wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 6

Eva i Gonzalo zostali parą prawie tydzień temu. I był to dla nich wspaniały czas. Gonzalo grał tak jakby dostał skrzydeł, rozegrał dwa świetne mecze i zdobył dwa gole z dedykacją dla Evy. Koledzy w szatni naśmiewali się, że to dzięki siedzącej na trybunach Evie. Chłopak z uśmiechem przyjmował ich komentarze, bo wiedział, że mają trochę racji. Dla swojej ukochanej chciał się doskonalić i być jeszcze lepszym. Było to trudne, ale nie nieosiągalne. Miał jej wsparcie oraz wiarę, dlatego czuł, że niemożliwe nie istnieje.
Z Evą było podobnie. Wykonywała swoją pracę z jeszcze większą przyjemnością, zwłaszcza, że opisując mecze Realu Madryt dla angielskiej gazety, mogła wychwalać swojego chłopaka pod niebiosa. Dodatkowo przygotowywała się do kolejnej odsłony programu „Conversación con…” z Gonzalem właśnie. Wszystko zleciało się w jedną, spójną całość i była z tego powodu bardzo szczęśliwa.
- A tobie co się stało? – wypytywał pan Juan, ojciec dziewczyny, kiedy całą rodziną spędzali niedzielne popołudnie w ogrodzie rodzinnego domu państwa Parendes. – Matka do ciebie mówi.
- Przepraszam, zamyśliłam się – powiedziała Eva odwracając głowę w stronę rodziców. – Co mówiłaś?
- Pytałam, dlaczego się tak cieszysz do tego słońca… Stało się coś?
- Nie, nic – odpowiedziała z uśmiechem. – Wiecie… chyba się… zakochałam.
- Co? – Pani Onelia z wrażenia aż opuściła tacę, którą miała zanieść do kuchni. – Opowiadaj!
- To ten piłkarz… Suarez z Atletico? – dopytywał się tata. – Nie jest dla ciebie za młody?
- To nie on – zaśmiała się.
- Uff… To dobrze, bo już się bałem, że zakochałaś się w piłkarzu. Tyle ci o nich mówiłem… Niestali w uczuciach, flirciarze itd. Szkoda zachodu…
- To napastnik – powiedziała nieśmiało, unikając wzroku ojca.
- Napastnik?! Który?
Eva spojrzała na kochanego ojczulka i podała mu nazwisko swojego wybranka z uśmiechem, który śmiało mógłby stawać do konkursu o najpiękniejszy uśmiech świata. Szczęście aż biło z jej twarzy. Kiedy tylko myślała o Gonzalu to cała promieniała.
- Higuain – powtórzył Juan. – Zawsze lubiłem go jako zawodnika. No i gra w Realu, a to się liczy. A poza tym to wydaje się być fajnym chłopakiem.
- Zaproś go do nas na obiad. Chciałabym go poznać – rzekła Onelia.
- Mamo… Ja nie wiem, czy on będzie chciał. Jest zajęty, trenuje, gra…
- Nie przesadzaj. Kiedyś musimy go poznać. W piątek?
- Jest mecz.
- To w sobotę…
- Pracuję i mam z nim wywiad w„Conversación con…”. W niedzielę może się uda.
- Wspaniale! Będzie bardzo uroczyście. Przygotuję obiad w ogrodzie, upiekę ciasto, zrobię kompot z jabłek. Lubi jabłka?
- Tak, mamo.
- A co lubi jeść? Chciałabym żeby mu smakowało.
- Mamo, nie przesadzaj. Jesteś wspaniałą kucharką i wszystko na pewno będzie pyszne. A co lubi… Jest mięsożerny, więc pewnie jakąś pieczeń.
- Miałam gdzieś przepis na rolady wołowe z warzywami i sosem pomidorowym – powiedziała i wyszła do kuchni na poszukiwania owego przepisu.
Eva roześmiała się, bo już wyobrażała sobie ten niedzielny obiadek. Miała nadzieję, że jej rodzice nie odstraszą jej chłopaka.

