wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 6

Eva i Gonzalo zostali parą prawie tydzień temu. I był to dla nich wspaniały czas. Gonzalo grał tak jakby dostał skrzydeł, rozegrał dwa świetne mecze i zdobył dwa gole z dedykacją dla Evy. Koledzy w szatni naśmiewali się, że to dzięki siedzącej na trybunach Evie. Chłopak z uśmiechem przyjmował ich komentarze, bo wiedział, że mają trochę racji. Dla swojej ukochanej chciał się doskonalić i być jeszcze lepszym. Było to trudne, ale nie nieosiągalne. Miał jej wsparcie oraz wiarę, dlatego czuł, że niemożliwe nie istnieje.
Z Evą było podobnie. Wykonywała swoją pracę z jeszcze większą przyjemnością, zwłaszcza, że opisując mecze Realu Madryt dla angielskiej gazety, mogła wychwalać swojego chłopaka pod niebiosa. Dodatkowo przygotowywała się do kolejnej odsłony programu „Conversación con…” z Gonzalem właśnie. Wszystko zleciało się w jedną, spójną całość i była z tego powodu bardzo szczęśliwa.
- A tobie co się stało? – wypytywał pan Juan, ojciec dziewczyny, kiedy całą rodziną spędzali niedzielne popołudnie w ogrodzie rodzinnego domu państwa Parendes. – Matka do ciebie mówi.
- Przepraszam, zamyśliłam się – powiedziała Eva odwracając głowę w stronę rodziców. – Co mówiłaś?
- Pytałam, dlaczego się tak cieszysz do tego słońca… Stało się coś?
- Nie, nic – odpowiedziała z uśmiechem. – Wiecie… chyba się… zakochałam.
- Co? – Pani Onelia z wrażenia aż opuściła tacę, którą miała zanieść do kuchni. – Opowiadaj!
- To ten piłkarz… Suarez z Atletico? – dopytywał się tata. – Nie jest dla ciebie za młody?
- To nie on – zaśmiała się.
- Uff… To dobrze, bo już się bałem, że zakochałaś się w piłkarzu. Tyle ci o nich mówiłem… Niestali w uczuciach, flirciarze itd. Szkoda zachodu…
- To napastnik – powiedziała nieśmiało, unikając wzroku ojca.
- Napastnik?! Który?
Eva spojrzała na kochanego ojczulka i podała mu nazwisko swojego wybranka z uśmiechem, który śmiało mógłby stawać do konkursu o najpiękniejszy uśmiech świata. Szczęście aż biło z jej twarzy. Kiedy tylko myślała o Gonzalu to cała promieniała.
- Higuain – powtórzył Juan. – Zawsze lubiłem go jako zawodnika. No i gra w Realu, a to się liczy. A poza tym to wydaje się być fajnym chłopakiem.
- Zaproś go do nas na obiad. Chciałabym go poznać – rzekła Onelia.
- Mamo… Ja nie wiem, czy on będzie chciał. Jest zajęty, trenuje, gra…
- Nie przesadzaj. Kiedyś musimy go poznać. W piątek?
- Jest mecz.
- To w sobotę…
- Pracuję i mam z nim wywiad w„Conversación con…”. W niedzielę może się uda.
- Wspaniale! Będzie bardzo uroczyście. Przygotuję obiad w ogrodzie, upiekę ciasto, zrobię kompot z jabłek. Lubi jabłka?
- Tak, mamo.
- A co lubi jeść? Chciałabym żeby mu smakowało.
- Mamo, nie przesadzaj. Jesteś wspaniałą kucharką i wszystko na pewno będzie pyszne. A co lubi… Jest mięsożerny, więc pewnie jakąś pieczeń.
- Miałam gdzieś przepis na rolady wołowe z warzywami i sosem pomidorowym – powiedziała i wyszła do kuchni na poszukiwania owego przepisu.
Eva roześmiała się, bo już wyobrażała sobie ten niedzielny obiadek. Miała nadzieję, że jej rodzice nie odstraszą jej chłopaka.

Brunetka spędzała piątkowy wieczór na kanapie w swoim salonie. Odwiedziła ją Carlotta i razem przy lampce wina oglądały mecz Realu Madryt z Espanyolem. Emocje były niepowtarzalne, ponieważ żadna drużyna nie chciała odpuścić. Dziewczyny zachowywały się jak wariatki. Od dziecka były wychowywane na madridistas. Miłość do tego klubu była w nich zaszczepiana od razu po urodzeniu. Zabawki z logiem klubu, białe śpioszki… Na korzyść działał oczywiście fakt, że Alvaro tam grał i łączył je bezpośrednio z tym zespołem. A teraz także Gonzalo dołączył do tego grona.
- Dobrze, że wygrali, bo już myślałam, że nie dociągną tego wyniku do końca – powiedziała Carla zakładając buty. – Przeciwnik nie był łatwy.
- Na szczęście się udało. Nie można wątpić – odpowiedziała. – Na pewno nie chcesz żebym cię odwiozła?
- Nie, poradzę sobie. Musimy się ustawić na jakąś imprezę albo chociaż zakupy! Ostatnio mało czasu razem spędzamy.
- Wiem, przepraszam… Ale praca, Gonzalo i to wszystko… Mam mało czasu sama dla siebie. A w dodatku rodzice mnie gnębią, że ich nie odwiedzam.
- Dobrze, dobrze… Jakoś się zgadamy. No to lecę!
- Pamiętaj o jutrzejszym programie.
- Pamiętam – powiedziała i pocałowała przyjaciółkę na pożegnanie. – Pa!
Kiedy tylko Eva zamknęła drzwi za blondynką, od razu zasiadła na kanapie i z laptopem na kolanach zaczęła opisywać skrót meczu dla angielskiej prasy. Całkowicie się w tym zatraciła, bo uwielbiała pisać wszystko na bieżąco, kiedy jeszcze wszystkie emocje w niej buzowały, a euforia po zwycięstwie nie opadła.
Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy upłynęły dwie godziny.
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Przestraszyła się, bo było już dość późno, a nie spodziewała się gości. Na palcach podeszła do drzwi i zajrzała przez judasza.
- A co ty tu robisz? – zapytała widząc przed sobą Gonzalo.
- Niespodzianka!
- Miałeś odpoczywać po meczu.
- Zrobię to tutaj. Z tobą i filmem, jeśli masz oczywiście ochotę – powiedział wyjmując z torby pudełko z filmem DVD.
- Pewnie. Pokaż co tam masz. – Dziewczyna przeczytała tytuł filmu i zaśmiała się. – „Notting Hill”?
- Świetny film, genialna muzyka i fantastyczna obsada.
- Skoro tak twierdzisz… Głodny?
- Jak wilk.
Po krótkiej kolacji para zasiadła przed telewizorem i objęci zaczęli oglądać wybraną przez Gonzalo komedię romantyczną. Eva zdziwiła się, kiedy jej ukochany śpiewał każdą piosenkę pojawiającą się w filmie. Najbardziej utkwiło jej wykonanie utworu Billa Withersa – „Ain’t no sunshine when she’s gone”. Była pod ogromnym wrażeniem, pomimo tego, że Higuain nie śpiewał najlepiej.
- Uwielbiam muzykę z tego filmu, a ta piosenka jest dla mnie szczególna – powiedział.
Eva musiała to wykorzystać, zapamiętała jego słowa i miała już plan, co do nich.
Para spędziła ze sobą noc. Było to ich pierwsze takie zbliżenie i na pewno godne zapamiętania. Eva była zaskoczona tym jak taki duży, umięśniony, rosły mężczyzna może być taki delikatny i wrażliwy podczas kontaktu z kobiecym ciałem. Czuła jego ogromne dłonie błądzące po całym jej nagim ciele, powodując atak dreszczy. Jego zarost, który tak uwielbiała drapał jej twarz, szyję, dekolt… Było jej wspaniale i dopiero teraz zaczęło dochodzić do niej, jakie miała szczęście spotykając na swojej drodze Gonzalo.

