poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 9

Impreza z szefem była dla Evy ponad jej możliwości, dlatego zwinnie się z tego wymigała. Wolała skupić całą swoją energię na walce o Miguela. Carlotta nie była zadowolona i bardzo zezłościła się na przyjaciółkę, bo wszelkie jej starania poszły na marne, jednak brunetka nie przejęła się tym, bo wiedziała, że Carla jej to wybaczy. Zresztą uważała, że Antonio będzie tylko kolejnym chłopakiem, którego rzuci po kilku tygodniach. I wówczas wszystko wróci do normy.
Albo i nie! Dopiero teraz Eva uświadomiła sobie, że jak związek jej szefa i przyjaciółki nie wypali, to Antonio będzie mógł się na niej mścić w pracy. A wszystko przez kochliwość Carlotty. Jednak postanowiła nie martwić się na zapas i poczekać na rozwój wydarzeń. Jeśli ich spotkanie na neutralnym gruncie rzeczywiście będzie potrzebne, to wówczas się na nie zgodzi.
Eva wyszła na spacer z Raulem. Korzystała z ostatniej wolnej chwili sobotniego dnia, ponieważ za kilka godzin musiała jechać do studia na nagranie programu z kontuzjowanym Estebanem Granero. Pogoda była rewelacyjna i sprzyjała długim spacerom z psem. Czworonóg był zachwycony, ponieważ uwielbiał zabawy ze swoją panią. Ona także to lubiła, ponieważ ruch dobrze jej służył. Zawsze wtedy otwierał jej się umysł i wpadała na świetne pomysły, które wykorzystywała w pracy.
- Raul! Łap! – krzyknęła i rzuciła grubym patykiem w stronę wielkiego dębu, który rósł na środku niewielkiej polanki w parku. Pies z zawrotną prędkością pobiegł w tamtą stronę. Eva bacznie mu się przypatrywała i śmiała się, kiedy Raul niemalże nie wpadł na konar drzewa.
Nagle pies wyrzucił patyk, który trzymał w pysku i schował się za drzewem. Eva pomyślała, że znalazł tam jakieś stare kości, które wyrzucił jakiś bezdomny, dlatego szybko pobiegła w tamtą stronę chcąc uchronić psa przez zatruciem pokarmowym lub inną okropną chorobą.
Kiedy zajrzała za drzewo ujrzała Raula liżącego po twarzy małego brązowowłosego chłopczyka. Dziecko siedziało skulone, wyglądało na zaniedbane i przestraszone. Dopiero, kiedy pies zaczął przytulać się do chłopca, na jego twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech. Eva była w szoku, ponieważ zdawało jej się, że przed oczyma widzi Miguela. Kilkakrotnie Gonzalo pokazywał jej zdjęcia, na których byli razem, i dziewczyna była pewna, że to właśnie synek jej ukochanego.
Przykucnęła obok chłopczyka i zapytała go delikatnym, wzbudzającym sympatię głosem:
- Cześć – uśmiechnęła się – ja cię chyba znam. Jesteś Miguel?
- Tak. – Chłopiec spojrzał na brunetkę dużymi, zeszklonymi oczami. – Skąd pani wie?
- Nazywam się Eva. Jestem przyjaciółką twojego taty – Gonzala. Co ci się stało? Dlaczego siedzisz tutaj sam? Gdzie twoja mama?
- Do mamy przyszedł kolega. I on wyrzucił mnie za drzwi, bo musiał porozmawiać z mamusią. Nie chciałem, ale popchnął mnie i spadłem ze schodów.
- Właśnie widzę, że jesteś cały poobijany. Chodź, odprowadzę cię do domu, bo mama na pewno się o ciebie martwi.
- Nie, ja nie chcę. Niech mnie pani zabierze do taty.
- Tata wyjechał na mecz do innego miasta. Wróci dopiero jutro. Musisz iść do domu. Chodź – powiedziała wstając i wyciągając do niego rękę.
- Ja nie chcę – rzekł chłopiec i rozpłakał się. Evie zrobiło się strasznie żal Miguela, ale nie wiedziała, co innego może zrobić. W końcu postanowiła zabrać go do siebie.
- No dobrze. W takim razie pójdziemy do mnie, ok? Zadzwonimy do taty i potem pomyślimy co dalej. Może być?
- Tak. A da mi pani coś do zjedzenia? – zapytał z oczyma pełnymi nadziei.
- Oczywiście, że ci dam. Nie płacz już, chodź idziemy.