Brunetka spędzała piątkowy wieczór na kanapie w swoim salonie. Odwiedziła ją Carlotta i razem przy lampce wina oglądały mecz Realu Madryt z Espanyolem. Emocje były niepowtarzalne, ponieważ żadna drużyna nie chciała odpuścić. Dziewczyny zachowywały się jak wariatki. Od dziecka były wychowywane na madridistas. Miłość do tego klubu była w nich zaszczepiana od razu po urodzeniu. Zabawki z logiem klubu, białe śpioszki… Na korzyść działał oczywiście fakt, że Alvaro tam grał i łączył je bezpośrednio z tym zespołem. A teraz także Gonzalo dołączył do tego grona.
- Dobrze, że wygrali, bo już myślałam, że nie dociągną tego wyniku do końca – powiedziała Carla zakładając buty. – Przeciwnik nie był łatwy.
- Na szczęście się udało. Nie można wątpić – odpowiedziała. – Na pewno nie chcesz żebym cię odwiozła?
- Nie, poradzę sobie. Musimy się ustawić na jakąś imprezę albo chociaż zakupy! Ostatnio mało czasu razem spędzamy.
- Wiem, przepraszam… Ale praca, Gonzalo i to wszystko… Mam mało czasu sama dla siebie. A w dodatku rodzice mnie gnębią, że ich nie odwiedzam.
- Dobrze, dobrze… Jakoś się zgadamy. No to lecę!
- Pamiętaj o jutrzejszym programie.
- Pamiętam – powiedziała i pocałowała przyjaciółkę na pożegnanie. – Pa!
Kiedy tylko Eva zamknęła drzwi za blondynką, od razu zasiadła na kanapie i z laptopem na kolanach zaczęła opisywać skrót meczu dla angielskiej prasy. Całkowicie się w tym zatraciła, bo uwielbiała pisać wszystko na bieżąco, kiedy jeszcze wszystkie emocje w niej buzowały, a euforia po zwycięstwie nie opadła.
Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy upłynęły dwie godziny.
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Przestraszyła się, bo było już dość późno, a nie spodziewała się gości. Na palcach podeszła do drzwi i zajrzała przez judasza.
- A co ty tu robisz? – zapytała widząc przed sobą Gonzalo.
- Niespodzianka!
- Miałeś odpoczywać po meczu.
- Zrobię to tutaj. Z tobą i filmem, jeśli masz oczywiście ochotę – powiedział wyjmując z torby pudełko z filmem DVD.
- Pewnie. Pokaż co tam masz. – Dziewczyna przeczytała tytuł filmu i zaśmiała się. – „Notting Hill”?
- Świetny film, genialna muzyka i fantastyczna obsada.
- Skoro tak twierdzisz… Głodny?
- Jak wilk.
Po krótkiej kolacji para zasiadła przed telewizorem i objęci zaczęli oglądać wybraną przez Gonzalo komedię romantyczną. Eva zdziwiła się, kiedy jej ukochany śpiewał każdą piosenkę pojawiającą się w filmie. Najbardziej utkwiło jej wykonanie utworu Billa Withersa – „Ain’t no sunshine when she’s gone”. Była pod ogromnym wrażeniem, pomimo tego, że Higuain nie śpiewał najlepiej.
- Uwielbiam muzykę z tego filmu, a ta piosenka jest dla mnie szczególna – powiedział.
Eva musiała to wykorzystać, zapamiętała jego słowa i miała już plan, co do nich.
Para spędziła ze sobą noc. Było to ich pierwsze takie zbliżenie i na pewno godne zapamiętania. Eva była zaskoczona tym jak taki duży, umięśniony, rosły mężczyzna może być taki delikatny i wrażliwy podczas kontaktu z kobiecym ciałem. Czuła jego ogromne dłonie błądzące po całym jej nagim ciele, powodując atak dreszczy. Jego zarost, który tak uwielbiała drapał jej twarz, szyję, dekolt… Było jej wspaniale i dopiero teraz zaczęło dochodzić do niej, jakie miała szczęście spotykając na swojej drodze Gonzalo.

- Cześć, kochanie – powiedziała Eva i przywitała Pipitę namiętnym pocałunkiem.
Był późny, sobotni wieczór. Dziewczyna przygotowała się właśnie do swojego drugiego wydania programu, kiedy w studiu zjawił się jej ukochany.
- Tam jest charakteryzatornia – powiedziała mu, a sama poszła do reżysera, aby wysłuchać ostatnich uwag.
- Rób wszystko tak jak na próbach.
- Będzie ciężko, bo na próbie nie siedział przede mną Higuain.
- A co to za różnica, czy on czy ja. Człowiek jest człowiek. Facet to facet.