- Cześć, kochanie – powiedziała Eva i przywitała Pipitę namiętnym pocałunkiem.
Był późny, sobotni wieczór. Dziewczyna przygotowała się właśnie do swojego drugiego wydania programu, kiedy w studiu zjawił się jej ukochany.
- Tam jest charakteryzatornia – powiedziała mu, a sama poszła do reżysera, aby wysłuchać ostatnich uwag.
- Rób wszystko tak jak na próbach.
- Będzie ciężko, bo na próbie nie siedział przede mną Higuain.
- A co to za różnica, czy on czy ja. Człowiek jest człowiek. Facet to facet.
- Ale tamten facet to mój chłopak.
- O matko! – wykrzyczał Antonio Solar i wyrzucił w powietrze plik kartek, które trzymał w dłoni. Strasznie rozśmieszył tym Evę. – Jesteś profesjonalistką?
- Staram się.
- To postaraj się bardziej! Jak zobaczę jeden fałszywy ruch to popamiętasz! Skup się!
Eva zasiadła na swoim fotelu, a naprzeciwko niej znajdował się Gonzalo, który uśmiechał się do niej serdecznie.
- Przestań, bo mnie wyleją – zaśmiała się.
- Cisza! Wchodzimy na antenę za trzy… dwie… jedną… – Antonio odliczał na palcach ostatnie sekundy, a wówczas ruszyły kamery i w telewizorach milionów mieszkańców Hiszpanii zaczęła lecieć czołówka programu.
- Dobry wieczór, nazywam się Eva Parendes i zapraszam na długą odsłonę programu „Conversación con…”. Dzisiaj w studiu gościmy Gonzalo Higuaina, prawdziwego madridistę, czwartego kapitana  Realu Madryt. Dobry wieczór.
- Dobry wieczór.
- Zacznijmy od czegoś, co nie ma nic wspólnego ze sportem. Dowiedziałam się, że twoją ulubioną ścieżką dźwiękową jest ta z filmu „Notting Hill”. Jest bardzo romantyczna – powiedziała i uśmiechnęła się do Gonzalo ze swoim charakterystycznym, figlarnym błyskiem w oku.
- Myślę, że to ogólnie bardzo dobry film. Oglądałem go i bardzo mi się spodobał. Hugh Grant był w nim fenomenalny, a ścieżka dźwiękowa bezcenna.
- Czy w XXI wieku można być romantykiem?
- Oczywiście, że można być romantykiem. Każdy z nas ma w sobie jakąś cząstkę romantyzmu. Jednak aby to uzewnętrznić, musi być coś, co nas do tego popchnie. Jakiś szczegół, detal… Ale tak, myślę, że wielu ludzi jest romantykami.
Po skończonym wywiadzie reakcja Antonio była taka sama jak poprzednio. Mężczyzna krzyczał, biegał po studiu jak oszalały, skakał i wyzywał wszystkich od gamoni. Ten widok nie spodobał się Gonzalowi, ale Eva uspokoiła go i skwitowała wszystko krótkim:
- Nie przejmuj się. Poradzę sobie z nim.
- To jakiś furiat!
- Żebyś wiedział… Słuchaj… Zapomniałam ci powiedzieć… Moja mama zaprosiła nas jutro na obiad.
- W końcu poznam twoją rodzinkę – ucieszył się. – Jutro?
- Tak.
- Kurczę… Trochę mi nie pasuje.
- A co masz w planach? Nic nie mówiłeś…
- Nie nic. Postaram się przyjść. Coś wymyślę. O której?
- Druga.
- Ok. Przyjadę po ciebie. Lecę, bo jestem padnięty. Do jutra – powiedział i pocałował ukochaną. – Byłaś świetna.
- Ty też. Pa!
Niedziela była jedynym dniem w tygodniu, kiedy Eva miała wolne. Lubiła sobie poleniuchować w łóżku, pooglądać TV kruszyć przy tym grzankami na pościel i wypić pyszne capucciono na własnym tarasie przy akompaniamencie ciepłego, madryckiego słońca. Wszystko w tym dniu było przyjemne i leniwe. Nigdy się nie śpieszyła, nigdy nie denerwowała. Niedziela zawsze była spokojna i błoga.
I zapewne ten dzień zapowiadałby się tak samo, gdyby nie telefon, który zadzwonił do niej wczesnym rankiem.
- Halo? – powiedziała do słuchawki zaspana.
~ Cześć, tu Diego. Nie za wcześnie?
- Jest siódma.
~ No właśnie, tak myślałem, że już nie śpisz. Zresztą jak tu spać po wczorajszym wieczorze!
- A co było wczoraj?
~ Jak to, dziewczyno?! Twój program był! I znowu był rewelacyjny. Mam przed sobą wyniki oglądalności! Dziewczyno, pobiłaś wszystkich!
- Bardzo się cieszę, ale mógłby pan do mnie dzwonić po dziesiątej? Jest trochę wcześnie.
- Jasne, jasne, ale musiałem ci o tym powiedzieć. Dziewczyno, dzięki tobie moje konto zyska kolejne zero!
- Bardzo się cieszę. Na moim koncie też by się przydało jedno zero więcej…
- Jasne, jasne! Nie ma sprawy. Dziewczyno, podwyżkę masz jak w banku!
- Co? Ale mi wcale nie chodziło o…
- Wiem, wiem! Widzimy się jutro w biurze. Zajrzyj do mnie jak tylko przyjdziesz. Miłego dnia, moja żyło złota! – Diego nie czekając na odpowiedź Evy odłożył słuchawkę. Dziewczyna spojrzała tylko na trzymany w dłoni aparat i od razu go wyłączyła.
Przekręciła się na drugi bok, a tam, tuż obok stolika nocnego, siedział Raul i trzymał w pysku smycz.
- Poważnie? Raul, jest niedziela. Daj pospać. – Pies tylko przekręcił łeb w prawą stronę i wpatrywał się we właścicielkę swoimi wielkimi, czarnymi ślepiami. – No dobra! – powiedziała zrzucając z siebie kołdrę. – Dasz mi 5 minut? Ogarnę się.
Wstała i wściekła poszła do łazienki mamrocząc pod nosem:
- Od kiedy ten pies o siódmej godzinie wychodzi na dwór…
Dziewczyna włożyła na siebie dżinsy i o kilka numerów za dużą, klubową bluzę Realu, którą dostała od Gonzalo. Wzięła psa na smycz i poszła z nim na najbliższy skrawek zieleni.
- Siema! – nagle zza jej pleców wyskoczył wysoki mężczyzna z wielkim uśmiechem.
- Alvaro, ale mnie przestraszyłeś. Co robisz?
- Biegam. – Piłkarz przeskakiwał z nogi na nogę, będąc cały czas w ruchu.
- W niedzielny poranek? Jesteś nienormalny. Chodź już, Raul!
- Co słychać?
- Byłoby lepiej gdybym teraz leżała w swoim ciepłym łóżeczku.
- Pewnie Gonzalo na ciebie czeka, co? No to leć do chłopaka, bo będzie smutny.
- Gonzalo?
- No! Dzwoniłem do niego wczoraj wieczorem, po waszym wywiadzie, i powiedział, że nie może gadać, bo jest z tobą.
- Dziwne… Pożegnaliśmy się w studiu. Może się przesłyszałeś.
- Może. Dobra, nie zawracam ci głowy! Czekam na zaproszenie do programu! Na razie!
- Cześć.
Eva była zaskoczona tym, co powiedział jej Alvaro. Okłamał go najlepszy przyjaciel i na pewno był ku temu powód. To wszystko było bardzo dziwne. Wtedy przypomniała sobie jak Gonzalo wspominał jej o braku czasu dzisiejszego popołudnia. Może wczoraj załatwiał to, co miał zrobić dzisiaj? Ale dlaczego ukrywał to przez kumplem?
Dziewczyna postanowiła porozmawiać dzisiaj o tym z ukochanym. Kłamał, tylko dlaczego?
Pani Onelia wydzwaniała do swojej córki, co pół godziny i wypytywała o konkretną godzinę przyjazdu. Chciała podać obiad na czas i martwiła się, że kiedy jej córka zjawi się w rodzinnym domu, to posiłek będzie jeszcze na gazie albo, co gorsze, będzie zimny!
Eva była gotowa. Miała na sobie letnią, białą sukienkę i cieliste szpilki. Czekała tylko na Higuaina, który spóźniał się już dziesięć minut. „Coś nie gra” – pomyślała wyglądając przez okno. Wtedy usłyszała dzwonek do drzwi.
- Martwiłam się, że coś się stało – powiedziała na widok napastnika.
- Korki. Gotowa? – Dziewczyna pokiwała twierdząco głową. – Ślicznie wyglądasz – dodał całując ją w czubek głowy. – Raul jedzie z nami?
- Tak. Pobiega sobie w ogrodzie i będę miała z nim spokój wieczorem.
- Ok. To idziemy!
Podczas drogi Gonzalowi buzia się nie zamykała. Cały czas opowiadał o dzisiejszym treningu i o przeżyciach całego dnia. Evie głupio było wypytywać go o stosunki z Alvaro, w końcu to przyjaciele. Ale słowa hiszpańskiego obrońcy nie dawały jej spokoju.
- A co u Alvaro? – zapytała w końcu.
- Ten chłopak jest niezmordowany! Powiedział mi, że cię spotkał podczas porannego joggingu. Wiesz, że przebiegł pięć kilometrów i jak gdyby nigdy nic przyszedł na trening i porozwalał wszystkich! Ja nie wiem, skąd on ma tyle sił. Opił się pewnie jakiś napojów energetycznych i świrował pawiana!
- Pewnie tak. Gonzalo…
- Tak?
- Rozmawiałam z Alvaro o tobie i… Powiedział mi, że go okłamałeś.
- Ja? Kiedy?
- Dlaczego twierdziłeś, że spędzasz ze mną noc, skoro rozstaliśmy się po nagraniu…
- Ah… to o to chodzi. Widzisz… Alvaro czasami jest bardzo męczący i naprzykrza mi się, kiedy jest pod wpływem. Wyczułem, że wczoraj był po paru głębszych, dlatego wolałem powiedzieć mu, że jestem z tobą, aby dał mi spokój. Byłem zmęczony i marzyłem tylko o kąpieli i łóżku.
- Rozumiem. Uspokoiłeś mnie tym…
- Niczym się nie martw, kochanie – powiedział i położył jej dłoń na kolanie.
- Skup się na drodze. Gonzalo…
- Tak?
- A wspominałeś też coś o planach na dziś… Mogę zapytać o co chodzi? Nie myśl sobie, że chcę cię szpiegować czy coś, jeśli nie chcesz to nie mów, ale… Wolałabym wiedzieć…
- Skoro tak bardzo tego chcesz to ci powiem, ale nie ukrywam, że wolałbym tego nie robić… Chodziło o niespodziankę dla ciebie.
- Niespodziankę?
- Tak. Szykowałem romantyczną wycieczkę za miasto, no ale twoi rodzice są ważniejsi. Innym razem.
- Kochany jesteś. A ja myślałam, że coś przede mną ukrywasz.
- Niczego nie ukrywam – powiedział i spojrzał jej głęboko w oczy. – Niczego.
Dojechawszy na miejsce byli w świetnych humorach. Wchodząc do domu Pipita był zaskoczony atmosferą tam panującą. Na ścianach wisiały dyplomy (głównie Evy), na półkach poukładane były książki, każdy pokój był taki przyjemny i przytulny. Dom zdawał się mieć sto lat, bo podłoga skrzypiała pod każdym krokiem, ale mimo tego, czuło się taką rodzinną i przyjazną aurę.
Wchodząc do kuchni spostrzegli stojącą do nich tyłem Onelię. Chcieli zrobić niespodziankę, ale uprzedził ich głośno szczekający Raul.
- Panienko Przenajświętsza! – wykrzyknęła. – A co ty tutaj robisz, psie? O Eva! Prosiłam cię, żebyś mi powiedziała, o której będziecie. Obiad jeszcze nie gotowy. Dziecko drogie…
- Niczym się nie przejmuj, mamuś – powiedziała i pocałowała rodzicielkę. – To jest Gonzalo. Wspomniałam ci o nim.
- Ależ oczywiście! Ale nie mówiłaś, że to taki przystojny chłopiec. Dzień dobry. Onelia Parendes. – Kobieta wyciągnęła dłoń na powitanie.
- Miło mi panią poznać.
- Juan! Juan! – zawołała. Głowa rodziny siedziała w wiklinowym koszu w ogrodzie i czytała codzienną gazetę. – Choć tu szybko!
- Córuś – powiedział mężczyzna wchodząc do kuchni. Przywitał się ze swoim dzieckiem i zaraz potem podszedł do Gonzalo, aby mu się przedstawić.
- Juan Parendes.
- Gonzalo Higuain.
- Cieszę się, że cię poznałem, chłopcze. Eva wiele nam o tobie opowiadała.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Juan od razu „porwał”Gonzalo  do ogrodu, gdzie bez przerwy rozmawiali o piłce nożnej, a Eva i jej mama w tym czasie dokańczały przygotowywanie obiadu. Onelia nie mogła wyjść z podziwu nad Gonzalem. Zachwalała jego postawę, ubiór, maniery… Był dla niej idealnym zięciem.
- Musisz go szybko zaobrączkować.
- Mamo…
- Chciałabym doczekać się wnuków. Ja mam już swoje lata. A nie wspomnę o ojcu.
- Nie jesteście starzy. Dopiero spotkałam Gonzala i na razie się poznajemy. Do ślubu jeszcze ho ho albo dalej.
Niedzielny obiad okazał się strzałem w dziesiątkę i trwale zamazał rozczarowania poranka. Eva miała fantastyczny humor, bo rodzice, na szczęście, nie zrobili jej zbyt wielkiego obciachu przy Higuanie. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie jedno pytanie Onelii.
- Lubi pan dzieci?
- Dzieci? – Gonzalo zakasłał i przełknął kawałek rolady, którą miał w ustach. – Tak, lubię.
- Myślał pan o nich? Znaczy się… czy chciałby pan je mieć…
- Naturalnie. Mam już 27 lat i wypadałoby się w końcu ustatkować.
- Czyli rozważa pan ślub…
- Oczywiście.
- To dobrze, bo uważam, że wyszłyby z tego śliczne dzieci – powiedziała, a całe towarzystwo poczuło się bardzo niezręcznie. Eva schowała twarz w dłonie. Nie chciała patrzeć na przerażoną minę Gonzalo. On także nie wiedział jak się zachować.
- Ogarnij się, kobieto – rzekł w końcu Juan. – Nie słuchaj jej gadaniny – zwrócił się do Pipity. – Plecie trzy po trzy.
Chłopak w odpowiedzi tylko uśmiechnął się niezręcznie i wziął do ust kolejny kawałek rolady.
Po pół godzinie młodzi zaczęli zbierać się do wyjścia. Państwo Parendes byli szczęśliwi z odwiedzin i już zapowiedzieli kolejne spotkanie.
- Dziękujemy za wszystko –powiedział Gonzalo i zniknął w samochodzie.
- Pa, tatku.
- Jeszcze to, jeszcze to! – krzyczała Onelia z wnętrza domu. – Proszę. To dla ciebie i pana Gonzalo – dodała wręczając córce torbę z różnego rodzaju przetworami i chlebem własnego wypieku.
- Nie trzeba było…
- Musisz się teraz zdrowo odżywiać, żeby urodzić nam zdrowe wnuki.
- Mamo, masz szczęście, że Gonzalo tego nie słyszy – zaśmiała się. – Dziękuję. Do zobaczenia! Raul!
Państwo Parendes stali na ganku i machali do odjeżdżającej córki i jej ukochanego.
- Ładna z nich para – westchnęła Onelia.
- Też tacy byliśmy w ich wieku… Chodź, wiadomości zaraz się zaczynają – rzekł Juan i zamknął drzwi frontowe.
___________________________________________________________________________
Hej;) Rozdział wyszedł trochę humorystyczny. Mam nadzieję, że się spodoba. Rozdział piszę już z Polski. Już wróciłam...Niedawno przyjechałam z lotniska a już tęsknię. Czy to zawsze tak jest i musi być. Ja już kończę jestem trochę zmęczona. Pozdrawiam.

niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 5

- Przede mną kochana nic nie ukryjesz – powiedziała Carlotta.
Dziewczyny siedziały w swojej ulubionej kawiarni „Cafe Central” i popijały mrożoną kawę przy rozmowie.
Od imprezy minęło kilka dni i od tamtej pory Eva ani razu nie widziała się z Gonzalem.
- Alvaro mówi, że on ciągle o ciebie wypytuje. Powiedz mi, czy coś iskrzy. – Carla nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciółka flirtuje z najprzystojniejszym napastnikiem świata i nie pisnęła o tym nawet słówkiem.
- Nic nie iskrzy. To tylko znajomy.
- Tak, tak… Ja też tak zawsze mówię na początku znajomości – śmiała się. – A na poważnie to Gonzalo  jest przecież bardzo fajnym facetem. Pasujecie do siebie. Poważnie!
- Wiesz… Nie rozumiem tego. Nigdy żaden facet nie robił na mnie takiego wrażenia jak on. Dziwnie się z tym czuję.
- Działa na ciebie! To fantastycznie! Idź za ciosem.
- Przecież to przyjaciel Alvaro.
- I co z tego? To przede wszystkim samotny, przystojny mężczyzna – ekscytowała się Carla. – Zaproś go gdzieś.
- Ja?
- Kobiety w dzisiejszych czasach są bardzo nowoczesne. Ja nie mam nic przeciwko twojej mamie, ale tak między nami mówiąc, to jej metody dawno wyszły z mody. Dzisiaj kobiet się nie zdobywa, to one zdobywają! Weź przykład ze mnie!
- I wyjdę na tym tak jak ty?
- No, a co? Źle mam?
- To ja dziękuję za takie rady.
- Ej!
- Nie znam go na tyle, żeby od razu się z nim umawiać na spotkanie „sam na sam”. Boję się tego. On mnie trochę przeraża, bo jest taki… niedostępny. Odsunięty i z rezerwą.
- Bo to Gonzalo… Przecież wiesz jaki on jest. Ale jak się go bliżej pozna to całkiem milutki z niego facecik – zaśmiała się.
- Proszę cię, nie mów tak! – Słowa przyjaciółki tak rozśmieszyły Evę, że dziewczyna niechcący chlapała się swoją kawą. – Facecik? Skąd ty bierzesz te teksty!
- Z Cosmo.
- Nie czytaj tego więcej, błagam… O rany! Późno – krzyknęła dopijając napój. – Muszę lecieć, mam zaraz spotkanie w sprawie programu. Pamiętaj, że dzisiaj o dwudziestej drugiej nadajemy na żywo wywiad z Jose Mourinho! Premiera!
- Jasne, jasne… Umówiłam się z Alvaro i będziemy oglądać. Powodzenia!
- Dzięki, kochanie – powiedziała całując przyjaciółkę w policzek. – Zapłacisz? Dzięki. Następnym razem ja stawiam. Pa!
- Ale Eva!!! Przecież ja nie mam gotówki – powiedziała bardziej do siebie niż do brunetki, która już zdążyła odjechać spod kawiarni swoją czerwoną Kią. Nagle nad Carlottą pojawił się wychudzony, rudy kelner, który czekał na zapłatę. Zakłopotana dziewczyna uśmiechnęła się do niego niepewnie. Wtem odezwał się jej telefon komórkowy.
- Tak? Alvi, z nieba mi spadasz… Gdzie jesteś? Tak… tak… No… A możesz po mnie przyjechać? W „Cafe Central”… Z Evą byłam… Tak… Ok, to ja czekam… Alvaro! A masz przy sobie kasę? O, to dobrze… No to przyjeżdżaj szybko… Ok… Pa!
Carlotta spojrzała na kelnera i powiedziała z uśmiechem:
- 5 minut.