Chłopiec jedną ręką kurczowo trzymał się Evy, a drugą złapał Raula za obrożę i prowadził go aż do samego domu. Kiedy tylko przekroczyli próg, Eva posłała Miguela do łazienki, aby przemyć wodą jego zadrapania po upadku, a potem zrobiła jajecznicę. W czasie, kiedy chłopiec jadł, wykręciła numer do Higuaina.
- Halo? – powiedział zachrypniętym głosem mężczyzna.
- Gonzalo , słuchaj… Porobiło się.
- Co się dzieje?
- Miguel jest u mnie.
- Co?
- Byłam w parku i Raul znalazł go siedzącego pod drzewem. Był brudny, zadrapany i głodny, cały czas płakał. Powiedział, że kolega Raquel, pewnie jej kolejny kochanek, wyrzucił go za drzwi, a kiedy się postawił to wypchnął go na tyle mocno, że spadł ze schodów na klatce. Mały nie chciał wracać do domu, więc przyprowadziłam go do siebie. Co ja mam teraz zrobić? Mam dzisiaj nagranie.
- Co za szmata! Jakbym ją teraz zobaczył to nie wiem, co bym mu zrobił… Zaraz do niej zadzwonię i powiem, że mały jest bezpieczny. Może zostać u ciebie do jutra?
- Oczywiście, ale idę niedługo do studia. Nie mogę zostawić go samego w domu.
- Kurczę… A może Carla by się nim zajęła przez dwie godzinki…
- Nie wiem, dobra, coś wymyślę. O nic się nie martw, skup się na grze. Najważniejsze, że Miguel jest bezpieczny.
- Gdyby nie ty, to ja nie wiem, co by się z nim stało w tym parku. Przecież on ma dopiero cztery latka!
- Gonzalo, nie myśl o tym teraz. Za dwie godziny masz mecz, skup się na nim. Ja się zajmę Miguelem. Zobaczymy się jutro i pomyślimy co dalej, ok?
- Jasne. Dziękuję ci za wszystko.
- Nie ma za co. Dam ci go do telefonu, uspokój go jakoś.
- Dobra.
Podczas gdy Higuain rozmawiał ze swoim synkiem, Eva poszła do sypialni, aby przebrać się w czarną garsonkę, którą wybrała sobie na dzisiejszy wieczór. Szybko podkręciła włosy lokówką i nałożyła na twarz naturalny makijaż. Wchodząc do kuchni zobaczyła jak Miguel bawi się z Raulem zabawkami.
- Wszystko zjadłeś?
- Tak. Było bardzo dobre.
- Świetnie. Posłuchaj – powiedziała klękając naprzeciwko chłopca – ja muszę iść do pracy, ale nie mogę zostawić cię tu samego. Pojedziemy do mojej mamy, która zajmie się tobą przez ten czas. Wrócę po ciebie jak skończę, dobrze?
Chłopiec przytaknął energicznie głową.
- A Raul też jedzie?
- Raul…? Hm… No dobrze, niech będzie – powiedziała. – Ale musimy się już zbierać. Zakładaj bluzę i idziemy.

Onelia i Juan Parendes byli bardzo zaskoczeni nagłym telefonem od córki i niecodzienną prośbą, którą im złożyła. Jednak, kiedy Eva wyjaśniła im całą zaistniałą sytuację, bez słowa sprzeciwu zgodzili się zająć chłopcem.
- Jest późny wieczór, więc powinien niedługo zasnąć – powiedziała głaskając go po główce i odgarniając niesforne kosmyki włosów z czoła. – Raul niech leży gdzieś obok, bo mały lubi jego towarzystwo. Przyjadę jak tylko skończę nagranie.
- Nie śpiesz się, kochanie. Zajmiemy się nim.
- Będziemy się świetnie bawić, no nie? Zaraz Real gra mecz, pooglądamy tatusia – zaśmiał się Juan i puścił oczko do chłopca.
- Bardzo wam dziękuję. No to lecę, bo się spóźnię. – Eva ucałowała rodziców, poczym powiedziała do chłopca. – Bądź grzeczny i o nic się nie martw. Będę za trzy godziny.