- Ale tamten facet to mój chłopak.
- O matko! – wykrzyczał Antonio Solar i wyrzucił w powietrze plik kartek, które trzymał w dłoni. Strasznie rozśmieszył tym Evę. – Jesteś profesjonalistką?
- Staram się.
- To postaraj się bardziej! Jak zobaczę jeden fałszywy ruch to popamiętasz! Skup się!
Eva zasiadła na swoim fotelu, a naprzeciwko niej znajdował się Gonzalo, który uśmiechał się do niej serdecznie.
- Przestań, bo mnie wyleją – zaśmiała się.
- Cisza! Wchodzimy na antenę za trzy… dwie… jedną… – Antonio odliczał na palcach ostatnie sekundy, a wówczas ruszyły kamery i w telewizorach milionów mieszkańców Hiszpanii zaczęła lecieć czołówka programu.
- Dobry wieczór, nazywam się Eva Parendes i zapraszam na długą odsłonę programu „Conversación con…”. Dzisiaj w studiu gościmy Gonzalo Higuaina, prawdziwego madridistę, czwartego kapitana  Realu Madryt. Dobry wieczór.
- Dobry wieczór.
- Zacznijmy od czegoś, co nie ma nic wspólnego ze sportem. Dowiedziałam się, że twoją ulubioną ścieżką dźwiękową jest ta z filmu „Notting Hill”. Jest bardzo romantyczna – powiedziała i uśmiechnęła się do Gonzalo ze swoim charakterystycznym, figlarnym błyskiem w oku.
- Myślę, że to ogólnie bardzo dobry film. Oglądałem go i bardzo mi się spodobał. Hugh Grant był w nim fenomenalny, a ścieżka dźwiękowa bezcenna.
- Czy w XXI wieku można być romantykiem?
- Oczywiście, że można być romantykiem. Każdy z nas ma w sobie jakąś cząstkę romantyzmu. Jednak aby to uzewnętrznić, musi być coś, co nas do tego popchnie. Jakiś szczegół, detal… Ale tak, myślę, że wielu ludzi jest romantykami.
Po skończonym wywiadzie reakcja Antonio była taka sama jak poprzednio. Mężczyzna krzyczał, biegał po studiu jak oszalały, skakał i wyzywał wszystkich od gamoni. Ten widok nie spodobał się Gonzalowi, ale Eva uspokoiła go i skwitowała wszystko krótkim:
- Nie przejmuj się. Poradzę sobie z nim.
- To jakiś furiat!
- Żebyś wiedział… Słuchaj… Zapomniałam ci powiedzieć… Moja mama zaprosiła nas jutro na obiad.
- W końcu poznam twoją rodzinkę – ucieszył się. – Jutro?
- Tak.
- Kurczę… Trochę mi nie pasuje.
- A co masz w planach? Nic nie mówiłeś…
- Nie nic. Postaram się przyjść. Coś wymyślę. O której?
- Druga.
- Ok. Przyjadę po ciebie. Lecę, bo jestem padnięty. Do jutra – powiedział i pocałował ukochaną. – Byłaś świetna.
- Ty też. Pa!
Niedziela była jedynym dniem w tygodniu, kiedy Eva miała wolne. Lubiła sobie poleniuchować w łóżku, pooglądać TV kruszyć przy tym grzankami na pościel i wypić pyszne capucciono na własnym tarasie przy akompaniamencie ciepłego, madryckiego słońca. Wszystko w tym dniu było przyjemne i leniwe. Nigdy się nie śpieszyła, nigdy nie denerwowała. Niedziela zawsze była spokojna i błoga.
I zapewne ten dzień zapowiadałby się tak samo, gdyby nie telefon, który zadzwonił do niej wczesnym rankiem.
- Halo? – powiedziała do słuchawki zaspana.
~ Cześć, tu Diego. Nie za wcześnie?
- Jest siódma.
~ No właśnie, tak myślałem, że już nie śpisz. Zresztą jak tu spać po wczorajszym wieczorze!
- A co było wczoraj?
~ Jak to, dziewczyno?! Twój program był! I znowu był rewelacyjny. Mam przed sobą wyniki oglądalności! Dziewczyno, pobiłaś wszystkich!
- Bardzo się cieszę, ale mógłby pan do mnie dzwonić po dziesiątej? Jest trochę wcześnie.