- Wszystko jest jasne? – zapytał Antonio Soler, reżyser programu „Conversación con..”.
- Tak – odpowiedziała zgodnie z prawdą Eva.
- Tak jak na próbach. Pamiętaj… Uśmiech, przyjazna atmosfera, żarty… To nie jest Bóg, tylko zwykły trener piłkarski. Nie ma co się bać i stresować. Głowa do góry i jazda. Do charakteryzacji! Mamy mało czasu.
Kiedy Eva siedziała na fotelu stylistki, tuż obok niej pojawił się Jose Mourinho, który podobnie jak ona, poddał się zabiegowi pudrowania. Po skończonej charakteryzacji, dziewczyna podeszła do niego i postanowiła się przedstawić.
- Dobry wieczór, jestem Eva Parendes, przeprowadzę z panem rozmowę.
- Jose Mourinho, miło mi panią poznać – odpowiedział odwzajemniając uścisk dłoni. – Słyszałem, że to pani debiut jeśli chodzi o tego typu programy.
- Tak i dlatego się tak bardzo denerwuję.
- Spokojnie… Ja nie gryzę, chociaż niektórzy mówią co innego – zaśmiał się. – Będzie dobrze, spróbuję ci pomóc i nie wywoływać dziwnych i stresujących sytuacji.
- Dziękuję. Od razu mi lepiej, kiedy wiem, że mogę liczyć na swojego rozmówcę.
- Eva! – zawołał Antonio.
- Muszę iść – zwróciła się do Mouringo. – Do zobaczenia na planie.
Reżyser był bardzo nakręcony, widać było, że zależy mu na powodzeniu tego projektu. Dyrygował ludźmi i wykrzykiwał swoje wymagania. Taka atmosfera w pracy nie działała motywująco. Przynajmniej na Evę, która była zszokowana i nieco wystraszona zachowaniem przełożonego.
Kiedy godzina „zero” wybiła, dziewczyna zajęła miejsce na krześle, a naprzeciwko niej, na drugim końcu stołu zasiadł trener Realu Madryt.
- Eva Parendes, dobry wieczór państwu – powiedziała do kamery. – Witam w nowym programie, w którym co dwa tygodnie będziemy rozmawiać z działaczami, trenerami i piłkarzami Realu Madryt. Dzisiejszy odcinek nosi nazwę „Conversación con Mourinho”. Mam przyjemność powitać w studiu postać wybitną, trenera, który każdą drużynę potrafi wynieść na wyżyny. Panie i panowie, jedyny w swoim rodzaju, „The Special One” – Jose Mourinho. Dobry wieczór, trenerze – zwróciła się do Jose.
- Witam.
- Kiedy przyjechał pan do stolicy Hiszpanii, na swojej prezentacji powiedział pan: „Piękne nie jest samo trenowanie Realu Madryt, ale wygrywanie z Realem Madryt”.
- Są ludzie, którzy postrzegają przechodzenie do wielkich klubów jako cel całej swojej kariery. Ja miałem okazję pracować w wielkich klubach już na początku kariery i zawsze powtarzałem moim zawodnikom, że samo bycie w wielkim klubie nie może być naszym celem. Celem musi być wygrywanie w tym wielkim klubie. I właśnie tak jest w Realu Madryt. Gdy przechodzisz do nowego klubu, to dopiero początek drogi, która musi zakończyć się zdobywaniem tytułów. Po zakończeniu kariery będziesz mógł się pochwalić, że pracowałeś w wielkich klubach, ale najważniejsze będzie to, że masz na koncie pięć mistrzostw, trzy Puchary Europy, dziesięć Pucharów…
Cały wywiad był na naprawdę wysokim poziomie. Pytania Evy były interesujące, a Mourinho odpowiadał na nie bardzo wyczerpująco, dzięki czemu każdy mógł poznać go lepiej jako człowieka i trenera. Dziewczyna była nim zauroczona. Cieszyła się, że rozmowa z tak wybitną postacią się udała i że Diego będzie z niej zadowolony.
Kiedy tylko zeszli z anteny, Eva podziękowała Mourinho za rozmowę i z uśmiechem zeszła z planu. Wtem rozpętało się piekło. Antonio biegał, skakał, szalał i krzyczał. Wymachiwał rękoma jak wariat, wszędzie rozrzucał karki ze scenariuszem, łapał się za siwe włosy i niemalże wyrywał je sobie z głowy.
- Co to było?! Co miały znaczyć te gesty, czarujące spojrzenia, no co?! To nie randka! Ty tu pracujesz, dziewczyno! – krzyczał na Evę.
Dziewczyna była w szoku. Była pewna, że wszystko poszło zgodnie z planem, że zarówno ona jak i trener Realu wypadli świetnie, rozmowa się kleiła i obyło się bez krępujących i niezręcznych sytuacji. Zachowywali się jakby znali się od wielu lat i byli dobrymi znajomymi. Nie wiedziała, dlaczego Antonio tak się zdenerwował.
Stała bez ruchu i wpatrywała się w szalejącego reżysera.
- Zwariował – powiedział Jose Mourinho, który nagle znalazł się przy jej boku. – Nie przejmuj się. Moim zdaniem było świetnie. A jeśli ja tak mówię, to znaczy, że tak właśnie jest.
- Dziękuję.
- Rozumiem go doskonale. Perfekcjonista w każdym calu. Jestem taki sam.
- W takim razie współczuję pana zawodnikom.
- Nie jest tak źle, bo jest na to patent.
- Zdradzi mi go pan?
- Po pierwsze proszę się nie poddawać i wierzyć w siebie. A po drugie musi pani być konsekwentna i udowodnić swoją wartość charakterem oraz siłą argumentów.
- Nie brzmi skomplikowanie.
- Ale to tylko pozory. Trudno jest wytrzymać z takim znerwicowanym facetem, ale ma pani odpowiedni charakter i jestem pewien, że da pani sobie radę.
- Oby.
- Dziękuję za wywiad. Jeden z lepszych jakiego udzieliłem – powiedział Mourinho i podał dziewczynie dłoń.
- To ja dziękuję. Za wszystko.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Aha… Jutro jest trening otwarty. Zapraszam do szatni. Będzie miała pani wyłączność.
- Jak to?
- Coś się pani należy od życia – zaśmiał się spoglądając na oszalałego Antonio Solara.
- Będę na pewno.
- Do zobaczenia.
Rozmowa z Jose Mourinho nieco podniosła ją na duchu, jednak widząc wściekłego reżysera jej zapał i zachwyt nad programem powoli opadał. Nie wiedziała, co o tym myśleć, bo jeśli Antonio jest niezadowolony to Diego z pewnością podzieli jego zdanie. Bardzo się tego obawiała. Zaufano jej, powierzono odpowiedzialne zadanie, a tymczasem nie spełniała pokładanych w niej nadziei.
Nagle usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości sms- owej od Carlotty.
„Alvaro mówi, że nigdy nie widział Mou tak zadowolonego podczas rozmowy z dziennikarzem. Byłaś świetna. Zrobisz furorę tym programem. Alvi zaklepuje sobie kolejkę u ciebie ;-) P.S. Gonzalo powiedział, że ślicznie dzisiaj wyglądałaś;-) To sygnał!”.
Eva uśmiechnęła się sama do siebie i zebrawszy swoje rzeczy wyszła z budynku telewizji i zmęczona pojechała do domu, w którym czekał na nią stęskniony pies – Raul.
Eva miała ciężką noc. Przez wiele godzin przeżywała zachowanie Antonio i bała się dzisiejszej wizyty w biurze. Przeczuwała, że reżyser mógł naopowiadać szefowi bzdur, a ona nie będzie potrafiła się z tego wytłumaczyć.
Opóźniała wstawanie. Nigdzie jej się nie śpieszyło, ponieważ dopiero o dwunastej jechała do Valdebebas – ośrodka treningowego Realu Madryt, aby zrobić materiał, a dopiero później miała stawić się w biurze Diego Hernandeza. Leniuchowała na swoim łóżku, mając pod pachą puszysty łeb Raula i ciesząc się ciepłymi promieniami słońca wpadającymi przez okno. Pogoda była piękna i zapragnęła pójść na spacer. Obiecała sobie oraz psu, że dzisiaj popołudniu wybiorą się do parku, aby zwierzak mógł sobie pobiegać, a ona sama zrelaksować się przy dobrej książce.
Kiedy w końcu zwlekła się z łóżka, zjadła śniadanie i wyprowadziła psa na poranny spacer, zaczęła przygotowywać się do treningu Realu.
Przez wejściem do ośrodka czekał na nią Pedro – fotograf ze stacji telewizyjnej „El Deporte”, z którym zawsze współpracowała i z którym się przyjaźniła.
Trening się rozpoczął. Początkowo przez całe zajęcia Eva wraz z Pedrem stała na balkonie, gdzie znajdowali się pozostali dziennikarze z gazet i telewizji. Mieli stąd bardzo dobry widok na całe boisko, dzięki czemu można było wykonać świetne zdjęcia i filmy. Dziewczyna starała się obserwować każdego piłkarza i robić skrupulatne notatki na temat ich formy, zachowania i zażyłości z pozostałymi zawodnikami, jednak wzrok notorycznie schodził jej na  Gonzalo Higuaina. Widywała go w kolorowych magazynach i codziennych gazetach, ale fakt był taki, że bardzo dawno nie spotkali się w żywe oczy i nie zamieni ze sobą nawet dwóch słów. Brakowało jej tego, bo polubiła tego chłopaka i wydawało jej się, że się w nim zadurzyła.
Kiedy po skończonym treningu Eva udała się do szatni Realu w towarzystwie samego Jose Mourinho, wszystkim dziennikarzom opadły szczęki z zazdrości.
Dziewczyna zrobiła chłopakom kilka zdjęć, zadała pytania i wyszła nie chcąc ich peszyć i wprowadzać w zakłopotanie. Zaczekała na zewnątrz, aby wówczas poprosić kilku zawodników o dłuższą wypowiedź.
Kiedy skończyła i piłkarze powoli zaczęli rozchodzić do domów, zaczepił ją Gonzalo.
- Co słychać?
- W porządku. Dużo pracy mam ostatnio. Przepraszam, że się nie odezwałam.
- Daj spokój, równie dobrze ja to mogłem zrobić – powiedział i przeczesał dłonią swoje kasztanowe włosy. – Masz dzisiaj czas? Może poszlibyśmy na kawę czy coś…
- Właściwie to mam na dzisiaj plany…
- Tak? – zapytał wyraźnie zasmucony.
Evie zrobiło się niezwykle przykro z powodu jego rozczarowania, dlatego szybko dodała:
- Nie jest to nic szczególnego. Możesz się do mnie przyłączyć.
- Poważnie? Z chęcią! A co będziemy robić?
- Pójdziemy z Raulem na spacer – odpowiedziała z szerokim uśmiechem, zdając sobie sprawę jak żenująco zabrzmiało to zdanie. Chłopak pewnie spodziewał się poważnych planów, a tymczasem chodziło o zwykłe wyjście do parku.
- Z Raulem – zaśmiał się. – Z psem?
- Tak. Dlaczego on cię zawsze tak śmieszy? Nie rozumiem…
- Bo początkowo myślałem, że to twój… facet – zaśmiał się. – I byłem troszeczkę… no jakby to powiedzieć… zazdrosny…
- Zazdrosny? Oj Pipita, Pipita. – Eva pokręciła przecząco głową, nie wierząc w to, co przed chwilą usłyszała. Gonzalo był o nią zazdrosny! – Może być o czwartej w Parque Del Buen Retrio pod pomnikiem Alfonsa XII? Muszę jeszcze jechać do pracy, a potem idę na obiad do rodziców.
- Jasne. Będę czekać. Miłego dnia i do zobaczenia – powiedział i pocałował ją w policzek na pożegnanie.

- Cieszę się, że cię widzę – powiedział Diego Hernandez, kiedy szedł naprzeciwko Evy korytarzem stacji telewizyjnej „El Deporte”. – Pozwól do mnie – dodał obojętnie.
Brunetka ze strachem w oczach poszła za szefem i w myślach modliła się o drugą szansę. Nie chciała tak szybko zakończyć swojej przygody z nowym programem. Tak bardzo jej się spodobał, miała tyle planów i pomysłów na wywiady z piłkarzami. Bardzo jej zależało, ale wydawało jej się, że za kilka minut nie będzie już hostessą „Conversación con…” i znów zostanie jej tylko nadawanie codziennych wiadomości sportowych i praca za kulisami innych programów.
Nieśmiało weszła za Diego do jego gabinetu i usiadła na fotelu naprzeciwko niego. Jego mina nie wyrażała nic, co zresztą nie dziwiło zbytnio Evy. Dopiero kiedy zaczął mówić jego twarz nabrała ludzkich cech, wyrażających emocje.
- Evo… Nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- To nie tak jak pan myśli… Starałam się.
- Wiem, wiem… I muszę ci powiedzieć, że byłaś… nieziemska! Nie, to za małe słowo. Byłaś boska. Niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju! To było fantastyczne!
- Co pan mówi?
- To co słyszysz. Oglądałem program w zaciszu swojego wielkiego domu i nie mogłem oderwać wzroku od telewizora. Nawet moja piękna żona, która przechadzała się przede mną w skąpej piżamie nie była w stanie mnie zdekoncentrować. To było mistrzostwo świata! – śmiał się.
- Ale Antonio miał inne zdanie…
- To wyjątkowy człowiek. Jego zdaniem było kilka błędów, jednak ja uważam, że z czasem się wyrobisz. Zaprezentowałaś się na naprawdę wysokim poziomie. Powierzenie tobie tego programu było strzałem w dziesiątkę. Jestem zachwycony! Czekam teraz na wyniki oglądalności, ale jestem pewien, że będą dobre. Więcej! Będą bardzo dobre! Świetna robota, dziewczyno!
Eva nie mogła przestać się uśmiechać. Nie wierzyła w słowa, które płynęły z ust Diego. To było jak sen. Czy coś lepszego mogło ją dzisiaj spotkać?
- Trzeba zacząć myśleć nad kolejnym odcinkiem – dodał pan Hernandez. – Jakiś pomysł?
- Może Gonzalo…
- Higuain?
- Jest czwartym kapitanem. Jest to także najważniejsza osoba w zespole.
- Masz rację. Załatw to.
- Oczywiście.
- To chyba wszystko, co chciałem dzisiaj z tobą załatwić. Aha… Jak trening Realu?
- Przeprowadziłam z kilkoma piłkarzami krótkie rozmowy, poza tym Pedro twierdzi, że ma świetne fotki, więc chyba jest ok.
- Cieszę się. Możesz zmykać.
- Dziękuję, do widzenia.

