niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 4

Odkąd Eva zamieszkała w swoim własnym mieszkanku, jej życie nabrało zupełnie innego koloru. Sama była sobie panią i dzięki temu stała się bardziej samodzielna. Nie było już mamy, która ugotowałaby obiad i posprzątała. Od teraz sama musiała przygotowywać posiłki, co nie do końca jej wychodziło. Nigdy nie była dobrą kucharką i zawsze marzyła o mężu, który będzie szefem kuchni. Jej marzenie póki co jeszcze się nie spełniło, ale wszystko było przed nią.
Eva zaparkowała swoją Kię na parkingu stacji telewizyjnej „El Deporte” i od razu ruszyła na zebranie przygotowane przez Diego Hernandeza. Wiedziała, że zostało ono zwołane specjalnie na potrzeby jej nowego programu, wiedziała także, że pozna ekipę, z którą będzie pracowała, ale mimo wszystko, była bardzo zestresowana. Wiązała bardzo duże nadzieje z tym programem i zależało jej na powodzeniu, ale kompletnie nie wiedziała, czego może się spodziewać.
Zanim weszła do sali konferencyjnej poprawiła swoją szarą sukienkę oraz przygładziła grzywkę. Kiedy weszła do środka okazało się, że wszyscy już na nią czekali, pomimo tego, że zjawiła się w telewizji pięć minut przed wyznaczoną godziną.
- Dzień dobry – przywitała się i podała wszystkim panom i paniom dłoń.
- Witaj Evo, proszę usiądź. – Diego wskazał jej wolne krzesło pomiędzy dwoma mężczyznami.
Atmosfera wydawała się być napięta, a każdy z przybyłych zdystansowany, ale z czasem wszystko to poszło w niepamięć i miejsce powagi zajął uśmiech.
Jako pierwszy głos zabrał pan Diego. Przedstawił Evę jako prowadzącą, a zaraz potem całą resztę ekipy: kamerzystów, stylistów, oświetleniowców i reżysera, którym został Antonio Soler.
Eva wiele słyszała o tym człowieku, ponieważ pracował w tej stacji już kilka ładnych lat, ale nigdy wcześniej nie spotkała go zawodowo. Antonio cieszył się dużą sympatią ludzi, ale tylko poza budynkiem telewizji. Kiedy był w pracy przeradzał się w tyrana, który wymagał od innych niemożliwego. Wielu pracowników porównywało go do samego Jose Mourinho, który podczas spotkań z prasą był potworem, a kiedy miał treningi ze swoim zespołem okazywał się być bardzo sympatycznym człowiekiem. Eva miała nadzieję, że jej współpraca z Antonio nie będzie taka zła, gdyż sama była perfekcjonistką i nie akceptowała fuszerki i pracy na pół gwizdka.
- No dobrze – powiedziała Eva – ale jak tak właściwie nazywa się ten program?
- A to nie powiedziałem wam? – zaśmiał się Diego. – „Conversación con…” i nazwisko piłkarza bądź innego człowieka związanego z Realem Madryt. Pierwszy wywiad zaplanowany jest już na za tydzień i udzieli go Jose Mourinho. Evo, przygotuj ciekawe pytania na poniedziałek i prześlij mi swoją listę. Przejrzę ją, ewentualnie poprawię i zatwierdzę.
- Oczywiście – odpowiedziała.
- To wszystko na dzisiaj. Dziękuję. – Diego pożegnał się ze wszystkimi pracownikami i opuścił salę konferencyjną. W ślad zanim poszli pozostali, a na końcu wyszła Eva, która już teraz układała w głowie pytania, które chciałaby zadać trenerowi Realu Madryt.

- Czas na podsumowanie piątkowych wiadomości z piłkarskich boisk. Reportaż Raula Gonzalesa – powiedziała Eva wprost do malutkiego obiektywu kamery.