- Jasne, jasne, ale musiałem ci o tym powiedzieć. Dziewczyno, dzięki tobie moje konto zyska kolejne zero!
- Bardzo się cieszę. Na moim koncie też by się przydało jedno zero więcej…
- Jasne, jasne! Nie ma sprawy. Dziewczyno, podwyżkę masz jak w banku!
- Co? Ale mi wcale nie chodziło o…
- Wiem, wiem! Widzimy się jutro w biurze. Zajrzyj do mnie jak tylko przyjdziesz. Miłego dnia, moja żyło złota! – Diego nie czekając na odpowiedź Evy odłożył słuchawkę. Dziewczyna spojrzała tylko na trzymany w dłoni aparat i od razu go wyłączyła.
Przekręciła się na drugi bok, a tam, tuż obok stolika nocnego, siedział Raul i trzymał w pysku smycz.
- Poważnie? Raul, jest niedziela. Daj pospać. – Pies tylko przekręcił łeb w prawą stronę i wpatrywał się we właścicielkę swoimi wielkimi, czarnymi ślepiami. – No dobra! – powiedziała zrzucając z siebie kołdrę. – Dasz mi 5 minut? Ogarnę się.
Wstała i wściekła poszła do łazienki mamrocząc pod nosem:
- Od kiedy ten pies o siódmej godzinie wychodzi na dwór…
Dziewczyna włożyła na siebie dżinsy i o kilka numerów za dużą, klubową bluzę Realu, którą dostała od Gonzalo. Wzięła psa na smycz i poszła z nim na najbliższy skrawek zieleni.
- Siema! – nagle zza jej pleców wyskoczył wysoki mężczyzna z wielkim uśmiechem.
- Alvaro, ale mnie przestraszyłeś. Co robisz?
- Biegam. – Piłkarz przeskakiwał z nogi na nogę, będąc cały czas w ruchu.
- W niedzielny poranek? Jesteś nienormalny. Chodź już, Raul!
- Co słychać?
- Byłoby lepiej gdybym teraz leżała w swoim ciepłym łóżeczku.
- Pewnie Gonzalo na ciebie czeka, co? No to leć do chłopaka, bo będzie smutny.
- Gonzalo?
- No! Dzwoniłem do niego wczoraj wieczorem, po waszym wywiadzie, i powiedział, że nie może gadać, bo jest z tobą.
- Dziwne… Pożegnaliśmy się w studiu. Może się przesłyszałeś.
- Może. Dobra, nie zawracam ci głowy! Czekam na zaproszenie do programu! Na razie!
- Cześć.
Eva była zaskoczona tym, co powiedział jej Alvaro. Okłamał go najlepszy przyjaciel i na pewno był ku temu powód. To wszystko było bardzo dziwne. Wtedy przypomniała sobie jak Gonzalo wspominał jej o braku czasu dzisiejszego popołudnia. Może wczoraj załatwiał to, co miał zrobić dzisiaj? Ale dlaczego ukrywał to przez kumplem?
Dziewczyna postanowiła porozmawiać dzisiaj o tym z ukochanym. Kłamał, tylko dlaczego?
Pani Onelia wydzwaniała do swojej córki, co pół godziny i wypytywała o konkretną godzinę przyjazdu. Chciała podać obiad na czas i martwiła się, że kiedy jej córka zjawi się w rodzinnym domu, to posiłek będzie jeszcze na gazie albo, co gorsze, będzie zimny!
Eva była gotowa. Miała na sobie letnią, białą sukienkę i cieliste szpilki. Czekała tylko na Higuaina, który spóźniał się już dziesięć minut. „Coś nie gra” – pomyślała wyglądając przez okno. Wtedy usłyszała dzwonek do drzwi.
- Martwiłam się, że coś się stało – powiedziała na widok napastnika.
- Korki. Gotowa? – Dziewczyna pokiwała twierdząco głową. – Ślicznie wyglądasz – dodał całując ją w czubek głowy. – Raul jedzie z nami?
- Tak. Pobiega sobie w ogrodzie i będę miała z nim spokój wieczorem.
- Ok. To idziemy!
Podczas drogi Gonzalowi buzia się nie zamykała. Cały czas opowiadał o dzisiejszym treningu i o przeżyciach całego dnia. Evie głupio było wypytywać go o stosunki z Alvaro, w końcu to przyjaciele. Ale słowa hiszpańskiego obrońcy nie dawały jej spokoju.
- A co u Alvaro? – zapytała w końcu.
- Ten chłopak jest niezmordowany! Powiedział mi, że cię spotkał podczas porannego joggingu. Wiesz, że przebiegł pięć kilometrów i jak gdyby nigdy nic przyszedł na trening i porozwalał wszystkich! Ja nie wiem, skąd on ma tyle sił. Opił się pewnie jakiś napojów energetycznych i świrował pawiana!
- Pewnie tak. Gonzalo…
- Tak?
- Rozmawiałam z Alvaro o tobie i… Powiedział mi, że go okłamałeś.
- Ja? Kiedy?
- Dlaczego twierdziłeś, że spędzasz ze mną noc, skoro rozstaliśmy się po nagraniu…
- Ah… to o to chodzi. Widzisz… Alvaro czasami jest bardzo męczący i naprzykrza mi się, kiedy jest pod wpływem. Wyczułem, że wczoraj był po paru głębszych, dlatego wolałem powiedzieć mu, że jestem z tobą, aby dał mi spokój. Byłem zmęczony i marzyłem tylko o kąpieli i łóżku.
- Rozumiem. Uspokoiłeś mnie tym…
- Niczym się nie martw, kochanie – powiedział i położył jej dłoń na kolanie.
- Skup się na drodze. Gonzalo…
- Tak?
- A wspominałeś też coś o planach na dziś… Mogę zapytać o co chodzi? Nie myśl sobie, że chcę cię szpiegować czy coś, jeśli nie chcesz to nie mów, ale… Wolałabym wiedzieć…
- Skoro tak bardzo tego chcesz to ci powiem, ale nie ukrywam, że wolałbym tego nie robić… Chodziło o niespodziankę dla ciebie.
- Niespodziankę?
- Tak. Szykowałem romantyczną wycieczkę za miasto, no ale twoi rodzice są ważniejsi. Innym razem.
- Kochany jesteś. A ja myślałam, że coś przede mną ukrywasz.
- Niczego nie ukrywam – powiedział i spojrzał jej głęboko w oczy. – Niczego.
Dojechawszy na miejsce byli w świetnych humorach. Wchodząc do domu Pipita był zaskoczony atmosferą tam panującą. Na ścianach wisiały dyplomy (głównie Evy), na półkach poukładane były książki, każdy pokój był taki przyjemny i przytulny. Dom zdawał się mieć sto lat, bo podłoga skrzypiała pod każdym krokiem, ale mimo tego, czuło się taką rodzinną i przyjazną aurę.
Wchodząc do kuchni spostrzegli stojącą do nich tyłem Onelię. Chcieli zrobić niespodziankę, ale uprzedził ich głośno szczekający Raul.
- Panienko Przenajświętsza! – wykrzyknęła. – A co ty tutaj robisz, psie? O Eva! Prosiłam cię, żebyś mi powiedziała, o której będziecie. Obiad jeszcze nie gotowy. Dziecko drogie…
- Niczym się nie przejmuj, mamuś – powiedziała i pocałowała rodzicielkę. – To jest Gonzalo. Wspomniałam ci o nim.
- Ależ oczywiście! Ale nie mówiłaś, że to taki przystojny chłopiec. Dzień dobry. Onelia Parendes. – Kobieta wyciągnęła dłoń na powitanie.
- Miło mi panią poznać.
- Juan! Juan! – zawołała. Głowa rodziny siedziała w wiklinowym koszu w ogrodzie i czytała codzienną gazetę. – Choć tu szybko!
- Córuś – powiedział mężczyzna wchodząc do kuchni. Przywitał się ze swoim dzieckiem i zaraz potem podszedł do Gonzalo, aby mu się przedstawić.
- Juan Parendes.
- Gonzalo Higuain.
- Cieszę się, że cię poznałem, chłopcze. Eva wiele nam o tobie opowiadała.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Juan od razu „porwał”Gonzalo  do ogrodu, gdzie bez przerwy rozmawiali o piłce nożnej, a Eva i jej mama w tym czasie dokańczały przygotowywanie obiadu. Onelia nie mogła wyjść z podziwu nad Gonzalem. Zachwalała jego postawę, ubiór, maniery… Był dla niej idealnym zięciem.
- Musisz go szybko zaobrączkować.
- Mamo…
- Chciałabym doczekać się wnuków. Ja mam już swoje lata. A nie wspomnę o ojcu.
- Nie jesteście starzy. Dopiero spotkałam Gonzala i na razie się poznajemy. Do ślubu jeszcze ho ho albo dalej.
Niedzielny obiad okazał się strzałem w dziesiątkę i trwale zamazał rozczarowania poranka. Eva miała fantastyczny humor, bo rodzice, na szczęście, nie zrobili jej zbyt wielkiego obciachu przy Higuanie. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie jedno pytanie Onelii.
- Lubi pan dzieci?
- Dzieci? – Gonzalo zakasłał i przełknął kawałek rolady, którą miał w ustach. – Tak, lubię.
- Myślał pan o nich? Znaczy się… czy chciałby pan je mieć…
- Naturalnie. Mam już 27 lat i wypadałoby się w końcu ustatkować.
- Czyli rozważa pan ślub…
- Oczywiście.
- To dobrze, bo uważam, że wyszłyby z tego śliczne dzieci – powiedziała, a całe towarzystwo poczuło się bardzo niezręcznie. Eva schowała twarz w dłonie. Nie chciała patrzeć na przerażoną minę Gonzalo. On także nie wiedział jak się zachować.
- Ogarnij się, kobieto – rzekł w końcu Juan. – Nie słuchaj jej gadaniny – zwrócił się do Pipity. – Plecie trzy po trzy.
Chłopak w odpowiedzi tylko uśmiechnął się niezręcznie i wziął do ust kolejny kawałek rolady.
Po pół godzinie młodzi zaczęli zbierać się do wyjścia. Państwo Parendes byli szczęśliwi z odwiedzin i już zapowiedzieli kolejne spotkanie.
- Dziękujemy za wszystko –powiedział Gonzalo i zniknął w samochodzie.
- Pa, tatku.
- Jeszcze to, jeszcze to! – krzyczała Onelia z wnętrza domu. – Proszę. To dla ciebie i pana Gonzalo – dodała wręczając córce torbę z różnego rodzaju przetworami i chlebem własnego wypieku.
- Nie trzeba było…
- Musisz się teraz zdrowo odżywiać, żeby urodzić nam zdrowe wnuki.
- Mamo, masz szczęście, że Gonzalo tego nie słyszy – zaśmiała się. – Dziękuję. Do zobaczenia! Raul!
Państwo Parendes stali na ganku i machali do odjeżdżającej córki i jej ukochanego.
- Ładna z nich para – westchnęła Onelia.
- Też tacy byliśmy w ich wieku… Chodź, wiadomości zaraz się zaczynają – rzekł Juan i zamknął drzwi frontowe.
___________________________________________________________________________
Hej;) Rozdział wyszedł trochę humorystyczny. Mam nadzieję, że się spodoba. Rozdział piszę już z Polski. Już wróciłam...Niedawno przyjechałam z lotniska a już tęsknię. Czy to zawsze tak jest i musi być. Ja już kończę jestem trochę zmęczona. Pozdrawiam.

6 komentarzy:

  1. Dodajesz tak szybko, że się nie wyrabiam. :p

    OdpowiedzUsuń
  2. Super rozdział. :D Jakie to słodkie. :D Romantyczna wycieczka za miasto. :**
    Informuj mnie o NN u mnie na blogu.
    http://elemendid.blog.onet.pl/
    Rose

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej ;* o znów nowy. Dobrze, że masz wenę. Jej jak na twoim miejscu bym nie wróciła ;D rozdział świetny. naprawdę akcja nabiera tempa. Czekam ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj!
    Piszesz pięknie i romantycznie co urzeka moją naturę .
    To prawdziwa przepiękna książka , której rozdziały
    cytujesz. Pozdrawia i zaprasza romantyk PAKO .
    Bloog: Poko2.bloog.pl.

    OdpowiedzUsuń
  5. na smak-uczucia.blog.onet.pl pojawił się nowy rozdział

    OdpowiedzUsuń
  6. Cześć. :D Pragnę cię poinformować, że założyłam drugiego bloga z opowiadaniem, które się łączy z tym na http://elemendid.blog.onet.pl/ . Zapraszam na http://wiwerna.blog.pl/ . :*
    Na Elemendid również będę dodawać nowe rozdziały.
    Rose

    OdpowiedzUsuń