Podczas wywiadu z Estebanem Granero, Eva starała się skupić na pracy, jednak było to bardzo trudne. Wydarzenia dzisiejszego dnia sprawiły, że każdy człowiek miałby niemały mętlik w głowie. Nigdy nie przypuszczałaby, że pozna Miguela w takich okolicznościach. Jednak z drugiej strony cieszyła się, bo dzięki temu synek Higuaina będzie od teraz wiedział, że Eva jest skłonna do pomocy i będzie mu się dobrze kojarzyć. Biorąc pod uwagę walkę o synka, jego dobre relacje z partnerką ojca są niezwykle ważne – zwłaszcza w oczach sądu.
Kiedy wywiad się kończył Eva szybko wybiegła z budynku telewizji „El Deporte” i ruszyła w kierunku swojego rodzinnego domu. W międzyczasie zadzwoniła do Gonzala i powiedziała mu, że zostawiła Miguela u rodziców. Mężczyzna był jej niezwykle wdzięczny i chwalił jej zaradność. Zapowiedział odwiedziny z samego rana, ponieważ chciał porozmawiać z synkiem oraz ukochaną.
- Nie wiem, co powiedzieć – rzekł napastnik, kiedy zjawił się o poranku w domu Evy. Miguel jeszcze smacznie spał, więc postanowił go nie budzić. Usiadł z Evą przy niewielkim kuchennym stoliku i jadł śniadanie. – Dzwoniłem do Raquel wczoraj, ale ona w ogóle nie była zmartwiona faktem, że dziecko zniknęło. Chyba była zalana w trupa.
- Może to jest odpowiedni moment, aby to zgłosić na policję? Mały był zaniedbany, poturbowany… Ile jeszcze ma tak cierpieć?
- Masz rację. Dzisiaj niedziela, więc niewiele zdziałam, ale zajmę się tym jutro z samego rana. Pojadę do sądu rodzinnego zapytam o wszystkie formalności i tak dalej…
- Jakbyś potrzebował pomocy to wiedz, że jestem.
- Dziękuję ci, jesteś aniołem.
- Wiesz jak się wczoraj wystraszyłam – zaśmiała się. – Nigdy nie miałam styczności z dziećmi, a zwłaszcza w takiej sytuacji. Ale na szczęście Raul okazał się dobrym pomocnikiem.
- Coraz bardziej lubię tego twojego psa. Chyba kupię mu jakąś wielką kość w podzięce – rzekł i uśmiechnął się pierwszy raz od swojego przyjazdu.
- Tata! – Miguel od razu pobiegł w stronę swojego ojca.
- Siema, bohaterze! – Mężczyzna chwycił synka pod boki i uniósł go do góry tak, że niemalże dotykał sufitu. – Jak się spało?
- Dobrze. 


- Witaj – powiedział Gonzalo  i pocałował ukochaną. Dziewczyna czekała na niego i jego synka w jednej z madryckich lodziarni w poniedziałkowe popołudnie.
- Cześć Eva!
- No cześć, chłopaki. Siadajcie.
- Zamówiłaś coś już?
- Tak, dla nas zamówiłam po kawie, a Miguelowi lody czekoladowe. Mam nadzieję, że lubisz…
- Bardzo!
- Miguel, popatrz – rzekł napstnik i palcem wskazał duże akwarium. – Idź pooglądaj sobie rybki.
Chłopiec zwinnie zeskoczył z krzesła i pobiegł we wskazane miejsce.
- Jak spotkanie z adwokatem? – zapytała Eva.
- Bardzo fajny facet. Powiedział, że z moich opowieści wynika, że Raquel nie jest dobrą matką, więc ograniczenie jej praw rodzicielskich nie powinno być trudne. Tym bardziej, że mamy dowody na to, że to nieodpowiedzialna kobieta.
- No to świetnie!
- Powiedziałem mu, że obawiam się tego, że Raquel może zabrać mi dziecko podczas jakiegoś spotkania. Odparł, że zawsze można spróbować odebrać jej prawa całkowicie.
- To rewelacyjna wiadomość! Dlaczego się nie cieszysz?
- Adwokat uprzedził mnie, że sędziowie są bardzo wyczuleni na takie sprawy. Biorą pod uwagę dużo innych szczegółów. Stwierdził, że mój zawód, ciągły brak czasu i stan cywilny może wpłynąć negatywnie na obrót całej sprawy, a już na pewno znacząco ją wydłuży.Wiesz… Facet ze stałą partnerką, żoną, wygląda lepiej w oczach ludzi niż kawaler samotnie wychowujący małe dziecko. Zwłaszcza, kiedy ten facet w dodatku jest piłkarzem.