Kiedy zeszła z anteny, a na ekranach wszystkich telewidzów pokazywane były piłkarskie obrazki.
Błagalnie spojrzała na swojego współpracownika, który tylko bezradnie wzruszył ramionami. Był piątkowy wieczór i dziewczyna śpieszyła się do domu, ponieważ lada moment mieli się u niej pojawić zaproszeni na parapetówkę goście.
- I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili… Młody zawodnik FC Barcelony, Ibrahim Afellay, na dzisiejszym treningu zerwał wiązadła krzyżowe w lewym kolanie. Piłkarz będzie musiał poddać się chirurgicznej interwencji. Lekarze nie podali szacowanego czasu rekonwalescencji i nie wiadomo, kiedy zawodnik powróci na boisko… To już wszystko w dzisiejszym wydaniu wiadomości. Dziękuję państwu za uwagę i życzę spokojnej nocy. Dobranoc.
Eva zniknęła z telewizji, kiedy tylko główny dowodzący oznajmił, że zeszli z anteny. Na do widzenia przypomniała kilku osobom, że widzą się wieczorem i szybkim krokiem opuściła studio, aby zrobić ekspresowe zakupy i zająć się przygotowaniem przekąsek na dzisiejsze spotkanie.
Była na ostatniej prostej, kiedy do drzwi zapukali pierwsi goście.
- Proszę, rozgośćcie się – powiedziała do znajomych ze szkoły. – Ja tylko się przebiorę i zaraz do was dołączę.
Eva zamknęła się w swojej sypialni i włożyła białą bluzeczkę, czarne szorty i marynarkę od kompletu. Do tego dołączyła długi, złoty naszyjnik oraz ciemne szpilki. Postawiła na naturalność, dlatego tylko przeczesała swoje czarne włosy i pozwoliła im luźno opadać na ramiona.
Wychodząc z pokoju usłyszała dzwonek. Za drzwiami czekali kolejni goście.
Z czasem ludzi zaczęło przybywać i w małym mieszkanku zaczęło się robić bardzo tłoczno. Najchętniej obleganym miejscem był taras, na którym większość zebranych poddawała się przyjemności palenia. To tam odbywały się najciekawsze konwersacje tego wieczora.
Eva starała się, aby jej gościom niczego nie brakowało, dlatego stale przechadzała się między znajomymi i pytała o ich potrzeby. Każdy mówił, że impreza jest świetna i że niczego im nie trzeba. Dziewczyna postanowiła włączyć muzykę, która wszystkich rozweseliła i zachęciła do tańca.
Jednak brunetka była nieco zaniepokojona, ponieważ najważniejsi dla niej goście wciąż byli nieobecni.
Nie musiała długo czekać.
- Przepraszamy – mówiła Carlotta. – Mieliśmy małe problemy po drodze – zaśmiała się i spojrzała tajemniczo na brata. – To dla ciebie. – Blondynka wręczyła przyjaciółce pakunek, który po rozpakowaniu okazał się być lampą.
- Śliczna. Będzie mi pasowała do sypialni. Dziękuję.
- Ja też coś mam – wtrącił się Alvaro i postawił przed Evą dużą roślinę. – To fikus. Nazywa się Esteban.
- Fikus… Esteban…
- Dokładnie – odpowiedział potakując głową i spoglądając na kwiatka.
- Poważnie?
- No tak, nie widzisz? – Alvaro złożył serdeczny pocałunek na jej policzku i poszedł w głąb mieszkania przywitać się z pozostałymi gośćmi.
Eva nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Ma kwiatka o imieniu Esteban. Podrapała się niepewnie po głowie, ale stwierdziła, że zajmie się tym jutro rano.
- Widzę, że ty też coś masz – powiedziała widząc Gonzalo z czymś ogromnym.
- Nie wypadało przyjść z pustymi rękoma – odpowiedział i wręczył jej coś na wzór obrazu. Kiedy dziewczyna się temu przyjrzała od razu rozpoznała tajemniczy prezent.
