upału.
Eva kochała Hiszpanię i
Madryt. Wychowała się tutaj i nie chciała nigdzie wyjeżdżać. Miała tutaj
wszystko: rodzinę, przyjaciół, pracę i dom. Miała swoje małe miejsce na
ziemi. Swoją własną przestrzeń. Z tym miastem wiązały się wszystkie jej
wspomnienia, znała je jak własną kieszeń, nie kryło ono przed nią
tajemnic. Uwielbiała atmosferę, która panowała w Madrycie: romantyczne
kamieniczki, piękne, zabytkowe place, sklepikarze z kwiatami na każdym
rogu, rozchodzący się zapach świeżo parzonej kawy, no i oczywiście
życzliwi, uśmiechający się ludzie na ulicach.
- Podwieźć cię gdzieś? – zapytała Eva otwierając swoją Kię Pro Ceed.
- Nie. Idę do pracy. A ty dokąd jedziesz?
- Do domu. Obiecałam pomóc mamie przy wiosennych porządkach.
- Rozumiem. Zadzwoń do mnie wieczorem.
- Ok. Miłego dnia! – powiedziała i wsiadła do samochodu.
Odpaliła silnik, co
automatycznie spowodowało włączenie się odtwarzacza CD. Z głośników
zaczęła do niej dochodzić melodia ulubionej piosenki: „Baby Love”.
Odkręciła szyberdach, podkręciła regulator dźwięku i pomknęła przez
miasto wprost do rodzinnego domu na obrzeżach Madrytu.
Rodzina Parendes
mieszkała w małym, przytulnym domku od dekady. Nic się tutaj nie
zmieniało przez lata. Pani Onelia i pan Juan zawsze dbali, aby atmosfera
była rodzinna i żeby zawsze w pokojach pachniało pieczonym chlebem lub
innymi wypiekami.
Eva mieszkała z nimi od
zawsze. Nigdy nie miała swojego kąta, ale czuła, że musi to zmienić.
Powoli dojrzewała do decyzji o własnym mieszkaniu. Bała się
zakomunikować to rodzicom, ale ci bardzo ją kochali i była pewna, że z
czasem przyzwyczają się do nowej sytuacji. W końcu była jedynaczką i
rodzicielom zależało na jej szczęściu. Od dzieciństwa uczyli jej
niezależności i oto przyszła pora, aby skorzystać z ich nauk.
- Jak w pracy? – zapytał pan Juan, kiedy rodzina zasiadała do obiadu.
- Dobrze. Nagrałam
dzisiejsze wydanie dziennika sportowego i zmyłam się. Jutro z rana muszę
jechać na stadion Atletico Madryt i przeprowadzić wywiad z Mario
Suarezem.
- Tym piłkarzem?
- Mamo… Zawsze przeprowadzam wywiady z piłkarzami. Dlaczego wciąż cię to tak dziwi?
- Nie słuchaj, matki. Ona
żyje w swoim świecie – zaśmiał się posyłając małżonce całusa. – Pozdrów
ode mnie tego chłopaka. Ostatnio oglądałem mecz i był niezły. Gdyby nie
on, to by nie wygrali.
- Dobrze, tatku… Mam dla
was jeszcze jedną wiadomość – rzekła i wzięła do ust kęs pieczeni
przygotowanej przez Onelię. Rodzice spojrzeli na nią wyczekująco. –
Postanowiłam się wyprowadzić.
- Jak to? Dlaczego?
- Chciałabym mieszkać
bliżej centrum. Stąd mam wszędzie daleko. A poza tym w moim wieku
przydałoby się już choć trochę samodzielności.
- W twoim wieku? Masz
dopiero 25lat! – Onelia była w ogromnym szoku. Nie chciała, żeby jej
jedyne dziecko wyniosło się z rodzinnego domu.
- Kochanie, nie panikuj –
rzekł Juan. – Ona ma rację. Czas przeciąć pępowinę. Jest dorosła,
zasługuje na trochę prywatności. Dziewczyna zarabia, pewnie chciałaby
się zakochać… A jak ma to zrobić skoro ciągle wisisz jej nad głową –
dodał i puścił córce oczko.
- Wcale, że nie – przerwała mu Eva śmiejąc się.
- Nie? A ten ostatni… No jak mu tam było… Carlos! Jak myślisz, kochanie, dlaczego zostawił naszą córkę?
- Nie zasługiwał na nią.
- Wisiałaś nad nimi non
stop i chłopak się przestraszył! – Juan śmiał się do rozpuku, zupełnie
jakby przed chwilą usłyszał najśmieszniejszy kawał świata. Swoim
zachowaniem tylko rozbawił dwie kobiety, które nie mogły znieść widoku
ojca klepiącego się po wielkim brzuchu i zanoszącego się śmiechem.
Wymieniły się porozumiewawczymi spojrzeniami i ponownie wróciły do
posiłku.
- Chyba będę musiała pogodzić się z tą stratą.
- Będę was odwiedzać.
- Tak, tak… Syn Reyes’ów znad przeciwka mówił to samo, i co? Wylądował gdzieś w Japonii.
- Ja się na koniec świata
nie wybieram. Do centrum jest tylko półgodziny drogi. Będę wpadać, na
pewno. A poza tym, zanim się wyniosę to muszę znaleźć jakieś mieszkanie.
Jutro popołudniu jestem umówiona z agentem od nieruchomości. Ma mi
przedstawić dwie oferty. Tak, mały? – zawróciła się do owczarka
niemieckiego, swojego najlepszego przyjaciela.
- Ale zabierasz Raula ze sobą – powiedział Juan podając psu resztki z talerza.
- Oczywiście, że zabiorę moją małą psinkę ze sobą.
Na drugi dzień Eva stawiła się w umówionym miejscu, w którym miała spotkać się z agentem od nieruchomości.
- Dzień dobry, jestem Miguel Munioz – powiedział wysoki, przystojny brunet.
- Eva Parendes.
- W tym budynku jest
pierwsze mieszkanie, które chciałem pani pokazać – rzekł wskazując na
dwupiętrowy, szary budynek z dużymi oknami. – Nie jest duże, tak jak
pani prosiła. Idziemy? – Eva skinęła twierdząco głową i ruszyła za
Miguelem.
Kiedy mężczyzna otworzył
drzwi do mieszkania, Eva od razu poczuła, że to jest to. Jeden z pokoi
wychodził na ulicę, która nie była zbyt głośna i ruchliwa. Pokój był
duży i przestronny. Przez okna wpadało do niego dużo światła, dzięki
czemu stawał się przyjemny i przytulny. Kuchnię od salonu oddzielała
tylko długa lada z wysokimi krzesłami. Pomieszczenie było surowe, ciemny
kolor ścian sprawiał, że gotowanie tutaj na pewno nie będzie należało
do najprzyjemniejszych czynności. Jednak Eva pomyślała, że wszystko da
się jeszcze zmienić i granatowe ściany na pewno nie staną jej na
przeszkodzie do kupna tego mieszkania.
Przeszli dalej. Oczami
wyobraźni, dziewczyna już widziała umeblowaną sypialnię i wielkie łóżko
na jej środku. Nie mogła się doczekać pierwszej nocy, którą tutaj
spędzi. Już nic nie mogło wpłynąć na zmianę jej decyzji. Łazienka, tak
ważna w życiu kobiet, nie miała dla niej wartości nadrzędnej, aczkolwiek
swoją wielkością przypadła jej do gustu. Podobnie jak taras, z pięknym
widokiem na ogrody z tyłu budynku.
- I jak się pani podoba? – zapytał pan Munioz.
- Rewelacja.