- Rozumiem – odparła smutno brunetka. Nie rozumiała, dlaczego życie tak bardzo im się komplikuje. Dlaczego teraz, kiedy wszystko szło tak dobrze. Wydawało się, że odebranie Raquel dziecka będzie łatwizną, a tymczasem kłody rzucane były im pod nogi. Obydwoje chcieli załatwić tą sprawę szybko, ale w tej sytuacji…
Nie było innego wyjścia. Eva to wiedziała, rozumiała i całkowicie popierała. Po chwili namysłu powiedziała:
- Gonzalo… W takim razie pobierzmy się.
- Co? Ale ja przecież nie dlatego ci o tym powiedziałem.
- Wiem – odpowiedziała z uśmiechem. – Pragnę zostać twoją żoną i jeśli ty chcesz zostać moim mężem to niema na co czekać. Co to za różnica, czy zrobimy to teraz czy za rok, czy dwa…
- Jesteś tego pewna?
- Jak niczego innego na świecie. No oświadczysz mi się w końcu? – zaśmiała się.
Gonzalo sięgnął do swoich kieszeni, ale nie wyczuł nic, co przypominałoby pierścionek. Zrobiło mu się głupio, no ale Eva chyba nie oczekiwała, że nosi przy sobie damską biżuterię. Bywał przezorny, ale bez przesady.
Nagle w jego oczy rzucił się automat dla dzieci z różnymi drobiazgami – kauczukami, małymi zabawkami i pierścionkami właśnie. Podbiegł do niego i modląc się, aby wypadła właściwa kulka, wrzucił do automatu monetę. Chwilę później trzymał w dłoni pudełeczko z pierścionkiem z plastiku.
Uklęknął przed Evą zwracając na siebie uwagę pozostałych klientów i pracowników kawiarni. Zapewne wszyscy go rozpoznali, więc wzbudził nie lada sensację. O dziwo nikt nie wyciągnął z kieszeni telefonu z aparatem i nie robił zdjęć. Widocznie na świecie istnieli jeszcze przyzwoici ludzie, którzy potrafili uszanować prywatność gwiazd.
- Evo Parendes – powiedział – czy zechcesz zostać moją żoną?
- Tak – odpowiedziała z uśmiechem i pozwoliła, aby Gonzalo wsunął jej na palec pierścionek. Zaraz potem rzuciła się na niego i mocno uściskała. Ludzie zebrani w kawiarni zaczęli bić brawo.
- Tato, co się tutaj dzieje? – zapytał Miguel, który nagle pojawił się obok narzeczonych.
- Siadaj, musimy porozmawiać jak mężczyźni. Powiedz mi, czy lubisz Evę?
- Nawet bardzo.
- A co byś powiedział na to, jakby zamieszkała z nami, kiedy już będziesz mój? To znaczy, kiedy zostaniesz ze mną, a nie z mamą.
- Byłoby super! A Raul też z nami zamieszka?
- O rzesz! Zapomniałem o tym psie – zaśmiał się Higuain.
- Zdaje mi się, że Raul jest bardziej pożądany w twoim domu niż ja – zawtórowała mu. – Ale wiesz, że to transakcja wiązana… Bez niego się nie ruszam, więc zastanów się. Daję ci jeszcze szansę na wycofanie się.
- Raul też – odpowiedział synkowi jednocześnie puszczając Evie oczko.
- Super!

- Eva, nienawidzę cię, wiesz – powiedziała Carlotta chwytając za kubek z kawą i siadając przy kuchennym stole w mieszkaniu przyjaciółki. – Najpierw dziecko, teraz ślub… To chyba powinno być odwrotnie, ale w końcu jesteśmy nowoczesnymi kobietami, ale nie ważne! Powiedz mi, jak ty to robisz?
- Sama nie wiem – odpowiedziała siadając naprzeciwko niej. – To się po prostu dzieje.
- Twoje życie musi być bajeczne!
- Bez przesady. Przydałoby się kilka poprawek – zaśmiała się. – Przede wszystkim chciałam pomóc Gonzalowi i Miguelowi, a jeśli sama na tym skorzystam, to…
- Och, jesteś nikczemna! Żerujesz na tych biednych chłopakach! Chcesz zaciągnąć biednego Gonzalka przed ołtarz!
- To będzie ślub cywilny, bez wielkiej bomby. Obydwoje lubimy minimalizm. Dzięki temu ślubowi aż trzy osoby będą szczęśliwsze niż dotychczas, więc dlaczego nie.
- Zapomniałaś o swoich rodzicach.
- No tak… Pięć! Muszę im o tym powiedzieć…
- A kiedy ten ślub?
- Gonzalo pojechał dzisiaj do urzędu stanu cywilnego, aby sprawdzić terminy. Interesuje nas najwcześniejszy. Wiesz, chcemy szybko załatwić sprawę, aby Miguel mógł być z nami…
- Zamieszkasz z Higuainem?
- Prawdopodobnie. Trochę szkoda, bo niedawno się tutaj wprowadziłam i zdążyłam polubić to mieszkanie, ale czego się nie robi dla miłości – zaśmiała się. – Dam ogłoszenie, wynajmę je komuś.
- Może mi?
- A chciałabyś?
- Pewnie. Chyba już czas, aby się usamodzielnić i pożegnać z rodzicami. Pracuję, więc miałabym kasę na utrzymanie.
- W takim razie rozważę twoją kandydaturę.
Nagle Eva usłyszała dźwięk swojego telefonu komórkowego. Spojrzała na wyświetlacz i zobaczyła roześmiane zdjęcie Gonzala.
- Słucham cię, najdroższy – powiedziała na wstępie.
~ Eva, zaklepałem nam termin ślubu.
- Wow! Na kiedy?
~ Piątek.
- Piątek?! Gonzalo , przecież to za trzy dni! Nie zdążymy!
~ Damy radę. Znajdź sobie sukienkę, resztę zajmę się ja.
- Ciekawe jak, przecież sam nie masz czasu. Gonzalo , wiem, że zależało nam na czasie, ale myślałam, że będziemy mieli chociaż dwa tygodnie…
~ A po co czekać? Sama mówiłaś, że to bez różnicy czy zrobimy to teraz, czy później.
- Ale Gonzaloo…
~ Nie martw się. Weź Carlottę i znajdźcie odpowiednią sukienkę. Muszę kończyć, bo idę z Miguelem po garnitur. Do wieczora! Pa!
- On jest szalony – powiedziała Eva do przyjaciółki po zakończeniu rozmowy z napastnikiem. – Masz jutro czas, muszę kupić sukienkę na ślub.
- A kiedy on?
- W piątek. 
______________________________________________________________________________

 Cześć !!!!
Bardzo chciałabym was przeprosić, ponieważ baaaaaaaardzo długo mnie nie było :\ Ale w komputerze zniknął mi folder z rozdziałami do tego opowiadania i nie mogłam go nigdzie znaleźć ale na pewno moi młodsi bracia go usunęli przez przypadek :\ Jeszcze do tego nie miałam weny i było ciężko. Ale teraz oficjalnie powracam i mam nadzieję, że z nowym opowiadaniem :) Niestety za tydzień już Epilog ;( Ale to trochę dobrze bo opowiadanie bardzo długo się ciągnęło. Obiecuję, że wyruszę z nowym opowiadaniem. Pozdrawiam i pa ;D

2 komentarze:

  1. Hej hej!
    Pamiętam Ciebie i Twojego bloga, tylko gdzieś mi się zapodział, a Ty sama uciekłaś na tak długo. Obiecuję, że rozdział przeczytam, jak będę miała trochę czasu. :P
    A ja się przeniosłam z blooga na blogspota, więc szukaj mnie już wyłącznie pod tym adresem.
    kam-ci-a z kam-ci-a.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. O nieee! Zły blogger nie zapisał mojego komentarza. Co za smuteczek! :<
    Chciałam Ci napisać, że Twoje opowiadanie wyryło mi się w pamięci i nie musiałam sobie go długo przypominać. I też, że bardzo dobrze piszesz. Prawie nie mam się, do czego przyczepić. Prawie... :P hahah W rozmowie Evy z Gonzalem było okropnie dużo okropnie długich zdań i troszkę mało określeń, kto co mówi. Ale to taka mało ważna rzecz.
    - To kiedy ślub?
    - Za trzy dni.
    - O... Aha... Dobrze, że nam powiedziałaś, córko.
    Mniej więcej tak sobie wyobrażam reakcję jej rodziców, bo wypadałoby im powiedzieć. Jakby nie patrzeć, trochę szybko. Eva musi go jakoś baaardzo kochać. xd
    Nowe spojrzenie na moją opowieść mile widziane, byle zacząć od pierwszego rozdziału. Trzymam Cię za słowo z nowym opowiadaniem, skoro te kończy się tak szybko (to TYLKO 9 rozdziałów!). :]

    OdpowiedzUsuń