- Wow, koszulka Realu!
- No tak… Właściwie to… moja koszulka.
- Rzeczywiście! Wow, jest świetna. Dziękuję. O rany, z dedykacją!
- Napisałem jedno zdanie… Mam nadzieję, że ci się podoba.
- Żartujesz?! Zajmie honorowe miejsce na mojej ścianie. Nie wiem, jak ci dziękować…
- Wystarczy całus – powiedział i nadstawił policzek.
Eva uśmiechnęła się serdecznie i spełniła prośbę Pipity. Poczuła na swoim policzku przyjemne drapanie, które spowodowane było jego kilkudniowym zarostem. Uwielbiała mężczyzn z takim owłosieniem. Uważała, że jest to niezwykle męskie i seksowne, a uczucie drapania na policzku powodowało, że po jej ciele przechodziły dreszcze.
Kiedy do gości dołączyła szalona Carlotta i równie zakręcony Alvaro impreza rozkręciła się na maska. Wszyscy prowadzili głośne konwersacje pełne śmiechu, pili i jedli przygotowane przez Evę przekąski i tańczyli do muzyki puszczanej przez obrońcę Realu Madryt.
- Kochana, napoje się skończyły – powiedziała Carla pokazując przyjaciółce puste dzbanki.
- Mam je w sypialni. Zaraz przyniosę – odpowiedziała i udała się do drugiego pokoju, w którym na czas imprezy zamknięty został Raul.
Dziewczyna przywitała się ze śpiącym pieskiem i wyjęła z szafy kilka butelek gazowanego napoju.
- Eva! Wszędzie cię szukałem. – Do sypialni wszedł Robert De La Red, chłopak, którego znała ze studiów.
- Coś się stało?
- Nie. Chciałem pogadać. Tak wiesz… na spokojnie – powiedział i chwiejnym krokiem podszedł bliżej dziewczyny. – Co u ciebie słychać?
- To co widać. Wszystko w porządku. Wracajmy już do gości. – Eva chciała wyminąć znajomego i wrócić do salonu, z którego dobiegały głośne śmiechy. Jednak Robert mocno złapał ją za przedramię i powiedział z uśmiechem:
- Poradzą sobie bez ciebie. – Chłopak zatopił usta w jej szyi. Zszokowana Eva przestraszyła się i zaczęła się szarpać. Nie chciała krzyczeć, żeby nie popsuć zabawy i nie robić niepotrzebnego szumu.
- Robert, przestań. Puść mnie! – Szklana butelka z napojem wypadła jej z rąk i rozbiła się o drewnianą podłogę robiąc hałas. Raul widząc, co się dzieje, stał się niespokojny i zaczął wściekle szczekać. Nagle do pokoju wparował zdezorientowany napastnik Realu Madryt.
- Eva?
-Gonzalo ! – Dziewczyna korzystając z sytuacji, że uścisk Roberta zelżał, wyrwała się z jego objęć i od razu zaczęła szukać ochrony w ramionach swojego wybawiciela.
- Wszystko w porządku?
- Robert – powiedziała Eva – chyba będzie lepiej jak pójdziesz już do domu.
Chłopak bez słowa chwycił za swoją kurtkę, którą rzucił na ziemię podczas małej szarpaniny z Evą i wybiegł z jej mieszkania.
- O co chodzi? – pytał napastnik, mając cały czas drobną i kruchą Evę w ramionach. – Co tutaj zaszło? Kto to był?
- Nie ważne. Wracajmy.
- Eva!
- Nic się nie stało, przyszedłeś w samą porę. Dziękuję. Wracajmy już.
Po tym zajściu Evie ciężko było wrócić do dobrego humoru, który miała przed spotkaniem z Robertem. Mimo to starała się robić dobrą minę do złej gry i w miarę możliwości dobrze się bawić.