- Możemy…
Zanim Miguel zdążył
dokończyć zdanie, z torebki Evy zaczął dobiegać dźwięk dzwonka telefonu
komórkowego, który wygrywał znaną melodię zespołu Black Eyed Peas – „My
Humps”. Zawstydzona spojrzała na agenta i nerwowo zaczęła przeszukiwać
kieszenie swojej torby.
- Przepraszam, już dawno miałam zmienić ten dzwonek – powiedziała z nieśmiałym uśmiechem. – Tak? – rzekła do słuchawki.
~ Witaj, tu Diego. Możesz przyjechać do biura?
- Teraz?
~ Tak. Mam dla ciebie wiadomość.
- Dobrze. Postaram się
być jak najszybciej – powiedziała i odłożyła słuchawkę. – Przepraszam
pana bardzo – zwróciła się do agenta – ale niestety muszę zakończyć
nasze spotkanie.
- A mieszkanie?
- To jest idealne. Nie muszę oglądać drugiego. Biorę je od razu.
- To bardzo się cieszę. Może pani przyjechać jutro do agencji? Załatwilibyśmy wszystkie formalności.
- Tak, tak… Hm… O dwunastej?
- W porządku. W takim razie do zobaczenia jutro.
- Do widzenia – odpowiedziała ściskając dłoń Miguela i zaraz potem wyszła ze swojego przyszłego mieszkania.
____________________________________________________________________
Hej;) To ja tania_czekirda z blogu loqueeselamor.bloog.pl dzisiaj otworzyłam nowy blog, ponieważ miałam wenę na nowe opowiadanie;D Z tamtym jeszcze nie kończę tylko zawieszam na kilka miesięcy. Mam nadzieję, że się wam podoba jak na początek pozdrawiam i dobranoc ;**
Hej;) To ja tania_czekirda z blogu loqueeselamor.bloog.pl dzisiaj otworzyłam nowy blog, ponieważ miałam wenę na nowe opowiadanie;D Z tamtym jeszcze nie kończę tylko zawieszam na kilka miesięcy. Mam nadzieję, że się wam podoba jak na początek pozdrawiam i dobranoc ;**
Heeeej :) Fajnie się znowu "widzieć" :D Jak tam u cb???? :) Podoba ci się blogspot? :)
OdpowiedzUsuńNo więc teraz przejdę do rozdziału... albo i nie..Zapomniałam o bohaterach :D Szkoda, że nie dałaś żadnego opisu przy każdej postaci :) ja wiem, że to jest coś jak książka a w książkach nie ma opisów bohaterów na pierwszej stronie ale dobrze byłoby wiedzieć o nich co nieco :)
No więc rozdział :) Widzę, żę opowiadanie bd o Real Madryt.. nie jestem z tego zbytnio zadowolona bo całym sercem jestem z Barceloną której się ostatnio nie powodzi :/ Ale i tak ich kocham <3
Rozdział napisany przyzwoicie ale i tak za mało opisów jak dla mnie :)
No to na tyle mojego komentarza bo niedługo mecz :D Barcelona z Milanem :D Już nie mogę się doczekać :P
Pozdrawiam :)
aniołek87
OdpowiedzUsuńHej!! Fajnie, że zaczęłaś nowe opowiadanie. Przyznam się, że trochę się miałam opory, ponieważ gdy zobaczyłam zdjęcie w tle myślałam, że to o CR7, ale na szczęście nie. Widzę, że ktoś tu jest fanem El Pipity!! Też go lubię. Czekam na następny rozdział, pozdrawiam i dobranoc;)
Kolejne opowiadanie, które mnie zaciekawiło. Że też mi się nie pomieszają... :D
OdpowiedzUsuńNo to w znalazłam chwilkę i czytam :) Zapowiada się faaajnie :D.
OdpowiedzUsuńMuszę trochę ponadrabiać.
Pozdrawiam :]
Hania !
http://kraina-zimnych-fantasmagorii.bloog.pl