Eva kompletnie nie wiedziała w co ma się ubrać na spotkanie z Gonzalem. Mama doradziła jej, aby było to coś skromnego i nie wyzywającego. Powinna postawić na naturalność i wygodę, tym bardziej, że nie jest to kolacja w najdroższej restauracji tylko spacer z psem.
Postawiła na jasne dżinsy i t-shirt. Do tego dobrała małą sportową torebkę, którą przewiesiła sobie przez ramię, czerwone trampki oraz szalik. Zrobiła delikatny, subtelny makijaż, a włosy związała w kucyk.
- I jak? – zapytała prezentując się przed psem, na co ten tylko odszczeknął. – Też mi się podoba. No to idziemy! Przynieś smycz.
Kilkanaście minut później była już w parku. Z daleka widziała Gonzalo, ukrywającego się za okularami przeciwsłonecznymi.
- Cześć – powiedziała na powitanie i dała mu całusa w policzek.
- Proszę, to dla ciebie – rzekł wręczając jej mały bukiecik z fioletowych bratków.
- Skąd wiedziałeś, że to moje ulubione?
- Nie wiedziałem. – Eva posłała mu znaczące spojrzenie. – Carla mi powiedziała.
- Nie kłam, bo nie wychodzi ci to najlepiej.
- Widzę, że twój włochaty kumpel zmienił nieco swój stosunek do mnie – powiedział głaskając po łbie Raula. Ten pies nie kojarzył mu się najlepiej odkąd na niego naszczekał.
- Chyba mu się odwidziało po tej parapetówce. Zostałeś jego superbohaterem – zaśmiała się. – Idziemy?
- Pewnie!
Dziewczyna zabrała Raula i Gonzalo na polankę, gdzie kilkoro ludzi rozbiło pikniki, ojcowie ze swoimi synami grali w piłkę lub puszczali latawce, matki czytały książki siedząc na kocach, a nastolatki leniuchowały pod drzewami po męczącym dniu w szkole.
Eva znalazła kawałek patyka i zaczęła bawić się z psem. Razem biegali, skakali, tarzali się po trawie. Robili przy tym mnóstwo hałasu, ale wzbudzali sympatię pozostałych ludzi, bo dobrze się bawili. Higuain w tym czasie usiadł sobie pod jednym z drzew i przyglądał się całej zabawie. Uśmiechał się sam do siebie na ten widok. Podobało mu się to, że Eva nie boi się pobrudzić podczas gry z psem, że jest miła i życzliwa dla ludzi, że jest taka otwarta i spontaniczna. Od dawna szukał takiej dziewczyny, jednak większość odstraszał twoim wewnętrznym zimnem i niedostępnością. Z Evą było inaczej. Ona powodowała, że miał ochotę się otworzyć i wszystko jej o siebie opowiedzieć. Ale wiedział, że grzechy młodości mogą ją tylko odstraszyć, dlatego milczał twierdząc, że na szczere rozmowy przyjdzie jeszcze czas.
- O czym tak myślisz? – zapytała rozweselona Eva siadając obok niego. – Ale się zmęczyłam. Nie masz ochoty mnie zastąpić?
- Zdaje się, że Raul też ma dosyć – powiedział widząc jak pies rozkłada się na słońcu.
- Wrzuciłam patyk do wody, żeby się ochłodził. Widziałeś jak się cieszył?
- Tak. To wielka frajda dla takiego psa. Ale nie gadajmy o nim…
- O czym chcesz rozmawiać?
- O nas.
Eva spojrzała na niego wzrokiem pełnym nadziei. Wiedziała, że zaczyna coś czuć do Gonzalo, ale bała się mu to powiedzieć, bo nie wiedziała, co on czuje. Nie chciała się angażować w coś, co według jednej ze stron nie ma sensu. Takie rozczarowania bardzo bolały. Człowiek się załamywał i szukał w sobie niedoskonałości, które doprowadziły do takiego obrotu spraw.
- Co chcesz ode mnie usłyszeć? – zapytała.
- Co czujesz…
- To skomplikowane.
- Wręcz przeciwne. To bardzo proste.
Eva milczała szukając w głowie odpowiednich słów.
- Boję się – powiedziała po chwili.
- Czego?
- Odtrącenia.
- Nie odtrącę cię. Zależy mi na tobie – powiedział i pogłaskał ją po policzku.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam to usłyszeć – odpowiedziała spoglądając mu prosto w oczy. Widziała w nich troskę i szczerość.
Nie wytrzymała dłużej tego napięcia i pocałowała go. Uwielbiała to robić. Jego pocałunki były takie słodkie. Zupełnie jakby spijała nektar zrobiony z miodu. Ciągle chciała jeszcze i jeszcze, co powodowało, że stawała się zachłanna i niezaspokojona. Dziwiła się sama sobie i bała się, że odstraszy tym Pipitę, ale on jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi. Dawał jej wszystko, co chciała. Pragnął ją uszczęśliwiać każdego dnia, bo wówczas i on sam był zadowolony. Uwielbiał dzierżyć w dłoniach jej kruchą twarzyczkę i wyczuwać pod opuszkami palców jej delikatną, gładką skórę. Obawiał się jedynie, że podrapie ją swoim zarostem, ale wówczas jeszcze nie wiedział, jaką przyjemność jej tym sprawia.
Dobrali się idealnie. Jedno było dopełnieniem drugiego. I żadne bez siebie nie mogło żyć. Miłość, która ich połączyła była tak silna, że zdawała się trwać wiecznie. Musieli być sobie przeznaczeni…
___________________________________________________________________________________
Hej;) Dodaję kolejny rozdział;) Mam nadzieję, że weekend się wam udał, słyszałam i oglądałam, że w Polsce jest śnieg, podobno były wielkie wichury. W Buenos Aires jest gorąco słońce świeci i trochę się już nawet opaliłam. We wtorek niestety już wracam do Polski. Szkoda, miałam ciche nadzieje, że spędzę Wielkanoc w Argentynie. Ja już kończę bo troszkę się rozpisałam. Pozdrawiam

Rozdział 4

Odkąd Eva zamieszkała w swoim własnym mieszkanku, jej życie nabrało zupełnie innego koloru. Sama była sobie panią i dzięki temu stała się bardziej samodzielna. Nie było już mamy, która ugotowałaby obiad i posprzątała. Od teraz sama musiała przygotowywać posiłki, co nie do końca jej wychodziło. Nigdy nie była dobrą kucharką i zawsze marzyła o mężu, który będzie szefem kuchni. Jej marzenie póki co jeszcze się nie spełniło, ale wszystko było przed nią.
Eva zaparkowała swoją Kię na parkingu stacji telewizyjnej „El Deporte” i od razu ruszyła na zebranie przygotowane przez Diego Hernandeza. Wiedziała, że zostało ono zwołane specjalnie na potrzeby jej nowego programu, wiedziała także, że pozna ekipę, z którą będzie pracowała, ale mimo wszystko, była bardzo zestresowana. Wiązała bardzo duże nadzieje z tym programem i zależało jej na powodzeniu, ale kompletnie nie wiedziała, czego może się spodziewać.
Zanim weszła do sali konferencyjnej poprawiła swoją szarą sukienkę oraz przygładziła grzywkę. Kiedy weszła do środka okazało się, że wszyscy już na nią czekali, pomimo tego, że zjawiła się w telewizji pięć minut przed wyznaczoną godziną.
- Dzień dobry – przywitała się i podała wszystkim panom i paniom dłoń.
- Witaj Evo, proszę usiądź. – Diego wskazał jej wolne krzesło pomiędzy dwoma mężczyznami.
Atmosfera wydawała się być napięta, a każdy z przybyłych zdystansowany, ale z czasem wszystko to poszło w niepamięć i miejsce powagi zajął uśmiech.
Jako pierwszy głos zabrał pan Diego. Przedstawił Evę jako prowadzącą, a zaraz potem całą resztę ekipy: kamerzystów, stylistów, oświetleniowców i reżysera, którym został Antonio Soler.
Eva wiele słyszała o tym człowieku, ponieważ pracował w tej stacji już kilka ładnych lat, ale nigdy wcześniej nie spotkała go zawodowo. Antonio cieszył się dużą sympatią ludzi, ale tylko poza budynkiem telewizji. Kiedy był w pracy przeradzał się w tyrana, który wymagał od innych niemożliwego. Wielu pracowników porównywało go do samego Jose Mourinho, który podczas spotkań z prasą był potworem, a kiedy miał treningi ze swoim zespołem okazywał się być bardzo sympatycznym człowiekiem. Eva miała nadzieję, że jej współpraca z Antonio nie będzie taka zła, gdyż sama była perfekcjonistką i nie akceptowała fuszerki i pracy na pół gwizdka.
- No dobrze – powiedziała Eva – ale jak tak właściwie nazywa się ten program?
- A to nie powiedziałem wam? – zaśmiał się Diego. – „Conversación con…” i nazwisko piłkarza bądź innego człowieka związanego z Realem Madryt. Pierwszy wywiad zaplanowany jest już na za tydzień i udzieli go Jose Mourinho. Evo, przygotuj ciekawe pytania na poniedziałek i prześlij mi swoją listę. Przejrzę ją, ewentualnie poprawię i zatwierdzę.
- Oczywiście – odpowiedziała.
- To wszystko na dzisiaj. Dziękuję. – Diego pożegnał się ze wszystkimi pracownikami i opuścił salę konferencyjną. W ślad zanim poszli pozostali, a na końcu wyszła Eva, która już teraz układała w głowie pytania, które chciałaby zadać trenerowi Realu Madryt.

- Czas na podsumowanie piątkowych wiadomości z piłkarskich boisk. Reportaż Raula Gonzalesa – powiedziała Eva wprost do malutkiego obiektywu kamery.
Kiedy zeszła z anteny, a na ekranach wszystkich telewidzów pokazywane były piłkarskie obrazki.
Błagalnie spojrzała na swojego współpracownika, który tylko bezradnie wzruszył ramionami. Był piątkowy wieczór i dziewczyna śpieszyła się do domu, ponieważ lada moment mieli się u niej pojawić zaproszeni na parapetówkę goście.
- I jeszcze wiadomość z ostatniej chwili… Młody zawodnik FC Barcelony, Ibrahim Afellay, na dzisiejszym treningu zerwał wiązadła krzyżowe w lewym kolanie. Piłkarz będzie musiał poddać się chirurgicznej interwencji. Lekarze nie podali szacowanego czasu rekonwalescencji i nie wiadomo, kiedy zawodnik powróci na boisko… To już wszystko w dzisiejszym wydaniu wiadomości. Dziękuję państwu za uwagę i życzę spokojnej nocy. Dobranoc.
Eva zniknęła z telewizji, kiedy tylko główny dowodzący oznajmił, że zeszli z anteny. Na do widzenia przypomniała kilku osobom, że widzą się wieczorem i szybkim krokiem opuściła studio, aby zrobić ekspresowe zakupy i zająć się przygotowaniem przekąsek na dzisiejsze spotkanie.
Była na ostatniej prostej, kiedy do drzwi zapukali pierwsi goście.
- Proszę, rozgośćcie się – powiedziała do znajomych ze szkoły. – Ja tylko się przebiorę i zaraz do was dołączę.
Eva zamknęła się w swojej sypialni i włożyła białą bluzeczkę, czarne szorty i marynarkę od kompletu. Do tego dołączyła długi, złoty naszyjnik oraz ciemne szpilki. Postawiła na naturalność, dlatego tylko przeczesała swoje czarne włosy i pozwoliła im luźno opadać na ramiona.
Wychodząc z pokoju usłyszała dzwonek. Za drzwiami czekali kolejni goście.
Z czasem ludzi zaczęło przybywać i w małym mieszkanku zaczęło się robić bardzo tłoczno. Najchętniej obleganym miejscem był taras, na którym większość zebranych poddawała się przyjemności palenia. To tam odbywały się najciekawsze konwersacje tego wieczora.
Eva starała się, aby jej gościom niczego nie brakowało, dlatego stale przechadzała się między znajomymi i pytała o ich potrzeby. Każdy mówił, że impreza jest świetna i że niczego im nie trzeba. Dziewczyna postanowiła włączyć muzykę, która wszystkich rozweseliła i zachęciła do tańca.
Jednak brunetka była nieco zaniepokojona, ponieważ najważniejsi dla niej goście wciąż byli nieobecni.
Nie musiała długo czekać.
- Przepraszamy – mówiła Carlotta. – Mieliśmy małe problemy po drodze – zaśmiała się i spojrzała tajemniczo na brata. – To dla ciebie. – Blondynka wręczyła przyjaciółce pakunek, który po rozpakowaniu okazał się być lampą.
- Śliczna. Będzie mi pasowała do sypialni. Dziękuję.
- Ja też coś mam – wtrącił się Alvaro i postawił przed Evą dużą roślinę. – To fikus. Nazywa się Esteban.
- Fikus… Esteban…
- Dokładnie – odpowiedział potakując głową i spoglądając na kwiatka.
- Poważnie?
- No tak, nie widzisz? – Alvaro złożył serdeczny pocałunek na jej policzku i poszedł w głąb mieszkania przywitać się z pozostałymi gośćmi.
Eva nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Ma kwiatka o imieniu Esteban. Podrapała się niepewnie po głowie, ale stwierdziła, że zajmie się tym jutro rano.
- Widzę, że ty też coś masz – powiedziała widząc Gonzalo z czymś ogromnym.
- Nie wypadało przyjść z pustymi rękoma – odpowiedział i wręczył jej coś na wzór obrazu. Kiedy dziewczyna się temu przyjrzała od razu rozpoznała tajemniczy prezent.
- Wow, koszulka Realu!
- No tak… Właściwie to… moja koszulka.
- Rzeczywiście! Wow, jest świetna. Dziękuję. O rany, z dedykacją!
- Napisałem jedno zdanie… Mam nadzieję, że ci się podoba.
- Żartujesz?! Zajmie honorowe miejsce na mojej ścianie. Nie wiem, jak ci dziękować…
- Wystarczy całus – powiedział i nadstawił policzek.
Eva uśmiechnęła się serdecznie i spełniła prośbę Pipity. Poczuła na swoim policzku przyjemne drapanie, które spowodowane było jego kilkudniowym zarostem. Uwielbiała mężczyzn z takim owłosieniem. Uważała, że jest to niezwykle męskie i seksowne, a uczucie drapania na policzku powodowało, że po jej ciele przechodziły dreszcze.
Kiedy do gości dołączyła szalona Carlotta i równie zakręcony Alvaro impreza rozkręciła się na maska. Wszyscy prowadzili głośne konwersacje pełne śmiechu, pili i jedli przygotowane przez Evę przekąski i tańczyli do muzyki puszczanej przez obrońcę Realu Madryt.
- Kochana, napoje się skończyły – powiedziała Carla pokazując przyjaciółce puste dzbanki.
- Mam je w sypialni. Zaraz przyniosę – odpowiedziała i udała się do drugiego pokoju, w którym na czas imprezy zamknięty został Raul.
Dziewczyna przywitała się ze śpiącym pieskiem i wyjęła z szafy kilka butelek gazowanego napoju.
- Eva! Wszędzie cię szukałem. – Do sypialni wszedł Robert De La Red, chłopak, którego znała ze studiów.
- Coś się stało?
- Nie. Chciałem pogadać. Tak wiesz… na spokojnie – powiedział i chwiejnym krokiem podszedł bliżej dziewczyny. – Co u ciebie słychać?
- To co widać. Wszystko w porządku. Wracajmy już do gości. – Eva chciała wyminąć znajomego i wrócić do salonu, z którego dobiegały głośne śmiechy. Jednak Robert mocno złapał ją za przedramię i powiedział z uśmiechem:
- Poradzą sobie bez ciebie. – Chłopak zatopił usta w jej szyi. Zszokowana Eva przestraszyła się i zaczęła się szarpać. Nie chciała krzyczeć, żeby nie popsuć zabawy i nie robić niepotrzebnego szumu.
- Robert, przestań. Puść mnie! – Szklana butelka z napojem wypadła jej z rąk i rozbiła się o drewnianą podłogę robiąc hałas. Raul widząc, co się dzieje, stał się niespokojny i zaczął wściekle szczekać. Nagle do pokoju wparował zdezorientowany napastnik Realu Madryt.
- Eva?
-Gonzalo ! – Dziewczyna korzystając z sytuacji, że uścisk Roberta zelżał, wyrwała się z jego objęć i od razu zaczęła szukać ochrony w ramionach swojego wybawiciela.
- Wszystko w porządku?
- Robert – powiedziała Eva – chyba będzie lepiej jak pójdziesz już do domu.
Chłopak bez słowa chwycił za swoją kurtkę, którą rzucił na ziemię podczas małej szarpaniny z Evą i wybiegł z jej mieszkania.
- O co chodzi? – pytał napastnik, mając cały czas drobną i kruchą Evę w ramionach. – Co tutaj zaszło? Kto to był?
- Nie ważne. Wracajmy.
- Eva!
- Nic się nie stało, przyszedłeś w samą porę. Dziękuję. Wracajmy już.
Po tym zajściu Evie ciężko było wrócić do dobrego humoru, który miała przed spotkaniem z Robertem. Mimo to starała się robić dobrą minę do złej gry i w miarę możliwości dobrze się bawić.
Do końca wieczoru nie zamieniła słowa z Gonzalem, ciężko było jej spojrzeć mu w oczy. Dlaczego? Może ze wstydu, z zażenowania, a może ze strachu… Higuain dokładnie zdawał sobie sprawę z zaistniałej sytuacji. Cały czas miał ją na oku i szukał możliwości zagadania, ale dziewczyna sprawnie go unikała.
Przyjęcie powoli dobiegało końca. Goście rozchodzili się w wesołych humorach, wśród nich byli także Carlotta oraz Alvaro, którym alkohol za szybko uderzył do głowy. Kiedy Eva żegnała ostatnich gości, zdała sobie sprawę, że w salonie siedzi jeszcze Gonzalo.
- Nie chciałabym być niegrzeczna, ale jestem trochę zmęczona… – powiedziała.
- Tak, tak… Już sobie idę – odpowiedział wstając. – Ale chcę wiedzieć, co się dzisiaj wydarzyło między tobą i tym gościem. Skrzywdził cię?
- Mówiłam, że nie. Dziękuję, że się o mnie tak troszczysz, ale sobie poradzę.
- Carla mówiła, że jesteś bardzo niezależna, ale proszenie o pomoc to nic złego. Wszyscy jesteśmy ludźmi.
Eva nie potrafiła mu na to odpowiedzieć. Rozszyfrował ją po kilku minutach rozmowy. Jego przenikliwy wzrok wypalał jej potworną dziurę w sercu. Poczuła nagłą falę gorąca i pożądania, która sprawiała, że miała ochotę, aby Gonzalo był z nią zawsze. Rozumiał ją jak nikt, był jej bliski pomimo tego, że znali się zaledwie kilka dni. Takich ludzi nie spotyka się codziennie i nie można pozwolić im tak po prostu odejść.
Brunetka nie zastanawiając się nad swoim zachowaniem ani sekundy, wplotkła swoje palce w jego miękkie, kasztanowe włosy i zatopiła w jego ustach swoje wargi, oddając mu całe ciepło swojego ciała. Ich pocałunek był niczym finałowa scena z filmu: romantyczny, namiętny i zachłanny.
Kiedy Eva odkleiła się od Gonzalo, zabrakło jej słów. Miała suche gardło jakby właśnie znajdowała się na samym środku Sahary. Wzrok wlepiła w podłogę i ściskając nerwowo swoje palce powiedziała:
- Chyba powinieneś już iść.
________________________________________________________________________________
Hej;) Na początek bardzo wam dziękuję, że czytacie mojego bloga. Jest nas coraz więcej. Powoli już się wszystko chyba będzie rozkręcać, tylko troszkę cierpliwości;) To ja już konczę i na razie;)

sobota, 16 marca 2013

Rozdział 3

Eva obudziła się rano z potwornym bólem głowy. Niewiele pamiętała z poprzedniego wieczora, a już na pewno nie pamiętała tego, aby kładła się spać z mężczyzną! Leżała odwrócona do niego tyłem, ale czuła na sobie ciężar męskiego ramienia i widziała dłoń z bardzo obfitym owłosieniem. Bała się odwrócić, ale największym przerażeniem napawało ją zajrzenie pod kołdrę i sprawdzenie, czy jest ubrana.
Nie chcąc narobić zamieszania, lekko wygięła się i spróbowała przekręcić na plecy. Kiedy zobaczyła obok siebie spokojną, śpiącą twarz Gonzalo Higuaina wpadła w niepohamowaną panikę. Gwałtownym ruchem wstała z łóżka i wpatrywała się w chłopaka z przerażeniem.
- Co jest? – zapytał otwierając jedno oko.
- Co ty tu robisz?!
- Śpię…
- Ale… Jak?! Nie możesz! Przecież…
- O co ci chodzi?
- Boże!
- Eva, wszystko w porządku? – zapytał i usiadł opierając się na ramionach.
- Nie! Jak mogłeś?!
- Ale co? – Widząc strach w oczach dziewczyny, zorientował się o co chodzi. – Zwariowałaś? Za kogo ty mnie masz? Jestem dżentelmenem. Nie tknąłem cię.
- Nie wierzę.
- Niby jak miałem to zrobić? Przez jeansy? No zastanów się, co mówisz – rzekł i przekręcił się na drugi bok.
- No… chyba coś w tym jest – odpowiedziała zerkając na swój strój. Była ubrana kompletnie. Dokładnie tak samo jak wczoraj. Nagle zrobiło jej się strasznie głupio i czuła jak rumieńce wychodzą jej na pliczkach. Z wielkim trudem, ale wydobyła z siebie skruchę i przeprosiny.
- Spoko, nic się nie stało – odparł Gonzalo nie przerywając drzemki.
Było jeszcze dość wcześnie, ale Eva nie chciała ponownie kłaść się obok napastnika. Zażenowanie jej na to nie pozwalało, dlatego stwierdziła, że pójdzie zaparzyć kawę. Poprosiła Gonzalo o pozwolenie, bo nie chciała się rządzić w jego mieszkaniu.
- Tak, tak… Czuj się jak u siebie.
Wczorajsza noc była niezwykła. Dziewczyna nie pamiętała, kiedy ostatni raz bawiła się tak dobrze. Być może było to spowodowane tym, że świętowała swoje sukcesy, a może dlatego, że towarzystwo było rewelacyjne. Imprezy, na których była Carla zawsze się udawały, a teraz do spółki był jeszcze wesoły Alvaro i Higuain. We dwójkę na pewno nie bawiłyby się tak dobrze.
- Nie mogłem już zasnąć przez ten zapach. – Pipita wszedł do kuchni i chwycił dzbanek z kawą.
Miał na sobie tylko długie spodnie od dresu. Zrobił wrażenie na kruchej i delikatnej Evie swoim nagim torsem i władczą postawą. „Taki facet na pewno ma powodzenie” – pomyślała.
Usiadł naprzeciwko niej i spojrzał w jej brązowe oczy.
- Zadowolona z imprezy?
- Bardzo. Nie spodziewałam się, że będzie tak fajnie.
- A jakie masz plany na dzisiaj?
- Muszę znaleźć ekipę remontową, póki mam wolne w pracy. Chciałabym się z tym uwinąć jak najszybciej.
- Nie dziwię ci się. Ja, na szczęście, kupiłem to mieszkanie całkowicie gotowe i z niektórymi meblami, ale i tak spędzam tu mało czasu.
- Dlaczego?
- Mam jeszcze dom, niedaleko naszego ośrodka treningowego. Częściej z niego korzystam, bo mam bliżej na trening, a poza tym jest tam ogród, basen… Lubię odpoczywać na świeżym powietrzu. A tutaj jest tylko ten malutki balkonik. To zdecydowanie nie dla mnie, aczkolwiek mieszkanie przydaje się na takie okazje jak ta – rzekł i uśmiechnął się do dziewczyny, która pokiwała twierdząco głową na znak zrozumienia.
Zaraz potem wstało rodzeństwo Arbeloa, które od progu zaczęło się sprzeczać. Alvaro miał za złe dziewczynie tą imprezę, bo czuł, że teraz nie będzie mógł dać z siebie wszystkiego na treningu.
- Ja ci nie kazałam tyle chlać! Ile ty masz lat, no ile?! Chyba potrafisz samodzielnie podejmować decyzje.
- Durna jesteś.
- Nie, to ty jesteś durny!
Evę od zawsze rozśmieszały ich kłótnie, jednak dzisiaj nie była w stanie ich słuchać. Szybko skorzystała z łazienki, aby poprawić wygląd i pożegnała się ze znajomymi.
- Nie wygłupiaj się – mówiła Carlotta. – Zostań jeszcze.
- Muszę jechać. Dużo pracy przede mną. A poza tym obiecałam Raulowi spacer. Dzięki za cudowny wieczór. Trzymajcie się. Pa! – powiedziała i zniknęła za zamkniętymi drzwiami.
- A tobie co? – zapytał Alvaro widząc niewyraźną minę przyjaciela. Gonzalo jakby posmutniał po wyjściu Evy.
- Nic, nic… Głowa mnie boli.

Wszystkie sprawy związane z remontem mieszkania przysparzały Evę o zawrót głowy i gdyby nie jej ojciec – Juan, dziewczyna prawdopodobnie nie poradziłaby sobie z tym wyzwaniem. Nie spodziewała się, że malowanie jednej kuchni może być tak męczącym i „brudnym” zajęciem.
- Nie ma się co dziwić. Chciałaś profesjonalną ekipę to masz – powiedział Juan. – Mówiłem, że mogę to zrobić razem z wujkiem. Uparłaś się, to masz! Nie, David? – Otyły mężczyzna dał kuksańca swojemu bratu.
Panowie stali teraz w kuchni Evy i przyglądali się pracy wykonanej przez ekipę remontową. Brzydki i ciemny granat, który poprzednio znajdował się na ścianach zajęła teraz delikatna i przyćmiona żółć.
- Uparta dziewczyna.
- Wujaszku, nie jestem uparta, tylko logiczna i konsekwentna. Sama chciałam zająć się swoim domem i to zrobiłam. Pomimo bałaganu, którego mi narobili to uważam, że całkiem dobrze się spisali.
- No dobrze, dobrze… Nie mówię, że źle.
- To kiedy zaprosisz tutaj swoich kochanych rodziców?
- Tatku, przecież tu są gołe ściany. Jak kupię meble i w miarę się urządzę to zaproszę was z wielką przyjemnością. O nic się nie martw.
- Mamie spodobałby się ten żółty kolor. Jak go zobaczy to będzie marudziła mi o remont. Oj córuś, córuś… Ty to zawsze wpędzisz swojego biednego ojca w jakieś kłopoty.
- Polecę ci moją ekipę – zaśmiała się i pocałowała czule ojca w policzek.

Kiedy Eva wróciła do pracy, jej mieszkanie było już niemalże gotowe. Pozostało tylko powstawiać najpotrzebniejsze sprzęty tj. mikrofalówka czy pralka. Była niezwykle szczęśliwa z tego powodu, bo mogła już spokojnie przenieść się na La Gran Via, gdzie stał budynek z jej mieszkaniem.
Dziewczyna siedziała właśnie na kanapie, z kubkiem kawy w dłoni i masą papierów przed sobą. Pracowała nad artykułem, który co tydzień pisała o Primera Division dla jednej z najpopularniejszych gazet sportowych w Anglii. Pracowała na obszarze międzynarodowym i była z tego niezwykle dumna.
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Zanim wygramoliła się spod góry papierów i odepchnęła od siebie psa, który bezwładnie spał tuż obok niej, minęło parę ładnych minut.
Otworzyła drzwi i ujrzała tylko zarys postaci schodzącej po schodach.
- Gonzalo?
- O… Eva… Myślałam, że cię nie ma – powiedział i zaraz potem znalazł się tuż obok niej. – Chciałem tylko sprawdzić, co u ciebie.
Nagle z pokoju wybiegł Raul, który szaleńczo zaczął szczekać na Higuaina. Eva była zaskoczona jego zachowaniem. Od razu chwyciła go za obrożę i starała się odciągnąć psa od swojego gościa.
- Raul, spokój! No co ja powiedziałam?! Do siebie, już!
Kiedy pies zniknął im z oczu i ponownie zapanowała błoga cisza, która pozwalała im rozmawiać, Gonzalo zapytał:
- Raul?
- Tak. Wiem, że głupie imię, ale nie ja wybierałam.
- Raul to pies?
- No tak – odparła. Higuain roześmiał się i przejechał dłonią po swoim kilkudniowym zaroście. Eva nie wiedziała, co go tak rozśmieszyło. Spojrzała na niego pytająco i rzekła: – O co chodzi?
- Nie nic… Ja myślałem, że Raul to… A nieważne.
- Wejdziesz? A tak właściwie to skąd masz mój adres?
- Od Alvaro – odpowiedział przekraczając próg jej domu. – Nie chcę ci przeszkadzać. Widzę, że masz zajęcie – dodał widząc stół z mnóstwem kartek i laptopem.
- I tak już kończyłam – odpowiedziała robiąc porządek. – Kawy? Niedawno zaparzyłam.
- Z przyjemnością.
 Eva wręczyła Gonzalowi kubek z kawą i usiadła po turecku na kanapie. Początkowo nie wiedziała, co powiedzieć, ale kiedy chłopak zapytał ją o pracę, język od razu jej się rozplątał. Mieli to szczęście, że ich praca była do siebie bardzo podobna. Obydwoje interesowali się sportem, a zwłaszcza piłką nożną i brak tematów, w ich przypadku, nie był możliwy.
Dziewczyna była pod wrażeniem ostatniego meczu Realu Madryt, w którym pokonali rywali dwa do zera. I była bardzo zachwycona postawą napastnika, który rozegrał bardzo dobre spotkanie. Gonzalo, nieskromnie, przyznał jej rację i podziękował za słowa uznania.
- Spójrz – powiedziała wręczając mu kartkę ze sprawozdaniem meczu dla angielskiej gazety.
Higuain przeczytał kilka linijek i spotkał się z bardzo pochlebnymi słowami na swój temat.
- To miłe. Dziękuję.
- Nie ma za co. To przecież prawda… Gonzalo, następny mecz gracie w niedzielę, tak?
- Tak, a dlaczego pytasz?
- Na piątek zaprosiłam kilku znajomych, żeby uczcić to mieszkanie. Może wpadniesz?
- Poważnie?
- Oczywiście. Nie wyobrażam sobie tej imprezki bez ciebie – powiedziała i uśmiechnęła się do niego uroczo.
- W takim razie nie mam wyjścia – odwzajemnił uśmiech i napił się kawy patrząc jej przy tym prosto w oczy...
____________________________________________________________________________

Kolejny rozdział oddaję w wasze ręce...Będę wdzięczna za szczere opinie. Akcja rozkręca się powoli, ale z czasem będzie coraz ciekawiej.;)

                 Dzisiaj(tzn. u was wczoraj) były losowania na ligę mistrzów. McManam dobrze nawet wylosował Real przeciwko Galastasaray. Niestety Barca ma trudne zadanie, ponieważ przeciwko PSG. Ale naszczęście mają takich napastników jak Messi czy Villa, też już Alba nam coś ostatnio strzela gole. Jednak najbardziej zaciekawi mnie mecz Bayernu przeciw Juventusowi. Nie lubię Bayernu nie będę już tutaj nikogo wyzywała, lecz jestem stanowczo za piłkarzami z Turynu;)

                Niedługo wyjeżdżam z Argentyny, szkoda...Pokochałam to państwo, ale jeszcze kiedyś tu wrócę. Wczoraj byłam na dzielnicy La Boca, to uboga dzielnica w Buenos Aires. Ludzie są naprawdę sympatyczni. Nie patrzą się, że to ktoś obcy z innego państwa, tylko od razu chcą mieć z tobą kontakt, tak jakby szukają nowych przyjaźni. Odwiedziłam stadion River Plate Estadio Monumental Antonio Vespucio Liberti, ponieważ kiedyś tam grał El Pipita. To dzięki nim w 2007 roku znalazł się w Realu Madryt. Ale ludzie są bardziej przywiązani do Boca Juniors, ponieważ tam kiedyś grał ich idol Diego Maradona. To dzisiaj na tyle. Pozdrawiam i do następnego.

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział 2

Eva starała się jak najszybciej dojechać do gmachu budynku stacji telewizyjnej „El Deporte”, gdzie czekał na nią Diego Hernandez – szef. Przez telefon nie powiedział nic konkretnego. Miał wiadomość, ale dobrą czy złą? Jego głos brzmiał dość obojętnie, nie wyrażał żadnych uczuć. Zresztą zawsze tak było, a po tym człowieku można było się spodziewać absolutnie wszystkiego.
Dziewczyna jechała windą na najwyższe piętro budynku. Stąpała z nogi na nogę. Była bardzo zdenerwowana.
Sekretarka pana Hernandeza uśmiechnęła się do niej i delikatnym skinieniem głowy dała znać, że szef już na nią czeka. Eva zapukała w drewniane, masywne drzwi i pchnęła je delikatnie. Diego wstał, poprawił marynarkę i podał dziewczynie dłoń na powitanie. Wskazał fotel naprzeciwko jego biurka, który dziewczyna od razu zajęła.
- Kawy? – zaproponował.
- Nie, dziękuję. Chciał mnie pan widzieć…
- Tak. Cieszę się, że przyjechałaś tak szybko, bo chcę mieć to już z głowy. Spójrz – powiedział i podał dziewczynie niebieski skoroszyt.
- Co to takiego?
- Projekt naszego nowego programu. Generalnie chodzi o cykl wywiadów ze znanymi sportowcami, póki co, głównie z tymi z Realu Madryt. W końcu to nasze rodzime gwiazdy, nie? Rozmowy będą puszczane wieczorami, raz na dwa tygodnie. Wywiady mają być osobiste, pytania o rodzinę, dzieciństwo, ale wszystko bardzo kulturalnie. Atmosfera ma być przyjazna.
- Rozumiem. A co ja mam z tym wspólnego?
- Jak to co? Chcesz to prowadzić,czy nie? W końcu pracujesz u nas już ponad dwa lata i nie mów mi, że codzienne wiadomości sportowe i praca za kulisami naszych najpopularniejszych programów jest dla ciebie szczytem marzeń… Eva, przecież obydwoje wiemy, na co cię stać. Oczywiście wiąże się to z dłuższym czasem pracy, ale przy okazji zarobki ci się zwiększą i będziesz pracować z takimi osobami jak Mourinho, Ronaldo czy Alonso… No nie wiem, jak mam cię jeszcze do tego zachęcić…
- Nie musi mnie pan do niczego zachęcać – powiedziała i podniosła wzrok znad skoroszytu. – Biorę – dodała z promiennym uśmiechem.
- Fantastycznie! Przejrzyj sobie ten projekt i przyjdź do mnie za trzy dni. Wszystko omówimy. A do tego czasu masz urlop. Zajmij się mieszkaniem.
- Ale skąd pan wie?
- Tutaj wiadomości szybko się rozchodzą – uśmiechnął się i wstał, aby pożegnać pracownicę. – Bardzo się cieszę, że się zgodziłaś.
- A ja się cieszę, że pan o mnie pomyślał. Dziękuję. Do widzenia.
- Do zobaczenia.
Rozradowana Eva wyszła z budynku i nie mogła uwierzyć w to, co się przed chwilą wydarzyło. Miała swój własny program! Wszystko trzymała teraz w swoim rękach – dosłownie. Spojrzała na skoroszyt dzierżony w dłoniach i ruszyła do samochodu, który zawiózł ją wprost do rodzinnego domu.

Na drugi dzień Eva zadzwoniła do Carlotty, aby podzielić się z nią radosną nowiną. Przyjaciółka była wniebowzięta i zachwycona nowym programem i powodzeniem Evy.
- Super! To naprawdę świetna wiadomość – mówiła. – Może przeprowadzisz wywiad z moim kochanym braciszkiem – zaśmiała się.
Carlotta Arbeloa była młodszą siostrą znanego hiszpańskiego obrońcy – Alvaro – który na co dzień grał właśnie w Realu Madryt.
- Musimy to uczcić – kontynuowała brunetka. – Dziś wieczorem?
- Świetnie.
- Spotkajmy się w Cafe Comercial.
- Przyjechać po ciebie?
- Nie, Alvaro mnie podwiezie.
- Ok, to do zobaczenia o ósmej.
- Siemka!
Eva była zachwycona pomysłem uczczenia jej sukcesu. Pierwszy raz świętowała coś takiego i wydawało się jej, że to początek nowego rozdziału jej życia Program, mieszkanie… Być może jeszcze coś ekscytującego ją spotka.
Ale zanim wieczorem wybierze się na imprezę, to musi pojechać do agencji nieruchomości załatwić wszystkie formalności, podpisać umowę i odebrać klucze do swojego nowego domu!
- Niech się dobrze mieszka – powiedział Miguel Munioz wręczając jej klucz.
- Dziękuję. Bardzo dziękuję.
- To moja praca. Wszystkiego dobrego – pożegnał się i odprowadził dziewczynę do drzwi.
Teraz już nic nie mogło stanąć jej na przeszkodzie do owocnego świętowania. Miała ochotę na miłe spotkanie w towarzystwie przyjaciółki i lampkę bardzo dobrego wina. Raz na jakiś czas można zaszaleć!
Eva założyła na siebie jasne rurki, białą bokserkę i niebieskie szpilki. Do tego dobrała bardzo skromną i delikatną biżuterię oraz niewielką torebkę, którą przewiesiła przez ramię.Włosy delikatnie opuściła na ramiona, a usta przeciągnęła przezroczystym błyszczykiem. Ostatni raz spojrzała w lustro i kiedy zatwierdziła swój wygląd, wyszła z domu żegnając się z rodzicami.
Pod Cafe Comercial pojawiła się z dziesięciominutowym opóźnieniem, ale kiedy już zbliżała się do baru dostrzegła, że Carla nie jest sama. Im bliżej podchodziła do niej, tym lepiej widziała, że to Alvaro i Gonzalo Higuain – napastnik Realu Madryt i argentyńskiej reprezentacji.
- Przepraszam za spóźnienie – powiedziała Eva próbując uspokoić oddech. – Miałam problemy z zaparkowaniem.
- Nic nie szkodzi, dzisiaj wolno ci wszystko – zażartowała Carlotta.
- Cześć, Alvaro. – Eva bardzo lubiła starszego brata swojej przyjaciółki. W dzieciństwie byli dla siebie bardzo bliscy, jednak z czasem, kiedy chłopak zaczął coraz bardziej angażować się w piłkę nożną, co wiązało się z częstymi podróżami i przeprowadzkami, ich kontakt nieco osłabł. Jednak nadal zdarzało się, że Eva spotykała go podczas pracy.
- Cześć. Gratuluję programu.
- Dziękuję.
- A tak w ogóle, to wy się chyba nie znacie – powiedział spoglądając na swojego przyjaciela.
- Jestem Gonzalo. – Chłopak wyciągnął dłoń w stronę dziewczyny.
- Wiem, kim jesteś – odpowiedziała z uśmiechem. – Eva.
- Miło poznać. I oczywiście przyłączam się do gratulacji.
- Bardzo dziękuję. 
- No dobra dziewczyny… Odwiozłem Carlę, żeby mieć święty spokój, a teraz spadamy. Bawcie się dobrze. – Alvaro pocałował siostrę i Evę w policzek i wyminął je zmierzając do samochodu.
- Poczekajcie… Jeśli macie czas to może się do nas przyłączycie – zaproponowała Eva. – Jest piątek, a o towarzystwo proszą was dwie piękne kobiety – powiedziała z zalotnym uśmiechem i trzepocząc rzęsami dla żartu.
- Właśnie, braciszku. Nie dajcie się prosić. Będzie fajnie.
Panowie wymienili między sobą porozumiewawcze spojrzenia. Po chwili namysłu obydwaj skinęli twierdząco głową i razem z dziewczętami weszli do pubu.
- Zamawiajcie – rzekła Eva. – Dzisiaj wszystko na mój koszt.
- Szalona dziewczyno, bo pójdziesz z torbami – zaśmiał się Alvaro.
- Nie ważne. Dzisiaj opijamy mój sukces! – Eva wzniosła do góry swoją szklankę z drinkiem i jednym haustem wypiła całą jej zawartość.
Jej towarzysze zrobili wielkie oczy, ponieważ nie spodziewali się aż takiego szaleństwa z jej strony, ale zawtórowali jej i później pili już bez większych przeszkód. 
- A jakby tego było mało… – dodała i nerwowo zaczęła przeszukiwać zawartość swojej torebki. Po chwili wyjęła z niej mały, srebrny przedmiot i pokazała go znajomym.
- Co to?
- Klucze do mojego nowego mieszkania!
- Nie! – Carlotta nie mogła uwierzyć własnym oczom. – Poważnie? Ludzie, jak super – cieszyła się i w przypływie ekstazy rzuciła się na przyjaciółkę z buziakami i uściskami.
- No to trzeba to uczcić. – Alvaro zamówił kolejną kolejkę i tym razem poprosił kelnerkę, aby butelkę z wódką zostawiła na stole. Nie wiedział jakie jeszcze niespodzianki zostały dla nich przygotowane i wolał się zabezpieczyć na przyszłość.
- I już teraz zapraszam was na parapetówę! Ciebie także, Gonzalo.
- Dzięki, to miło z twojej strony.
- Za Evę! – Carlotta wzniosła szklankę do góry i podobnie jak brunetka, jednym duszkiem wypiła całą jej zawartość.
Spotkanie przerodziło się w imprezę z prawdziwego zdarzenia. Alkohol lał się strumieniami, dziewczyny śmiały się w niebogłosy i tańczyły z każdym napotkanym mężczyzną, nawet na barze. Im później się robiło, tym więcej ludzi wiedziało, że one tam są i że się dobrze bawią. Nikt nie mógł przejść obok nich obojętnie. Alvaro i Gonzalo zachowywali się nieco spokojniej, ponieważ woleli uniknąć skandali, które mogłyby wybuchnąć następnego dnia w gazetach. Kiedy ludzie zaczęli ich rozpoznawać, musieli się wynieść.
- Nie, proszę was – mówiła Eva. – Przecież dobrze się bawicie.
- Świetnie, ale zrozum kochana, że nie możemy przesadzać – tłumaczył Alvaro. – Jeszcze kiedyś się pobawimy.
- To zmieńmy lokal – zaproponowała Carla. – Jedźmy do twojego mieszkania.
- Ono jest całkiem puste.
- To może u mnie – odezwał się Higuain.
I w ten oto sposób cała zabawa przenosiła się do mieszkania Gonzala. Mieli tam spokój i bez problemów mogli w dalszym ciągu świętować najpiękniejszy dzień w życiu Evy.
- Ja już nie dam rady – mówiła Eva ledwo trzymając się na nogach. Kiedy spostrzegła, że jej przyjaciółka śpi już rozłożona na kanapie, z wrażenia aż się wywróciła.
- Ej, spokojnie – zaśmiał się Gonzalo i dźwignął ją z podłogi. – Chodź, położysz się – dodał i zaprowadził ją do sypialni. Jak tylko spoczęła na łóżku to usnęła niczym aniołek. Nakrył ją kołdrą i wrócił do pijanego Alvaro.
- Wiesz stary… Ta Eva to niesamowita laska – powiedział obrońca Realu Madryt. Był zalany w trupa i prawdopodobnie już nie zdawał sobie sprawy z tego, gdzie jest i co robi. –Kiedyś z nią chodziłem, ale nie wyszło… A szkoda, bo bylibyśmy świetną parą. Takiej dziewczyny to ze świecą szukać.
- A ma teraz kogoś?
- Nie wiem, ale myślę, że jakby ktoś był, to z nim by świętowała, a nie z nami. Pipita(to jego przydomek), a powiedz mi tak właściwie… Dlaczego ty jesteś sam, co? Możesz mieć każdą!
- Nie chcę każdej. Chcę tą jedyną, wyjątkową…
- Oj Pipita – powiedział ziewając i opierając głowę na oparciu kanapy. – Ty to jesteś…
Kiedy napastnik zobaczył, że jego przyjaciel zasnął, uśmiechnął się sam do siebie. Nakrył gości śpiących na jego kanapie kocami, a sam położył się w sypialni obok Evy. 
_________________________________________________________________________
Hej kochane co tam u was? U mnie wszystko ok. Bardzo się cieszę, że się podoba rozdział. Jestem trochę wkurzona, ponieważ wczoraj Arsenal niestety nie przeszedł do ćwierćfinału LM,no nie mogli jeszcze jednego gola strzelić?! Ale na szczęście Barca wygrała 4:0. Ale super! Kocham Messiego za te jego dwa gole ;D.  Muszę się pochwalić, ponieważ jestem w Argentynie u mojej ciotki, która mieszka w Buenos Aires. Jest jeszcze fiesta, z okazji wybrania nowego papieża. Nie wiem czy będę wogóle spała? Dopiero jest 22. Pokochałam to państwo, za tą jego kulturę, oraz także miłość do sportu. Więcej wam opowiem w kolejnym rozdziale, to narazie.