Do końca wieczoru nie zamieniła słowa z Gonzalem, ciężko było jej spojrzeć mu w oczy. Dlaczego? Może ze wstydu, z zażenowania, a może ze strachu… Higuain dokładnie zdawał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Cały czas miał ją na oku i szukał możliwości zagadania, ale dziewczyna sprawnie go unikała.
Przyjęcie powoli dobiegało końca. Goście rozchodzili się w wesołych humorach, wśród nich byli także Carlotta oraz Alvaro, którym alkohol za szybko uderzył do głowy. Kiedy Eva żegnała ostatnich gości, zdała sobie sprawę, że w salonie siedzi jeszcze Gonzalo.
- Nie chciałabym być niegrzeczna, ale jestem trochę zmęczona… – powiedziała.
- Tak, tak… Już sobie idę – odpowiedział wstając. – Ale chcę wiedzieć, co się dzisiaj wydarzyło między tobą i tym gościem. Skrzywdził cię?
- Mówiłam, że nie. Dziękuję, że się o mnie tak troszczysz, ale sobie poradzę.
- Carla mówiła, że jesteś bardzo niezależna, ale proszenie o pomoc to nic złego. Wszyscy jesteśmy ludźmi.
Eva nie potrafiła mu na to odpowiedzieć. Rozszyfrował ją po kilku minutach rozmowy. Jego przenikliwy wzrok wypalał jej potworną dziurę w sercu. Poczuła nagłą falę gorąca i pożądania, która sprawiała, że miała ochotę, aby Gonzalo był z nią zawsze. Rozumiał ją jak nikt, był jej bliski pomimo tego, że znali się zaledwie kilka dni. Takich ludzi nie spotyka się codziennie i nie można pozwolić im tak po prostu odejść.
Brunetka nie zastanawiając się nad swoim zachowaniem ani sekundy, wplotkła swoje palce w jego miękkie, kasztanowe włosy i zatopiła w jego ustach swoje wargi, oddając mu całe ciepło swojego ciała. Ich pocałunek był niczym finałowa scena z filmu: romantyczny, namiętny i zachłanny.
Kiedy Eva odkleiła się od Gonzalo, zabrakło jej słów. Miała suche gardło jakby właśnie znajdowała się na samym środku Sahary. Wzrok wlepiła w podłogę i ściskając nerwowo swoje palce powiedziała:
- Chyba powinieneś już iść.
________________________________________________________________________________
Hej;) Na początek bardzo wam dziękuję, że czytacie mojego bloga. Jest nas coraz więcej. Powoli już się wszystko chyba będzie rozkręcać, tylko troszkę cierpliwości;) To ja już konczę i na razie;)

4 komentarze:

  1. Od początku wiedziałam, że będą razem. W sumie to na razie nie są, ale... :p Czekam na więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki piękny blog! :D Wygląd jest bardzo pomysłowy i oryginalny. :** Zabieram się za czytanie wszystkich rozdziałów od początku, żeby wiedzieć o co chodzi.
    Informuj mnie o nowych notkach u mnie na blogu.
    http://elemendid.blog.onet.pl/
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się cieszę!!! Aaaa!! Pocałowali się, tlyko dlaczego ona mu potem kazała wyjść? To nie powinno tak się skończyć. Ale wybaczam ci. Szkoda, że Gonzalo nie uderzył tego Roberta, ale nie wiedział o co chodzi.. To ja już czekam na następny Pa!
    aniołek87

    OdpowiedzUsuń
  4. Łuuuuuuuuuuuuuuu!!! Lizu lizu haha :)
    Boska scena! Haha, od razu poprawił mi się humor :D.
    Lecę czytać dalej, bo chyba umrę z ciekawości ! A już myślałam, że tan pies się na niego rzuci, a tu patrz---> spokój :) hehe
    Hania!
    http://kraina-zimnych-fantasmagorii.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń