środa, 1 maja 2013

Rozdział 8

Na świecie były pewne dwie rzeczy – dobro i zło. A w życiu Evy pewna była tylko jedna rzecz, stała, niezmienna i nie wiadomo jak bardzo by nie chciała – prawdziwa. Jej najukochańszy, jedyny i niepowtarzalny mężczyzna, który miał zostać jej mężem, miał stać i tkwić przy niej do końca życia, był ojcem dziecka, które zrobił prostytutce. Evie nie mieściło się to w głowie.
Kiedy zobaczyła go po raz pierwszy z Raquel spodziewała się złych wiadomości, posądzała o zdradę, oszustwa. Jak dowiedziała się, że przespał się z nią cztery lata temu, z serca spadł jej kamień, ale wówczas nie znała całej prawdy do końca. Nie wiedziała o dziecku, które całkowicie zmieniało postać rzeczy.
Bo jak pozbawić ojca dziecka? No jak?
Eva była załamana i nie chciała widzieć Gonzala na oczy. Chłopak wytłumaczył jej wszystko, ale do niej nie trafiały żadne argumenty. Nie potrafiła mu tego wybaczyć. Dziecko to nie przelewki – to odpowiedzialność, brak czasu itd. Lubiła dzieci, nawet bardzo. Sama chciała mieć co najmniej dwójkę swoich, ale… Trudno opisać to, co działo się wówczas w jej głowie.
Przez ponad tydzień nie miała żadnego kontaktu z ukochanym. Obydwoje potrzebowali czasu, aby przyswoić sobie ostatnie wydarzenia i znaleźć jakieś rozsądne wyjście, które zadowoli zarówno Gonzala jak i Evę. Przez ten czas dziewczyna była totalnie wytrącona z życia realnego. Stała się zapominalska i nieobecna w wielu sytuacjach. Straciła na tym tylko jej praca, ponieważ nie potrafiła poprawnie sklejać zdań na wizji, przez co ostatni wywiad z Karimem Benzemą był totalną klapą.
Także kontakty międzyludzkie stały się dla niej trudniejsze niż zazwyczaj. Unikała ludzi, a jedyną osobą, z którą potrafiła rozmawiać była oczywiście Carlotta. Przyjaciółka tkwiła przy Evie za każdym razem, kiedy ta tego potrzebowała. Była wspaniałą pocieszycielką i doradczynią, pomimo swojego zwariowanego temperamentu.
Po długich dwóch tygodniach brunetka postanowiła wziąć się w garść i popracować nad sobą. Znalazła wspaniały sposób na rozładowanie negatywnych emocji i zapomnienie o wszystkim. Ze słuchawkami na uszach i Raulem, każdego ranka wybierała się na długi jogging. Dzięki temu miała czas, aby uświadomić sobie, że teraz praca powinna być dla niej najważniejsza. Sprawa z Gonzalem sama się jakoś rozwiąże, a ona zdobędzie się na poważną rozmowę z ukochanym wówczas, kiedy będzie czuła się pewnie.
Takie myślenie powiodło się i Eva szybko wróciła na poprawne tory. Kolejny wywiad nie był idealny, aczkolwiek był o niebo lepszy od poprzedniego, za który dostała potworny ochrzan od przełożonych.
- Nic się nie przejmuj. Nie było najgorzej – powiedział Xabi Alonso, pomocnik Realu po zejściu z anteny.
- Nie pocieszaj mnie, bo to nic nie da. Wiem jak było.
- Słuchaj… Mam coś dla ciebie. – Mężczyzna wyciągnął z wewnętrznej kieszeni swojej marynarki białą kopertę. – Gonzalo prosił, abym ci to przekazał.
Eva wahała się przez chwilę, bo nie była pewna, czy jest gotowa na to, co tam może wyczytać. Mimo wszystko wzięła list bez słowa i schowała go do torebki.

Eva siedziała w ciszy na kanapie w swoim mieszkaniu. Na stoliku przed nią stał kubek z którego wydobywała się gorąca para, pod stopami miała ciepłe ciało swojego owczarka, który odkąd pojawiła się w domu miał bardzo smutne oczy. W dłoni dzierżyła białą kopertę, którą dostała od Xabiego. Obejrzała ją bardzo dokładnie z każdej strony. Była idealnie biała, nie zagnieciona, była po prostu idealna – tak jak Gonzalo. Był perfekcjonistą i zawsze otaczał się ogólnym ładem i porządkiem. Dla roztargnionej i szalonej Evy był doskonałą przeciwwagą.
Dziewczyna spojrzała na wyraz napisany na kopercie. Równe literki układały się w spójny napis – Eva. Brunetka delikatnie przejechała po nim palcami, wyobrażając sobie rozdygotaną rękę Gonzala, która to pisała. Bicie swojego serca słyszała niemalże w uszach. Była bardzo zdenerwowana. Czuła, że zawartość koperty może ją poruszyć, wzruszyć i zmiękczyć. Mimo wszystko zdecydowała się na to. Niewiedza i niepewność nie pozwoliły jej na długą zwłokę. Nigdy nie należała do osób cierpliwych.
Zwinnie rozkleiła kopertę i wyciągnęła z niej list, pisany pięknymi literami. Wzięła głęboki wdech i zaczęła czytać:

Kochana, Evo…
Całkowicie rozumiem Twoje zmieszanie i dezorientację. Całkowicie także akceptuję nienawiść, którą mnie obdarzyłaś po naszym ostatnim spotkaniu – zasłużyłem sobie na to. Nie jestem godny, aby być adresatem Twoich uczuć i zrozumiem jeśli nie zechcesz mnie nigdy więcej zobaczyć.
Mimo wszystko postanowiłem napisać do Ciebie ten list, aby wszystko Ci wyjaśnić. Przepraszam, że wybrałem tę drogę, ale nie odbierałaś moich telefonów. Nie zaznam spokoju dopóki nie poznasz wszystkich szczegółów tego gówna, w które się wpakowałem.
Mój synek ma cztery latka, nazywa się Miguel. Bardzo go kocham, bo to moje pierwsze i jedyne dziecko. Jest dla mnie najważniejszy. I niestety moja miłość do niego okazała się największym problem, ponieważ Raquel zwinnie ją wykorzystuje przeciwko mnie. Muszę bardzo długo zabiegać o kolejne spotkania, moje telefony do niego są ograniczane, płacę duże pieniądze w zamian za możliwość kontaktu z Miguelem. Jednak jestem notorycznie oszukiwany, ponieważ Raquel zależy tylko na mojej kasie.
Zastanawiasz się zapewne, dlaczego czegoś z tym nie zrobię, nie pójdę na policję, sądu, dlaczego nie podejmę odpowiednich kroków dziania, aby synek był ze mną, a nie z matką prostytutką i oszustką. To bardzo proste… Raquel jest perfidna i mnie szantażuje. Nie jest to żadna wymówka, aby wybielić siebie w Twoich oczach. Niestety to jest prawda. Znasz mnie już jakiś czas i zapewne wiesz, że tak samo jak rodzina, ważna jest dla mnie piłka. Nie lubię medialnego szumu wokół mojej osoby i wyobrażam sobie jakie piekło rozpętałoby się po wiadomości, że Gonzalo Higuain ma nieślubne dziecko z kimś takim jak Raquel. Chcę sobie tego oszczędzić, a przede wszystkich chcę oszczędzić tego Miguelowi.
Jednak byłbym w stanie zaryzykować własną karierę, o ile tylko miałbym pewność, że synek będzie ze mną, a jego matka nie będzie miała na niego żadnego wpływu. To moje wielkie marzenie… Chciałem Ci o tym wszystkim opowiedzieć – w odpowiednim czasie – ponieważ czuję, że tylko przy wsparciu kogoś tak niesamowitego jak Ty jestem w stanie to osiągnąć. Jestem w stanie oddać Raquel wszystko co mam i jestem pewny, że zgodziłaby się na to. Dziecko jest dla niej tylko ciężarem, ale kiedy odkryła, że jest także świetnym sposobem na zarobek, trzyma go u siebie.
Już dawno zdecydowałbym się na krok „odkupienia” Miguela, ale zawsze na przeszkodzie stała mi piłka. Mam wiele obowiązków, zobowiązań, kontraktów, nie mam czasu na wychowywanie dzieci. I kiedy pojawiłaś się Ty, i kiedy okazało się, że tak bardzo do siebie pasujemy, że się kochamy, to pomyślałem, że nadszedł ten czas, kiedy mój synek będzie w końcu mógł być z tatą. O ile oczywiście zechciałabyś mi pomóc w jego wychowaniu…
Błagam Cię, nie pomyśl sobie, że jesteś mi potrzebna tylko do odzyskania syna. Jestem daleki od takiego myślenia. Eva, ja Cię kocham. Nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem jak Ciebie. Nie potrafię opisać jak wiele dla mnie znaczysz, jak ważna dla mnie jesteś. Uwielbiam kiedy patrzysz na mnie wzrokiem pełnym miłości, uwielbiam jak obdarzasz mnie swoim wspaniałym uśmiechem każdego dnia, twój dotyk przyprawia mnie o dreszcze, których nigdy nie znosiłem, a teraz marzę, aby je poczuć.
Evo, wierz mi, że zrobiłbym wszystko aby cofnąć czas. Moja przeszłość nie jest kolorowa, ale nikt nie jest idealny. Nawet ja, chociaż tak często mi to powtarzasz. Rozczarowanie moją osobą, które Ci sprawiłem, doprowadza mnie do obłędu, ponieważ nigdy nie chciałem, abyś była przeze mnie smutna. To najgorsze uczucie jakiego w życiu doświadczyłem. Zawieść ukochaną osobę…
Czuję potworny ból w piersi, kiedy wyobrażę sobie Ciebie siedzącą zalaną łzami na kanapie w objęciach Carlotty lub Raula. Swoją drogą, mam nadzieję, że Twój kompan godnie zastępuje mnie  w Twoich ramionach. I teraz, kiedy tak siedzę sam w ciemnym salonie i piszę do Ciebie, to tak cholernie zazdroszczę temu psiakowi. Może swobodnie spoglądać w Twoje piękne oczy, czuć ciepło Twojego ciała, zażywać Twoich pieszczot… To chyba największy szczęściarz na świecie. Żaden pies nie ma tak dobrze jak on.
Kochanie, nie chcę niczego od Ciebie wymagać i oczekiwać. Znasz już całą prawdę i tylko na tym mi zależało. Jednak nadal z utęsknieniem będę czekać na znak od Ciebie – telefon, sms lub zwykłe pozdrowienia przez przyjaciół. Wiem, że nigdy nie przestanę Cię kochać i myśleć o Tobie. O takich ludziach jak Ty się nie zapomina ot tak. Jesteś najwspanialszą rzeczą, która mnie w życiu spotkała…
Bardzo Cię kocham.
Twój na zawsze…
Gonzalo

Nazajutrz Eva spędziła dzień w centrum szkoleniowym Realu Madryt – Valdebebas, ponieważ przygotowywała obszerny artykuł o młodziutkich graczach z Castilii. Mimo że między nią a Gonzalem nic się nie zmieniło, czuła się lepiej po przeczytaniu listu od niego. Teraz praca sprawiała jej więcej radości, zupełnie tak jak kiedyś.
- Dobra, chyba mamy wszystko – powiedziała do swojego współpracownika, który kręcił krótki filmik z treningu młodzików. – Na kiedy skończysz montaż?
- Powinienem wyrobić się w dwóch tygodniach.
- Ok. Ja jeszcze dzisiaj napiszę tekst. I tak nie mam nic lepszego do roboty – powiedziała i uśmiechnęła się do kamerzysty.
- Eva! – Dziewczyna nagle usłyszała za swoimi plecami znajomy głos.
- Alvaro! A co ty tutaj robisz? Myślałam, że dzisiaj nie macie treningu… Taką wiadomość dostałam od klubu.
- Tak, ale przyjechałem popracować nieco nad swoimi mięśniami ud. Trzeba je trochę wzmocnić. Dawno się nie widzieliśmy… Co u ciebie słychać?
- Po staremu jak widać, praca, praca i praca – zaśmiała się. – A co u ciebie?
- Nie narzekam. Szkoda, że nie mam czasu. Musimy się umówić i pogadać dłużej. Poproszę Carlę, żebyśmy jakoś w trójkę się spotkali, co ty na to?
- Świetny pomysł.
- No to na razie – powiedział piłkarz i cmoknął Evę w policzek na pożegnanie.
- Alvaro! Mogę mieć do ciebie prośbę?
Eva sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła z niej notatnik, z którego wyrwała kawałek kartki. Szybko i niechlujnie napisała na niej: „Jutro o trzeciej u mnie” i wręczyła ją zagiętą Alvaro.
- Przekaż to Gonzalowi, dobrze?
Miłość bywa trudna. Każdy człowiek się o tym przekonał. Bywa bolesna i niesprawiedliwa. Ale miłość po prostu jest piękna i życie bez niej zdaje się być puste i niespełnione. A każdy marzy, aby umrzeć jako spełniony człowiek. O miłość po prostu trzeba walczyć. Wszyscy popełniają błędy – mniejsze lub większe, ale one nie mają znaczenia, kiedy się kocha. Kiedy obdarza się uczuciem drugiego człowieka, który jest w stanie doprowadzić nas do łez i śmiechu w tym samym momencie, który spełnia sny i jest powodem marzeń, który daje możliwość realizacji i spełnienia. I takim człowiekiem dla Evy był Gonzalo. Mężczyzna idealny pod każdym względem – mądry, uczuciowy i doświadczony życiowo. Z silnym charakterem i uczuciami, których nie bał się okazywać. Można było czuć się przy nim bezpiecznie, porozmawiać na każdy temat. Dlatego Eva nie mogła pozwolić, aby taki mężczyzna, którego kochała całym sercem, uciekł, zniknął. A raczej… nie mogła go odrzucić, bo nigdy by sobie tego nie wybaczyła i na pewno nie osiągnęłaby pełni szczęścia.
Zdecydowała się na rozmowę z Gonzalem. Mężczyzna zrobił to, co uznał za stosowne, powiedział jej o wszystkich swoich uczuciach i teraz czekał na jej ruch. Dlatego bez wahania go wykonała i zaprosiła go do siebie. Oczekiwanie na przybycie napastnika było trudne. Czas się niezmiernie dłużył, ona sama chodziła po mieszkaniu stąpając z nogi na nogę i próbując uspokoić rozdygotane dłonie. Zastanawiała się co mu powiedzieć. Słowo „kocham” wyrażało tak wiele i tak mało zarazem. Chciała pomóc Gonzalowi, zwłaszcza teraz, kiedy dowiedziała się jak bardzo kocha Miguela. To jego syn i obiecała sobie zrobić wszystko, aby Raquel zdecydowała się oddać dziecko Gonzalowi.
Kiedy tak chodziła zdenerwowana, wiele myśli przebiegało jej przez głowę. Wówczas uświadomiła sobie, że Gonzalo może w ogóle się tutaj nie pojawić. Nie dostała żadnego potwierdzenia od Alvaro, nie wiadomo, czy przekazał wiadomość. Nie wzięła pod uwagę także jego zobowiązań wobec drużyny, klubu czy innych kontrahentów. Może w ogóle nie było go w Madrycie… Skarciła się za swoją głupotę. Usiadła na kanapie i z twarzą schowaną w dłoniach poczuła na palcach krople łez.
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Wycierając mokre policzki pobiegła w ich kierunku z nadzieją, że zastanie za nimi swojego ukochanego. Gdy naciskała za klamkę serce niemalże podchodziło jej do gardła, a kiedy ujrzała przed sobą znaną jej sylwetkę argentyńskiego napstnika, uszło z niej całe powietrze. Na ustach mimowolnie pojawił się uśmiech, a oczy napełniły się radością i szczęściem. Miała ochotę go uściskać, wycałować za wszystkie dni ich rozłąki. Dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo za nim tęskniła, za jego dotykiem, zapachem i łaskotaniem jego brody.
- Gonzalo – wyszeptała na jego widok. Mężczyzna miał mokre włosy po których ściekały krople wprost na jego kraciastą koszulkę. W dłoni trzymał dużą, czarną torbę sportową z wyrytą na biało nazwą marki. – Co ci się stało?
Eva spojrzała w stronę okna, jednak zamiast ulewnego deszczu, którego się spodziewała ujrzała promienne słońce.
- Przepraszam – wydyszał. – Alvaro wręczył mi dzisiaj kartkę od ciebie i kiedy spojrzałem na zegarek zorientowałem się, że do spotkania zostało dwadzieścia minut. Pech chciał, że wręczył mi ją po treningu, więc szybko wziąłem prysznic i przyjechałem tutaj mokry, ponieważ nie chciałem się spóźnić. Bałem się, że pomyślisz sobie, że nie chcę się z tobą spotkać. Wybacz mi mój wygląd.
- Nie wygłupiaj się, wchodź – powiedziała chwytając go za rękę i wciągając do mieszkania. – Usiądź w salonie, przyniosę ci ręcznik.
Kilka sekund później Gonzalo energicznie czochrał swoje włosy przez ręcznik, a Eva, która siedziała tuż obok, bacznie się temu przyglądała. Nie mogła uwierzyć, że znów ma go tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Czuła zapach jego wody kolońskiej, którą się spryskał wybiegając z szatni Realu i nie mogła się mu oprzeć.
Kiedy napastnik stwierdził, że jego„powódź” na włosach została opanowana, odrzucił ręcznik na pobliski fotel i chwycił Evę za dłonie. Chciał jej tyle powiedzieć, podziękować na szansę, wyznać miłość i zasypać komplementami, jednak kiedy tylko otworzył usta, poczuł na swoich wargach delikatną skórę palca brunetki.
- Nic nie mów – wyszeptała. – Tylko mnie pocałuj.
Napastnik, niczym lew polujący na swoją ofiarę, objął ramieniem kruchą i wiotką dziewczynę i złożył na jej ustach namiętny pocałunek, którego obydwoje tak bardzo pragnęli. Znów było tak jak powinno być, znowu wszystko było na swoim miejscu i obydwoje poczuli, że naprawili ład Wszechświata, który wcześniej tak niefortunnie zaburzyli. Nic nie było w stanie przerwać im tej magicznej chwili. Cieszyli się sobą, chłonęli siebie z zachłannością i namiętnością. Byli jedną duszą w dwóch ciałach, które się odnalazły i połączyły.
- Pomogę ci odzyskać synka – powiedziała, kiedy siedzieli na kanapie wtuleni w siebie.
- To wiele dla mnie znaczy.
- Wiem i dlatego chcę to zrobić. Myślę, że mogłabym pomóc ci wychować Miguela na dobrego człowieka. Bardzo chcę go poznać i kto wie… Może w przyszłości stworzylibyśmy rodzinę.
- To wspaniała wiadomość – powiedział po czym pocałował Evę. – Miguel nie jest szczęśliwy z Raquel. Powiedział mi to ostatnio, ale ja nic nie mogę z tym zrobić. Chciałbym żeby w końcu wzięła tą kasę, którą jej proponuję i wyrzekła się praw rodzicielskich.
- Nie będzie łatwo jej przekonać…
- Wiem, bo to pazerna zdzira! Ciągle będzie chciała więcej i więcej…
- A zastanawiałeś się już nad tym jak wytłumaczysz prasie i mediom skąd nagle masz dziecko?
- Początkowo tak, ale teraz nie ma to dla mnie znaczenia. W tym przypadku są rzeczy ważniejsze niż piłka. Wiem, że sporo na tym ucierpi mój wizerunek, mogę stracić wiele kontraktów, ale jakie to ma znaczenie? Ten dzieciak mnie potrzebuje, on potrzebuje ojca.
- Podziwiam cię, naprawdę – powiedziała głaskając go po policzku. – Niewielu ludzi byłoby w stanie tak się poświęcić.
- Nie przesadzaj…
- Wiem co mówię. Pracuję w świecie sportu już kilka lat, wiele afer i skandali widziałam, więc wiem, że twój wyczyn jest niesamowity i godny podziwu. Zwłaszcza teraz, kiedy sport stał się nafaszerowany cynizmem, obłudą i egoizmem, a główną wartością są pieniądze.
- Ja przede wszystkim działam teraz jako człowiek, ojciec, a nie sportowiec. Mój tata zawsze powtarzał mi, że czasami poświęcamy rzeczy ważne dla rzeczy ważniejszych. I to jest właśnie taka sytuacja. Nie zamierzam oglądać się na innych i słuchać tego, co mówią o mnie media. Najważniejszy jest teraz Miguel.
- Jesteś wspaniałym człowiekiem – powiedziała całując do w usta i mocno ściskając.

Na szczęście wszystko wróciło do normy. Eva i Gonzalo dogadali się i teraz stali po jednej stronie tocząc zawzięty spór o synka napastnika z Raquel. Odkąd panna Parendes poznała sekret swojego ukochanego to życie z nim nabrało dla niej całkiem innego zwrotu. Cieszyła się, że Gonzalo okazał się tak fantastycznym facetem – oczywiście zawsze o tym wiedziała, ale teraz czuła, że są sobie przeznaczeni.
- Jest cudnie – powiedziała Eva. Brunetka i jej przyjaciółka Carlotta przyjemnie spędzały popołudnie przy kawie w ich ulubionej kawiarence „Cafe Central”. – Gonzalo wszystko mi wyjaśnił i bardzo się z tego cieszę. Bardzo chciałabym poznać jego synka.
- Powiedziałaś mu o tym?
- Oczywiście. Umówiliśmy się, że teraz jak zabierze małego od matki to w trójkę pójdziemy do parku lub do zoo.
- Szybko dorobisz się dziecka – zaśmiała się blondynka. – A zawsze myślałam, że to ja zostanę pierwsza matką.
- Słuchaj kochana, jeszcze wszystko przed tobą. Masz czas – zażartowała Eva upijając łyk kawy. – A w ogóle co u ciebie?
- Myślisz, że zaczęłam temat macierzyństwa przez przypadek? – zaśmiała się. – Poznałam fantastycznego faceta! I to dzięki tobie.
- Dzięki mnie?
- Pamiętasz jak zabrałaś mnie na plan swojego programu?
- Oczywiście. Do dzisiaj mam przez to problemy – zażartowała.
- Poznałam tam mojego obecnego partnera.
- Co ty mówisz? Kogo?
- Antonio!
- Antonio? Antonio Solar, mój tyrański reżyser jest twoim facetem? Żartujesz?
- Jakbyś go lepiej poznała, to byś wiedziała, że to najwrażliwszy i najmilszy facet na świecie. Jesteś do niego uprzedzona. On mi wszystko wyjaśnił. Wiesz dlaczego jest dla ciebie taki surowy?
- Nie mam zielonego pojęcia…
- Bo mu na tobie zależy. Nie tak jak na mnie, oczywiście, ale Anti…
- Anti?
- Tak go nazywam. On to uwielbia! A więc… Anti uważa, że jesteś najlepsza w swojej branży i bardzo mu zależy, abyś utrzymała swój wysoki poziom i być może jeszcze go podwyższyła. Jest przekonany, że stacje telewizyjne będę się o ciebie biły, a poza tym jest zdania, że ze swoim talentem możesz stać się najbardziej rozpoznawalną i oczywiście najlepszą dziennikarką sportową na całym świecie. Dajesz wiarę?
- I to wszystko powiedział ci Antonio… Jasne…
- Naprawdę. Wiesz co? Mam świetny pomysł! Alvaro wspomniał coś o wspólnym spotkaniu. Zorganizuję imprezę i zaproszę mojego braciszka, ciebie i Gonzala, a także mojego kochanego… Poznacie się wszyscy na neutralnym gruncie i sama się przekonasz, że to człowiek do rany przyłóż.
- Nie jestem przekonana.
- A ja wręcz przeciwnie! 
__________________________________________________________________________
Hej kochani;) Jeszcze tylko jeden rozdział i epilog...;) Troszkę mi się końcówka nie udała, nie wiedziałam co już napisać wszystko mi się już poplątało. Ale tak w ogóle to chyba fajnie;) W następnym odcinku to Eva pozna tak przez przypadek Miguela. I to na razie tyle;) Muszę napisać jeszcze rozdział;D Pozdrawiam was wszystkich i do następnego rozdziału;)

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 7

Eva ostatnimi czasy była bardzo zapracowana i nie miała czasu dla swoich najbliższych. Rodziców nie widziała już dobre dwa tygodnie, a o kawie z Carlottą już naprawdę mogła zapomnieć. Dziewczyny nie miały czasu na spotkanie. W głowie brunetki był tylko Gonzalo i jej nowy program, który już po dwóch odcinkach okazał się super sukcesem. Wszyscy ludzie chcieli poznać swoich idoli od drugiej, bardziej ludzkiej strony.
Spotkania Evy i Higuaina ostatnimi czasy także należały do rzadkości. Chłopak miał treningi, mecze, wyjazdy z reprezentacją, a do tego dochodziły częste wywiady, spotkania z fanami i sesje zdjęciowe. Zawsze coś stało im na przeszkodzie. Kiedy wydawało się, że w końcu para znalazła termin, który odpowiadałby im obojgu, Gonzalo wyskakiwał z jakimś zapomnianym spotkaniem biznesowym.
Dziewczyna nie mogła znieść już tej sytuacji. Ta cała bieganina, brak czasu strasznie działał jej na nerwy. Nigdy nie pomyślałaby, że tak może wyglądać jej życie. Zwłaszcza teraz, kiedy spotkała idealnego mężczyznę.
Korzystając z okazji, że Gonzalo był zajęty, Eva postanowiła nadrobić zaległości z przyjaciółką i zaprosiła Carlottę na zakupy.
- Część, kochanie – powiedziała brunetka i pocałowała koleżankę na powitanie. – Co u ciebie słychać?
- Po staremu.
- Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten brak czasu… Ostatnio mam jakiś straszny okres.
- Pewnie, niczym się nie przejmuj. Wszystko rozumiem. Ale masz szczęście, że zadzwoniłaś i powiedziałaś mi o tej wyprzedaży. Idziemy? – Eva pokiwała twierdząco głową i chwyciwszy przyjaciółkę pod ramię poszła do ich ulubionego sklepu z ciuchami.
- Ta jest śliczna, nie? – powiedziała Carlotta ściągając z wieszaka granatową bluzkę z białe paski.
- Pasowałaby ci do tej białej marynarki.
- Przymierzę. A powiedz mi jak tam Gonzalo? Alvaro wspominał, że dobrze wam się układa – zapytała przeglądając kolejne półki z ciuchami.
- Tak, jest cudownie…
- Ale?
- Czemu uważasz, że jest jakieś „ale”?
- Znam cię. Opowiadaj.
- Nie mamy dla siebie czasu – powiedziała zasmucona. – Ja jeszcze jestem w stanie wygospodarować dla niego kilka godzin, ale on… Ciągłe treningi, wywiady itd. Teraz na przykład umówił się z Sergio.
- Z Ramosem?
- Tak.
- A ty nie masz z nim dzisiaj programu?
- No mam, ale dopiero wieczorem. A poza tym nie o to chodzi… Gonzalo woli umówić się ze swoimi koleżkami niż ze mną. Przecież on ich widuje codziennie. Nie rozumiem tego.
- Może znowu szykuje dla ciebie jakąś niespodziankę. Tak jak z tą wycieczką do Barcelony. Myślałam, że padnę jak to usłyszałam. To było takie romantyczne…
Higuain był typem mężczyzny, który zrobi wszystko, aby jego ukochana była szczęśliwa. Chciał spełniać wszystkie marzenia Evy i kiedy tylko usłyszał jak dziewczyna opowiada o Barcelonie, którą zawsze chciała zobaczyć, to nie myśląc wiele od razu ją tam zabrał. Była to niespodzianka, o której Eva dowiedziała się dopiero w dniu wyjazdu. Przy okazji miała przyjemność poznać przyjaciół Gonzalo z reprezentacji Argentyny: Leo Messiego i Mascherano. Było to dla niej wspaniałe doświadczenie, ponieważ napastnik bronił swojej prywatności i bardzo starannie dobierał sobie przyjaciół. Tylko kilkoro ludzi znało jego prawdziwą twarz. Dlatego cieszyła się, że poznała ludzi, którzy należą do tego zacnego grona.
- Racja…
- Na pewno ci to jakoś wynagrodzi.
- Carla – powiedziała nagle Eva – zobacz! Czy to nie Gonzalo? – Dziewczyna pokazała palcem mężczyznę, który był bardzo podobny do jej ukochanego. Miał na sobie biały t-shirt i dobrze znaną jej czarną, skórzaną kurtkę. – Ciekawe czego szuka w damskim sklepie… Chodźmy do niego.
- Poczekaj! A jeśli to ta niespodzianka? Chce ci kupić coś ładnego. Jejku, jakie to słodkie…
- Jesteś pewna, że myśli w tej chwili o mnie…?
Eva była zszokowana. Gonzalo wszedł do sklepu w towarzystwie wysokiej blondynki z dużymi niebieskimi oczami. Trudno opisać jej wygląd… Tlenione pasma, tipsy i dużo różu na twarzy. Wyglądała jak choinka na święta. Brunetka nie rozumiała, co jej facet robi z taką kobietą: sztuczną i nienaturalną. Zawsze powtarzał, że to nie jest jego gust.
Przyjaciółki schowały się za jedną ze sklepowych półek i z bezpiecznej odległości przyglądały się całej sytuacji, bowiem zdawało się, że między tlenioną blondynką i Gonzalem coś iskrzy.
- Raquel, ja nie wymagam od ciebie niemożliwego – mówił bramkarz. – Zależy mi na tym.
- Jasne, jasne… Trochę na to za późno – rzekła i przyłożyła do swojej klatki piersiowej niebieską bluzkę. – Ładna?
- Raquel!
- Słuchaj, to nie jest moja wina, że nie masz czasu! Że ważniejsza jest piłka i ta twoja nowa lalunia! Znasz moje zdanie na ten temat.
- Nie możesz mi tego zabronić.
- Masz rację, ale nie wymagaj, że będę na każde twoje zawołanie. Powinieneś się ze mną liczyć. Ja nie śpię na pieniądzach tak jak ty. Muszę pracować.
- Przecież daję ci kasę.
- I myślisz, że mi to wystarcza? Na jakim świecie ty żyjesz? – zaśmiała się.
- Eva, powinnyśmy skąd pójść – wyszeptała Carlotta.
- Cicho, bo nic nie słyszę. Jestem ciekawa o co tutaj chodzi.
- Na pewno sam ci powie. Nie powinnyśmy podsłuchiwać.
- A ty być odeszła na moim miejscu? Mój facet mnie zdradza.
- Tylko rozmawiają.
- Ale o czym? Musimy to ustawić. Kurczę, gdzie oni są? Uciekli przez ciebie! – powiedziała wychodząc zza regału. – Nie podoba mi się to…

Resztę dnia Eva czuła się wypruta emocjonalnie. Gonzalo ewidentnie coś ukrywał. Nic nie wspominał jej o niejakiej Raquel. Może miał kłopoty? Ale dlaczego nic o nich nie powiedział? Przecież by mu pomogła, doradziła… A tymczasem on milczał jak grób i ani słówkiem o niczym nie wspominał. A jeśli to rzeczywiście była zdrada? W końcu to facet! Zobaczył kawałek odsłoniętej nogi, duży biust i poleciał za panienką. „Nie, nie… Gonzalo taki nie jest” – pomyślała.
A może to nie tak jak ona sobie myśli… Może to jego jakaś stara znajoma i spotkał ją po odwiedzinach u Sergio. Może jest mu coś winna albo on jej, skoro daje jej pieniądze. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.
Z tego wszystkiego nie mogła być sobą i całkowicie straciła zapał do pracy. Nagranie programu było tuż tuż, a ona nie mogła wyrzucić z głowy obrazków ze sklepu.
Postanowiła zagadać do Sergio Ramosa, którego niedawno poznała osobiście za sprawą Gonzalo.
- Hej, możemy chwilkę porozmawiać?
- Pewnie – odpowiedział i razem z Evą przeszedł w miejsce, w którym nie było zbyt wielu ludzi pracujących nad programem.
- Jak spotkanie z Gonzalem?
- Z Gonzalem? Aaaa… z Gonzalem! W porządku.
- Co robiliście?
- Siedzieliśmy u mnie. Potrzebowałem pomocy przy… samochodzie.
- A o której się rozstaliście?
- A co to za przesłuchanie – zaśmiał się. – Eva, daj spokój. Przepraszam cię, ale muszę jeszcze dokończyć make-up.
- Jasne…
Eva nie mogła uwierzyć w słowa Ramosa. Krył Gonzala i to dostateczny dowód na to, że napastnik ma coś na sumieniu. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko spotyka właśnie ją… Czym sobie zasłużyła na ten los?

- Dziękuję ci, Sergio, za tą rozmowę – powiedziała do piłkarza, po czym zwróciła się do obiektywu kamery. – To wszystko na dziś. Zapraszam państwa za dwa tygodnie. Moim gościem będzie francuski napastnik Karim Benzema. Życzę państwu spokojnej nocy. Dobranoc.
Kiedy Eva tylko zeszła z anteny nie mogła pozbyć się uczucia, że coś jej ucieka. Już nawet krzyczący Antonio nie robił na niej wrażenia. Nie miała ochoty go słuchać. Działał jej tylko na nerwy swoimi uwagami.
- Niech się pan w końcu uspokoi! – wybuchła. – Jak się uśmiecham to jest źle, jak siedzę poważna to jest jeszcze gorzej! Niech się pan zastanowi czego ode mnie oczekuje i da mi znać, żebym wiedziała jak panu dogodzić!
- Evo Parendes… – powiedział zaskoczony.
Dziewczyna schowała twarz w dłonie i od razu przeprosiła.
- Przepraszam panie Solar… Mam dzisiaj zły dzień. Nie powinnam przynosić swoich problemów do pracy. To się już nie powtórzy.
Mężczyzna spojrzał na nią i odszedł bez słowa.
- Świetnie – powiedziała do siebie. – Na domiar złego stracę robotę.
Wówczas usłyszała dzwonek swojej komórki. Zerknęła na wyświetlacz, na którym pojawiło się uśmiechnięte zdjęcie Higuaina. Nie wiedziała, co zrobić. Nie chciała żeby chłopak coś podejrzewał, więc zdecydowała się odebrać.
- Część, kochanie – usłyszała od razu rozpromienionego Gonzala. – Byłaś świetna. Fantastyczny wywiad!
- Dziękuję.
- Może przyjedź do mnie… Siedzę sam, smutny… Mam twoje ulubione wino. – Eva niemalże widziała ten szczęśliwy uśmiech i pełne nadziei spojrzenie Gonzala. Oczami wyobraźni widziała jak nerwowo pociera dłonią swój zarost. Zachowywał się jak małolat, kiedy gdzieś ją zapraszał. Tym bardziej bolało ją serce, kiedy musiała odmówić.
- Przepraszam, ale nie dam rady. Jestem zmęczona…
- Mógłbym ci zrobić masaż. Zapalę świeczki, wszędzie rozsypię płatki róż… Nie daj się prosić.
- Gonzalo, ja naprawdę…
- Przyjadę po ciebie.
- Nie trzeba.
- O co chodzi? Nie chcesz się ze mną zobaczyć?
- Chcę, ale… pierwsza zajmuję łazienkę. – Dała za wygraną. Błagalny ton głosu Gonzalo spowodował, że uległa. Nie chciała do niego jechać, bo nie wiedziała jak się zachować, co powiedzieć… Ale w końcu musi stawić czoła demonom.
     
Eva cały czas miała przed oczami sylwetkę Raquel. Ta dziewczyna nie wzbudziła w niej większej sympatii, a wręcz przeciwnie. Jej rozmowa z Gonzalem i w ogóle ich znajomość była dla niej wielką niewiadomą i zagadką, którą pragnęła rozwiązać. Jednak nie wiedziała jak… Zwykła rozmowa z ukochanym wydawała się jej za prosta i tak trudna zarazem, że nie potrafiła się na nią zdecydować. Bo niby jak miałaby ją zacząć…?
Postanowiła skorzystać z odrobiny wolnego czasu i zaprosiła na kawę Carlottę oraz Alvaro, który przecież był najbliższym przyjacielem Gonzala i mógł znać jego wszelkie tajemnice.
- Zamawiajcie, co chcecie – powiedziała brunetka. – Ja stawiam, bo muszę odwdzięczyć się wam za ciągłe wsparcie przy programie i w ogóle – dodała z uśmiechem.
Atmosfera była przyjazna. W Madrycie panowała bardzo słoneczna pogoda, ptaki radośnie śpiewały, a orzeźwienia dodał lekki wiaterek, który powiewał z północy.
- A czemu nie ma Higuaina? – zapytała blondynka.
- Miał jakieś ważne sprawy do załatwiania. – Eva spojrzała pytająco na Alvaro, ale kiedy ten poczuł na sobie wyostrzony wzrok znajomej, od razu spuścił głowę ku dołowi i zaczął grzebać widelcem w ciastku, które zamówił.
- Dawno go nie widziałam – dodała Carla. – To było chyba w tym sklepie… Au! – krzyknęła, kiedy poczuła przeszywający ból, który rozchodził się po jej ciele od piszczeli, w którą oberwała, aż do czubka głowy. Posłała Evie groźne spojrzenie, nie wiedząc czym zasłużyła sobie na taki los. Dziewczyna jednak szybko zrozumiała swoją gafę i nie poruszała tego tematu do końca spotkania. A więcej! Nawet umożliwiła Evie spokojną rozmowę z Alvaro, wychodząc w międzyczasie do łazienki.
- No dobra, to teraz mi powiedz, co się dzieje z Gonzalem – powiedziała groźnie Eva, kiedy Carla odeszła od stołu na wystarczającą odległość.
- A co się ma dziać?
- Nie udawaj, Alvaro. Widziałam go z jakąś laską – blondynka, wycackana, wytapetowana… Kto to jest?
- A skąd mam…
- Obydwoje wiemy, że znasz prawdę – naciskała.
- Dlaczego jego o to nie zapytasz?
- To skomplikowane.
- Z mojej strony też. Chyba nie sądzisz, że wydam przyjaciela…
- A jednak… – Opadła zrezygnowana na oparcie krzesła. Wzrok utkwił jej w przestrzeni, był pusty i nieobecny. W jednej chwili załamał jej się cały świat. Tak bardzo pokochała Gonzala…
- Nie, nie, nie! – powiedział nagle Alvaro. – Nie! Gonzalo cię nie zdradza, coś ty, oszalałaś? – roześmiał się przejęty, aby rozładować napiętą atmosferę. – To nie tak jak myślisz.
- Daruj sobie.
- Naprawdę! Ona nie jest jego kochanką, co ty? Gonzalo i taka lala? Nie, nie.
- Więc kto to jest?
- Posłuchaj… Najlepiej zrobisz jak sama z nim o tym porozmawiasz. Na pewno wszystko ci wytłumaczy. Ale naprawdę nie ma się czym przejmować.
- Nie pocieszasz mnie…
- Naprawdę – powiedział chwytając dziewczynę za dłoń i spoglądając jej w oczy. Eva wzięła głęboki wdech i puściła do Carlotty sms-a z wiadomością, że może wracać do stolika.
Nie była do końca przekonana o swoich podejrzeniach. Alvaro niemalże skutecznie rozwiał jej wątpliwości. W końcu wiedział więcej od niej i skoro twierdził, że to nie romans, to musiała to być prawda. Tylko w takim razie o co chodziło z tą całą Raquel.
Eva postanowiła wyjaśnić całą tą historię i poszła za radą Alvaro. Zatelefonowała do swojego ukochanego i zaprosiła go na wieczór do siebie. Chłopak bardzo się ucieszył, bo myślał, że miło spędzi czas ze śliczną brunetką. A tymczasem czekała go przykra niespodzianka i nawet nie wyobrażał sobie jak bardzo będzie musiał się tłumaczyć.
- O której kończysz pracę? – zapytał przez słuchawkę telefonu Gonzalo.
- Za godzinę.
- Może przyjadę po ciebie… Żebyś się nie włóczyła wieczorem po mieście sama.
- Nie, jestem samochodem. Poradzę sobie.
- W takim razie przyjadę do ciebie wcześniej i przygotuję nam coś do jedzenia. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz jak zrobię użytek z kluczy do twojego mieszkania, co? – zaśmiał się.
- Po to ci je dałam – odpowiedziała starając się zachować jak najbardziej przyjazny ton. – Nakarm Raula jak możesz.
- A nie odgryzie mi ręki?
- Higuain…
- No co, to moje narzędzie pracy – śmiał się. – No dobra, to ty sobie spokojnie pracuj, a ja wszystkim się zajmę. Jadę teraz na zakupy, a potem od razu do ciebie. Na co masz ochotę?
- Obojętne – rzekła, ale wiedziała, że dzisiaj nic nie przełknie.
- Zrobię kurczaka. To do zobaczenia – powiedział odkładając słuchawkę.
Eva była zdenerwowana do tego stopnia, że wracając do domu niemalże nie przejechała na pasach pieszego. Ciałem była w samochodzie, ale duszą i myślami siedziała strapiona na swojej kanapie, mając naprzeciwko cudowną twarz Gonzala… Bała się tego, co od niego usłyszy. Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa, więc miała nadzieję, że chociaż oszczędzi jej kłótni na ten temat. Aczkolwiek i tak wszystko sprowadzało się do jednego – oszustwa.
W progu od razu przywitał ją Raul, który niezmiernie cieszył się na jej widok. Nagle uderzyła w nią fala przyjemnego zapachu dobiegająca z piekarnika, ale zaćmiona przez całkiem inny aromat. Ostrożnie weszła do salonu i jej oczom ukazały się wazony z pięknymi różami w różnych kolorach. Stały dosłownie wszędzie – na stole, parapecie, komodzie, półkach, regałach… Było ich co najmniej z dziesięć.
- Podoba ci się? – zapytał Gonzalo podając jej kieliszek czerwonego wina, który trzymał w dłoni. Pojawił się za jej plecami znienacka, czym bardzo ją zaskoczył, jednak nie bardziej niż tym, co działo się w jej salonie. Nie spodziewała się takiej niespodzianki, nie wiedziała, czym sobie zasłużyła na taki prezent.
- Bardzo. Jestem w szoku…
- Widzę. Na zdrowie – powiedział upijając łyk alkoholu. – Kurczak już dochodzi. Przebierz się i siadaj do stołu. Zaraz podaję.
- Gonzalo, ale dlaczego to wszystko? – zapytała.
- Bo cię kocham. – Napastnik zbliżył się do niej i złożył namiętny pocałunek na jej ustach.
„No świetnie”, pomyślała Eva zamykając się w łazience, zmieniając niewygodne spodnie na dżinsy i koszulę na t-shirt. „Wcale nie ułatwiasz mi całej tej sytuacji”.
Eva zasiadła do kolacji i w skupieniu wysłuchiwała opowieści ukochanego o dzisiejszym treningu, nadchodzącym meczu itd. Po raz pierwszy w życiu, w ogóle jej to nie interesowało. Chciała jak najszybciej przejść do meritum sprawy i zakończyć wszystko.
Zakończyć? Ale jak to zakończyć? Nic nie chciała kończyć. A już na pewno nie związku z Gonzalem. Po prostu oczekiwała wyjaśnień, bez kręcenia i marudzenia. Teraz na pewno nie da sobie wkręcić jakiś bzdur.
Po kolacji para usiadła na kanapie. Eva z jednej strony miała stęsknionego psa, który nie odstępował jej na krok, a z drugiej strony Gonzla przeszukującego pudełko z filmami DVD. Strasznie się denerwowała, bo wiedziała, że zniszczy całą tą sielankę.
- „Pamiętnik” – powiedział nagle napastnik. – Dawno tego nie oglądałem. Może być, czy wolisz horror?
- Horror to zaraz będziesz miał na miejscu – pomyślała ironicznie. – Gonzalo – powiedziała – kto to jest Raquel?
- Słucham? – spojrzał na nią bardzo zdziwiony.
- Taka blondynka, stosunkowo ładna… Kim jest? Dla ciebie…
- Eva, ja nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- Prawdę.
- Skąd o niej wiesz?
- Widziałam was niedawno w sklepie… Akurat byłam tam z Carlą.
Gonzalo zagryzł wargi i przymrużył oczy, jakby chciał przypomnieć sobie opisywaną sytuację. Wstał szybko z kanapy i nerwowo zaczął przechadzać się po salonie przecierając brodę dłonią.
- To bardzo skomplikowane…
- Chcę żebyś wiedział, że dopóki nie wyjaśnisz mi wszystkiego to…
- Nie! Nie mów tego, wszystko ci opowiem – powiedział siadając obok niej i chwytając ją za rękę. – Raquel to dla mnie historia. Bardzo niechlubna.
- A coś więcej?
- Poznałem ją cztery lata temu, kiedy moja ówczesna dziewczyna mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem z tego powodu, bo miała być tą jedyną, ale się przeliczyłem. I wówczas pojawiła się Raquel.
- Byłeś z nią?
- Tak. To znaczy nie. Jakby ci to powiedzieć… Hmm… Raquel to prostytutka. Jednonocna przygoda. Byłem totalnie zalany, przygnębiony i nieszczęśliwy po zerwaniu. Nic mnie nie cieszyło, nawet piłka. Byłem wrakiem człowieka i wówczas mało rzeczy mnie interesowało, więc kiedy tylko się pojawiła to…
- Skorzystałeś z okazji – dokończyła za niego. Nie była zachwycona, że jej facet korzystał z takich usług, ale spodziewała się czegoś gorszego i o wiele „świeższej” sprawy. Mogła zrozumieć jego stan psychiczny, w którym się wówczas znalazł, a dodatkowo na jego korzyść działał czas, który upłynął od tamtego zdarzenia. Nie rozumiała tylko jednej rzeczy… – Gonzalo, skoro to było tak dawno, to dlaczego wciąż utrzymujesz z nią kontakt?
Chłopak wziął głęboki wdech i wypuścił z siebie z słowa z prędkością karabinu maszynowego:
- Bo to matka mojego dziecka…
____________________________________________________________________________
Hej kochani przepraszam, że tak późno ale nie miałam czasu. Były święta, ja miałam wesele u swojego brata, a na dodatek moi młodsi bracia zepsuli mi laptop. Niestety tak to jest jak się ma młodszych braci. Ale poszłam szybko do informatyka i wszystko działa;) Jeszcze tylko trzy rozdziały i koniec;) No niestety taka krótka historia;) Ale nie martwcie się na pewno jeszcze będę pisała kolejne opowiadania. Pozdrawiam ;***

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 6

Eva i Gonzalo zostali parą prawie tydzień temu. I był to dla nich wspaniały czas. Gonzalo grał tak jakby dostał skrzydeł, rozegrał dwa świetne mecze i zdobył dwa gole z dedykacją dla Evy. Koledzy w szatni naśmiewali się, że to dzięki siedzącej na trybunach Evie. Chłopak z uśmiechem przyjmował ich komentarze, bo wiedział, że mają trochę racji. Dla swojej ukochanej chciał się doskonalić i być jeszcze lepszym. Było to trudne, ale nie nieosiągalne. Miał jej wsparcie oraz wiarę, dlatego czuł, że niemożliwe nie istnieje.
Z Evą było podobnie. Wykonywała swoją pracę z jeszcze większą przyjemnością, zwłaszcza, że opisując mecze Realu Madryt dla angielskiej gazety, mogła wychwalać swojego chłopaka pod niebiosa. Dodatkowo przygotowywała się do kolejnej odsłony programu „Conversación con…” z Gonzalem właśnie. Wszystko zleciało się w jedną, spójną całość i była z tego powodu bardzo szczęśliwa.
- A tobie co się stało? – wypytywał pan Juan, ojciec dziewczyny, kiedy całą rodziną spędzali niedzielne popołudnie w ogrodzie rodzinnego domu państwa Parendes. – Matka do ciebie mówi.
- Przepraszam, zamyśliłam się – powiedziała Eva odwracając głowę w stronę rodziców. – Co mówiłaś?
- Pytałam, dlaczego się tak cieszysz do tego słońca… Stało się coś?
- Nie, nic – odpowiedziała z uśmiechem. – Wiecie… chyba się… zakochałam.
- Co? – Pani Onelia z wrażenia aż opuściła tacę, którą miała zanieść do kuchni. – Opowiadaj!
- To ten piłkarz… Suarez z Atletico? – dopytywał się tata. – Nie jest dla ciebie za młody?
- To nie on – zaśmiała się.
- Uff… To dobrze, bo już się bałem, że zakochałaś się w piłkarzu. Tyle ci o nich mówiłem… Niestali w uczuciach, flirciarze itd. Szkoda zachodu…
- To napastnik – powiedziała nieśmiało, unikając wzroku ojca.
- Napastnik?! Który?
Eva spojrzała na kochanego ojczulka i podała mu nazwisko swojego wybranka z uśmiechem, który śmiało mógłby stawać do konkursu o najpiękniejszy uśmiech świata. Szczęście aż biło z jej twarzy. Kiedy tylko myślała o Gonzalu to cała promieniała.
- Higuain – powtórzył Juan. – Zawsze lubiłem go jako zawodnika. No i gra w Realu, a to się liczy. A poza tym to wydaje się być fajnym chłopakiem.
- Zaproś go do nas na obiad. Chciałabym go poznać – rzekła Onelia.
- Mamo… Ja nie wiem, czy on będzie chciał. Jest zajęty, trenuje, gra…
- Nie przesadzaj. Kiedyś musimy go poznać. W piątek?
- Jest mecz.
- To w sobotę…
- Pracuję i mam z nim wywiad w„Conversación con…”. W niedzielę może się uda.
- Wspaniale! Będzie bardzo uroczyście. Przygotuję obiad w ogrodzie, upiekę ciasto, zrobię kompot z jabłek. Lubi jabłka?
- Tak, mamo.
- A co lubi jeść? Chciałabym żeby mu smakowało.
- Mamo, nie przesadzaj. Jesteś wspaniałą kucharką i wszystko na pewno będzie pyszne. A co lubi… Jest mięsożerny, więc pewnie jakąś pieczeń.
- Miałam gdzieś przepis na rolady wołowe z warzywami i sosem pomidorowym – powiedziała i wyszła do kuchni na poszukiwania owego przepisu.
Eva roześmiała się, bo już wyobrażała sobie ten niedzielny obiadek. Miała nadzieję, że jej rodzice nie odstraszą jej chłopaka.

Brunetka spędzała piątkowy wieczór na kanapie w swoim salonie. Odwiedziła ją Carlotta i razem przy lampce wina oglądały mecz Realu Madryt z Espanyolem. Emocje były niepowtarzalne, ponieważ żadna drużyna nie chciała odpuścić. Dziewczyny zachowywały się jak wariatki. Od dziecka były wychowywane na madridistas. Miłość do tego klubu była w nich zaszczepiana od razu po urodzeniu. Zabawki z logiem klubu, białe śpioszki… Na korzyść działał oczywiście fakt, że Alvaro tam grał i łączył je bezpośrednio z tym zespołem. A teraz także Gonzalo dołączył do tego grona.
- Dobrze, że wygrali, bo już myślałam, że nie dociągną tego wyniku do końca – powiedziała Carla zakładając buty. – Przeciwnik nie był łatwy.
- Na szczęście się udało. Nie można wątpić – odpowiedziała. – Na pewno nie chcesz żebym cię odwiozła?
- Nie, poradzę sobie. Musimy się ustawić na jakąś imprezę albo chociaż zakupy! Ostatnio mało czasu razem spędzamy.
- Wiem, przepraszam… Ale praca, Gonzalo i to wszystko… Mam mało czasu sama dla siebie. A w dodatku rodzice mnie gnębią, że ich nie odwiedzam.
- Dobrze, dobrze… Jakoś się zgadamy. No to lecę!
- Pamiętaj o jutrzejszym programie.
- Pamiętam – powiedziała i pocałowała przyjaciółkę na pożegnanie. – Pa!
Kiedy tylko Eva zamknęła drzwi za blondynką, od razu zasiadła na kanapie i z laptopem na kolanach zaczęła opisywać skrót meczu dla angielskiej prasy. Całkowicie się w tym zatraciła, bo uwielbiała pisać wszystko na bieżąco, kiedy jeszcze wszystkie emocje w niej buzowały, a euforia po zwycięstwie nie opadła.
Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy upłynęły dwie godziny.
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Przestraszyła się, bo było już dość późno, a nie spodziewała się gości. Na palcach podeszła do drzwi i zajrzała przez judasza.
- A co ty tu robisz? – zapytała widząc przed sobą Gonzalo.
- Niespodzianka!
- Miałeś odpoczywać po meczu.
- Zrobię to tutaj. Z tobą i filmem, jeśli masz oczywiście ochotę – powiedział wyjmując z torby pudełko z filmem DVD.
- Pewnie. Pokaż co tam masz. – Dziewczyna przeczytała tytuł filmu i zaśmiała się. – „Notting Hill”?
- Świetny film, genialna muzyka i fantastyczna obsada.
- Skoro tak twierdzisz… Głodny?
- Jak wilk.
Po krótkiej kolacji para zasiadła przed telewizorem i objęci zaczęli oglądać wybraną przez Gonzalo komedię romantyczną. Eva zdziwiła się, kiedy jej ukochany śpiewał każdą piosenkę pojawiającą się w filmie. Najbardziej utkwiło jej wykonanie utworu Billa Withersa – „Ain’t no sunshine when she’s gone”. Była pod ogromnym wrażeniem, pomimo tego, że Higuain nie śpiewał najlepiej.
- Uwielbiam muzykę z tego filmu, a ta piosenka jest dla mnie szczególna – powiedział.
Eva musiała to wykorzystać, zapamiętała jego słowa i miała już plan, co do nich.
Para spędziła ze sobą noc. Było to ich pierwsze takie zbliżenie i na pewno godne zapamiętania. Eva była zaskoczona tym jak taki duży, umięśniony, rosły mężczyzna może być taki delikatny i wrażliwy podczas kontaktu z kobiecym ciałem. Czuła jego ogromne dłonie błądzące po całym jej nagim ciele, powodując atak dreszczy. Jego zarost, który tak uwielbiała drapał jej twarz, szyję, dekolt… Było jej wspaniale i dopiero teraz zaczęło dochodzić do niej, jakie miała szczęście spotykając na swojej drodze Gonzalo.

- Cześć, kochanie – powiedziała Eva i przywitała Pipitę namiętnym pocałunkiem.
Był późny, sobotni wieczór. Dziewczyna przygotowała się właśnie do swojego drugiego wydania programu, kiedy w studiu zjawił się jej ukochany.
- Tam jest charakteryzatornia – powiedziała mu, a sama poszła do reżysera, aby wysłuchać ostatnich uwag.
- Rób wszystko tak jak na próbach.
- Będzie ciężko, bo na próbie nie siedział przede mną Higuain.
- A co to za różnica, czy on czy ja. Człowiek jest człowiek. Facet to facet.
- Ale tamten facet to mój chłopak.
- O matko! – wykrzyczał Antonio Solar i wyrzucił w powietrze plik kartek, które trzymał w dłoni. Strasznie rozśmieszył tym Evę. – Jesteś profesjonalistką?
- Staram się.
- To postaraj się bardziej! Jak zobaczę jeden fałszywy ruch to popamiętasz! Skup się!
Eva zasiadła na swoim fotelu, a naprzeciwko niej znajdował się Gonzalo, który uśmiechał się do niej serdecznie.
- Przestań, bo mnie wyleją – zaśmiała się.
- Cisza! Wchodzimy na antenę za trzy… dwie… jedną… – Antonio odliczał na palcach ostatnie sekundy, a wówczas ruszyły kamery i w telewizorach milionów mieszkańców Hiszpanii zaczęła lecieć czołówka programu.
- Dobry wieczór, nazywam się Eva Parendes i zapraszam na długą odsłonę programu „Conversación con…”. Dzisiaj w studiu gościmy Gonzalo Higuaina, prawdziwego madridistę, czwartego kapitana  Realu Madryt. Dobry wieczór.
- Dobry wieczór.
- Zacznijmy od czegoś, co nie ma nic wspólnego ze sportem. Dowiedziałam się, że twoją ulubioną ścieżką dźwiękową jest ta z filmu „Notting Hill”. Jest bardzo romantyczna – powiedziała i uśmiechnęła się do Gonzalo ze swoim charakterystycznym, figlarnym błyskiem w oku.
- Myślę, że to ogólnie bardzo dobry film. Oglądałem go i bardzo mi się spodobał. Hugh Grant był w nim fenomenalny, a ścieżka dźwiękowa bezcenna.
- Czy w XXI wieku można być romantykiem?
- Oczywiście, że można być romantykiem. Każdy z nas ma w sobie jakąś cząstkę romantyzmu. Jednak aby to uzewnętrznić, musi być coś, co nas do tego popchnie. Jakiś szczegół, detal… Ale tak, myślę, że wielu ludzi jest romantykami.
Po skończonym wywiadzie reakcja Antonio była taka sama jak poprzednio. Mężczyzna krzyczał, biegał po studiu jak oszalały, skakał i wyzywał wszystkich od gamoni. Ten widok nie spodobał się Gonzalowi, ale Eva uspokoiła go i skwitowała wszystko krótkim:
- Nie przejmuj się. Poradzę sobie z nim.
- To jakiś furiat!
- Żebyś wiedział… Słuchaj… Zapomniałam ci powiedzieć… Moja mama zaprosiła nas jutro na obiad.
- W końcu poznam twoją rodzinkę – ucieszył się. – Jutro?
- Tak.
- Kurczę… Trochę mi nie pasuje.
- A co masz w planach? Nic nie mówiłeś…
- Nie nic. Postaram się przyjść. Coś wymyślę. O której?
- Druga.
- Ok. Przyjadę po ciebie. Lecę, bo jestem padnięty. Do jutra – powiedział i pocałował ukochaną. – Byłaś świetna.
- Ty też. Pa!
Niedziela była jedynym dniem w tygodniu, kiedy Eva miała wolne. Lubiła sobie poleniuchować w łóżku, pooglądać TV kruszyć przy tym grzankami na pościel i wypić pyszne capucciono na własnym tarasie przy akompaniamencie ciepłego, madryckiego słońca. Wszystko w tym dniu było przyjemne i leniwe. Nigdy się nie śpieszyła, nigdy nie denerwowała. Niedziela zawsze była spokojna i błoga.
I zapewne ten dzień zapowiadałby się tak samo, gdyby nie telefon, który zadzwonił do niej wczesnym rankiem.
- Halo? – powiedziała do słuchawki zaspana.
~ Cześć, tu Diego. Nie za wcześnie?
- Jest siódma.
~ No właśnie, tak myślałem, że już nie śpisz. Zresztą jak tu spać po wczorajszym wieczorze!
- A co było wczoraj?
~ Jak to, dziewczyno?! Twój program był! I znowu był rewelacyjny. Mam przed sobą wyniki oglądalności! Dziewczyno, pobiłaś wszystkich!
- Bardzo się cieszę, ale mógłby pan do mnie dzwonić po dziesiątej? Jest trochę wcześnie.
- Jasne, jasne, ale musiałem ci o tym powiedzieć. Dziewczyno, dzięki tobie moje konto zyska kolejne zero!
- Bardzo się cieszę. Na moim koncie też by się przydało jedno zero więcej…
- Jasne, jasne! Nie ma sprawy. Dziewczyno, podwyżkę masz jak w banku!
- Co? Ale mi wcale nie chodziło o…
- Wiem, wiem! Widzimy się jutro w biurze. Zajrzyj do mnie jak tylko przyjdziesz. Miłego dnia, moja żyło złota! – Diego nie czekając na odpowiedź Evy odłożył słuchawkę. Dziewczyna spojrzała tylko na trzymany w dłoni aparat i od razu go wyłączyła.
Przekręciła się na drugi bok, a tam, tuż obok stolika nocnego, siedział Raul i trzymał w pysku smycz.
- Poważnie? Raul, jest niedziela. Daj pospać. – Pies tylko przekręcił łeb w prawą stronę i wpatrywał się we właścicielkę swoimi wielkimi, czarnymi ślepiami. – No dobra! – powiedziała zrzucając z siebie kołdrę. – Dasz mi 5 minut? Ogarnę się.
Wstała i wściekła poszła do łazienki mamrocząc pod nosem:
- Od kiedy ten pies o siódmej godzinie wychodzi na dwór…
Dziewczyna włożyła na siebie dżinsy i o kilka numerów za dużą, klubową bluzę Realu, którą dostała od Gonzalo. Wzięła psa na smycz i poszła z nim na najbliższy skrawek zieleni.
- Siema! – nagle zza jej pleców wyskoczył wysoki mężczyzna z wielkim uśmiechem.
- Alvaro, ale mnie przestraszyłeś. Co robisz?
- Biegam. – Piłkarz przeskakiwał z nogi na nogę, będąc cały czas w ruchu.
- W niedzielny poranek? Jesteś nienormalny. Chodź już, Raul!
- Co słychać?
- Byłoby lepiej gdybym teraz leżała w swoim ciepłym łóżeczku.
- Pewnie Gonzalo na ciebie czeka, co? No to leć do chłopaka, bo będzie smutny.
- Gonzalo?
- No! Dzwoniłem do niego wczoraj wieczorem, po waszym wywiadzie, i powiedział, że nie może gadać, bo jest z tobą.
- Dziwne… Pożegnaliśmy się w studiu. Może się przesłyszałeś.
- Może. Dobra, nie zawracam ci głowy! Czekam na zaproszenie do programu! Na razie!
- Cześć.
Eva była zaskoczona tym, co powiedział jej Alvaro. Okłamał go najlepszy przyjaciel i na pewno był ku temu powód. To wszystko było bardzo dziwne. Wtedy przypomniała sobie jak Gonzalo wspominał jej o braku czasu dzisiejszego popołudnia. Może wczoraj załatwiał to, co miał zrobić dzisiaj? Ale dlaczego ukrywał to przez kumplem?
Dziewczyna postanowiła porozmawiać dzisiaj o tym z ukochanym. Kłamał, tylko dlaczego?
Pani Onelia wydzwaniała do swojej córki, co pół godziny i wypytywała o konkretną godzinę przyjazdu. Chciała podać obiad na czas i martwiła się, że kiedy jej córka zjawi się w rodzinnym domu, to posiłek będzie jeszcze na gazie albo, co gorsze, będzie zimny!
Eva była gotowa. Miała na sobie letnią, białą sukienkę i cieliste szpilki. Czekała tylko na Higuaina, który spóźniał się już dziesięć minut. „Coś nie gra” – pomyślała wyglądając przez okno. Wtedy usłyszała dzwonek do drzwi.
- Martwiłam się, że coś się stało – powiedziała na widok napastnika.
- Korki. Gotowa? – Dziewczyna pokiwała twierdząco głową. – Ślicznie wyglądasz – dodał całując ją w czubek głowy. – Raul jedzie z nami?
- Tak. Pobiega sobie w ogrodzie i będę miała z nim spokój wieczorem.
- Ok. To idziemy!
Podczas drogi Gonzalowi buzia się nie zamykała. Cały czas opowiadał o dzisiejszym treningu i o przeżyciach całego dnia. Evie głupio było wypytywać go o stosunki z Alvaro, w końcu to przyjaciele. Ale słowa hiszpańskiego obrońcy nie dawały jej spokoju.
- A co u Alvaro? – zapytała w końcu.
- Ten chłopak jest niezmordowany! Powiedział mi, że cię spotkał podczas porannego joggingu. Wiesz, że przebiegł pięć kilometrów i jak gdyby nigdy nic przyszedł na trening i porozwalał wszystkich! Ja nie wiem, skąd on ma tyle sił. Opił się pewnie jakiś napojów energetycznych i świrował pawiana!
- Pewnie tak. Gonzalo…
- Tak?
- Rozmawiałam z Alvaro o tobie i… Powiedział mi, że go okłamałeś.
- Ja? Kiedy?
- Dlaczego twierdziłeś, że spędzasz ze mną noc, skoro rozstaliśmy się po nagraniu…
- Ah… to o to chodzi. Widzisz… Alvaro czasami jest bardzo męczący i naprzykrza mi się, kiedy jest pod wpływem. Wyczułem, że wczoraj był po paru głębszych, dlatego wolałem powiedzieć mu, że jestem z tobą, aby dał mi spokój. Byłem zmęczony i marzyłem tylko o kąpieli i łóżku.
- Rozumiem. Uspokoiłeś mnie tym…
- Niczym się nie martw, kochanie – powiedział i położył jej dłoń na kolanie.
- Skup się na drodze. Gonzalo…
- Tak?
- A wspominałeś też coś o planach na dziś… Mogę zapytać o co chodzi? Nie myśl sobie, że chcę cię szpiegować czy coś, jeśli nie chcesz to nie mów, ale… Wolałabym wiedzieć…
- Skoro tak bardzo tego chcesz to ci powiem, ale nie ukrywam, że wolałbym tego nie robić… Chodziło o niespodziankę dla ciebie.
- Niespodziankę?
- Tak. Szykowałem romantyczną wycieczkę za miasto, no ale twoi rodzice są ważniejsi. Innym razem.
- Kochany jesteś. A ja myślałam, że coś przede mną ukrywasz.
- Niczego nie ukrywam – powiedział i spojrzał jej głęboko w oczy. – Niczego.
Dojechawszy na miejsce byli w świetnych humorach. Wchodząc do domu Pipita był zaskoczony atmosferą tam panującą. Na ścianach wisiały dyplomy (głównie Evy), na półkach poukładane były książki, każdy pokój był taki przyjemny i przytulny. Dom zdawał się mieć sto lat, bo podłoga skrzypiała pod każdym krokiem, ale mimo tego, czuło się taką rodzinną i przyjazną aurę.
Wchodząc do kuchni spostrzegli stojącą do nich tyłem Onelię. Chcieli zrobić niespodziankę, ale uprzedził ich głośno szczekający Raul.
- Panienko Przenajświętsza! – wykrzyknęła. – A co ty tutaj robisz, psie? O Eva! Prosiłam cię, żebyś mi powiedziała, o której będziecie. Obiad jeszcze nie gotowy. Dziecko drogie…
- Niczym się nie przejmuj, mamuś – powiedziała i pocałowała rodzicielkę. – To jest Gonzalo. Wspomniałam ci o nim.
- Ależ oczywiście! Ale nie mówiłaś, że to taki przystojny chłopiec. Dzień dobry. Onelia Parendes. – Kobieta wyciągnęła dłoń na powitanie.
- Miło mi panią poznać.
- Juan! Juan! – zawołała. Głowa rodziny siedziała w wiklinowym koszu w ogrodzie i czytała codzienną gazetę. – Choć tu szybko!
- Córuś – powiedział mężczyzna wchodząc do kuchni. Przywitał się ze swoim dzieckiem i zaraz potem podszedł do Gonzalo, aby mu się przedstawić.
- Juan Parendes.
- Gonzalo Higuain.
- Cieszę się, że cię poznałem, chłopcze. Eva wiele nam o tobie opowiadała.
- Cała przyjemność po mojej stronie.
Juan od razu „porwał”Gonzalo  do ogrodu, gdzie bez przerwy rozmawiali o piłce nożnej, a Eva i jej mama w tym czasie dokańczały przygotowywanie obiadu. Onelia nie mogła wyjść z podziwu nad Gonzalem. Zachwalała jego postawę, ubiór, maniery… Był dla niej idealnym zięciem.
- Musisz go szybko zaobrączkować.
- Mamo…
- Chciałabym doczekać się wnuków. Ja mam już swoje lata. A nie wspomnę o ojcu.
- Nie jesteście starzy. Dopiero spotkałam Gonzala i na razie się poznajemy. Do ślubu jeszcze ho ho albo dalej.
Niedzielny obiad okazał się strzałem w dziesiątkę i trwale zamazał rozczarowania poranka. Eva miała fantastyczny humor, bo rodzice, na szczęście, nie zrobili jej zbyt wielkiego obciachu przy Higuanie. Wszystko byłoby idealne, gdyby nie jedno pytanie Onelii.
- Lubi pan dzieci?
- Dzieci? – Gonzalo zakasłał i przełknął kawałek rolady, którą miał w ustach. – Tak, lubię.
- Myślał pan o nich? Znaczy się… czy chciałby pan je mieć…
- Naturalnie. Mam już 27 lat i wypadałoby się w końcu ustatkować.
- Czyli rozważa pan ślub…
- Oczywiście.
- To dobrze, bo uważam, że wyszłyby z tego śliczne dzieci – powiedziała, a całe towarzystwo poczuło się bardzo niezręcznie. Eva schowała twarz w dłonie. Nie chciała patrzeć na przerażoną minę Gonzalo. On także nie wiedział jak się zachować.
- Ogarnij się, kobieto – rzekł w końcu Juan. – Nie słuchaj jej gadaniny – zwrócił się do Pipity. – Plecie trzy po trzy.
Chłopak w odpowiedzi tylko uśmiechnął się niezręcznie i wziął do ust kolejny kawałek rolady.
Po pół godzinie młodzi zaczęli zbierać się do wyjścia. Państwo Parendes byli szczęśliwi z odwiedzin i już zapowiedzieli kolejne spotkanie.
- Dziękujemy za wszystko –powiedział Gonzalo i zniknął w samochodzie.
- Pa, tatku.
- Jeszcze to, jeszcze to! – krzyczała Onelia z wnętrza domu. – Proszę. To dla ciebie i pana Gonzalo – dodała wręczając córce torbę z różnego rodzaju przetworami i chlebem własnego wypieku.
- Nie trzeba było…
- Musisz się teraz zdrowo odżywiać, żeby urodzić nam zdrowe wnuki.
- Mamo, masz szczęście, że Gonzalo tego nie słyszy – zaśmiała się. – Dziękuję. Do zobaczenia! Raul!
Państwo Parendes stali na ganku i machali do odjeżdżającej córki i jej ukochanego.
- Ładna z nich para – westchnęła Onelia.
- Też tacy byliśmy w ich wieku… Chodź, wiadomości zaraz się zaczynają – rzekł Juan i zamknął drzwi frontowe.
___________________________________________________________________________
Hej;) Rozdział wyszedł trochę humorystyczny. Mam nadzieję, że się spodoba. Rozdział piszę już z Polski. Już wróciłam...Niedawno przyjechałam z lotniska a już tęsknię. Czy to zawsze tak jest i musi być. Ja już kończę jestem trochę zmęczona. Pozdrawiam.

niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 5

- Przede mną kochana nic nie ukryjesz – powiedziała Carlotta.
Dziewczyny siedziały w swojej ulubionej kawiarni „Cafe Central” i popijały mrożoną kawę przy rozmowie.
Od imprezy minęło kilka dni i od tamtej pory Eva ani razu nie widziała się z Gonzalem.
- Alvaro mówi, że on ciągle o ciebie wypytuje. Powiedz mi, czy coś iskrzy. – Carla nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciółka flirtuje z najprzystojniejszym napastnikiem świata i nie pisnęła o tym nawet słówkiem.
- Nic nie iskrzy. To tylko znajomy.
- Tak, tak… Ja też tak zawsze mówię na początku znajomości – śmiała się. – A na poważnie to Gonzalo  jest przecież bardzo fajnym facetem. Pasujecie do siebie. Poważnie!
- Wiesz… Nie rozumiem tego. Nigdy żaden facet nie robił na mnie takiego wrażenia jak on. Dziwnie się z tym czuję.
- Działa na ciebie! To fantastycznie! Idź za ciosem.
- Przecież to przyjaciel Alvaro.
- I co z tego? To przede wszystkim samotny, przystojny mężczyzna – ekscytowała się Carla. – Zaproś go gdzieś.
- Ja?
- Kobiety w dzisiejszych czasach są bardzo nowoczesne. Ja nie mam nic przeciwko twojej mamie, ale tak między nami mówiąc, to jej metody dawno wyszły z mody. Dzisiaj kobiet się nie zdobywa, to one zdobywają! Weź przykład ze mnie!
- I wyjdę na tym tak jak ty?
- No, a co? Źle mam?
- To ja dziękuję za takie rady.
- Ej!
- Nie znam go na tyle, żeby od razu się z nim umawiać na spotkanie „sam na sam”. Boję się tego. On mnie trochę przeraża, bo jest taki… niedostępny. Odsunięty i z rezerwą.
- Bo to Gonzalo… Przecież wiesz jaki on jest. Ale jak się go bliżej pozna to całkiem milutki z niego facecik – zaśmiała się.
- Proszę cię, nie mów tak! – Słowa przyjaciółki tak rozśmieszyły Evę, że dziewczyna niechcący chlapała się swoją kawą. – Facecik? Skąd ty bierzesz te teksty!
- Z Cosmo.
- Nie czytaj tego więcej, błagam… O rany! Późno – krzyknęła dopijając napój. – Muszę lecieć, mam zaraz spotkanie w sprawie programu. Pamiętaj, że dzisiaj o dwudziestej drugiej nadajemy na żywo wywiad z Jose Mourinho! Premiera!
- Jasne, jasne… Umówiłam się z Alvaro i będziemy oglądać. Powodzenia!
- Dzięki, kochanie – powiedziała całując przyjaciółkę w policzek. – Zapłacisz? Dzięki. Następnym razem ja stawiam. Pa!
- Ale Eva!!! Przecież ja nie mam gotówki – powiedziała bardziej do siebie niż do brunetki, która już zdążyła odjechać spod kawiarni swoją czerwoną Kią. Nagle nad Carlottą pojawił się wychudzony, rudy kelner, który czekał na zapłatę. Zakłopotana dziewczyna uśmiechnęła się do niego niepewnie. Wtem odezwał się jej telefon komórkowy.
- Tak? Alvi, z nieba mi spadasz… Gdzie jesteś? Tak… tak… No… A możesz po mnie przyjechać? W „Cafe Central”… Z Evą byłam… Tak… Ok, to ja czekam… Alvaro! A masz przy sobie kasę? O, to dobrze… No to przyjeżdżaj szybko… Ok… Pa!
Carlotta spojrzała na kelnera i powiedziała z uśmiechem:
- 5 minut.

- Wszystko jest jasne? – zapytał Antonio Soler, reżyser programu „Conversación con..”.
- Tak – odpowiedziała zgodnie z prawdą Eva.
- Tak jak na próbach. Pamiętaj… Uśmiech, przyjazna atmosfera, żarty… To nie jest Bóg, tylko zwykły trener piłkarski. Nie ma co się bać i stresować. Głowa do góry i jazda. Do charakteryzacji! Mamy mało czasu.
Kiedy Eva siedziała na fotelu stylistki, tuż obok niej pojawił się Jose Mourinho, który podobnie jak ona, poddał się zabiegowi pudrowania. Po skończonej charakteryzacji, dziewczyna podeszła do niego i postanowiła się przedstawić.
- Dobry wieczór, jestem Eva Parendes, przeprowadzę z panem rozmowę.
- Jose Mourinho, miło mi panią poznać – odpowiedział odwzajemniając uścisk dłoni. – Słyszałem, że to pani debiut jeśli chodzi o tego typu programy.
- Tak i dlatego się tak bardzo denerwuję.
- Spokojnie… Ja nie gryzę, chociaż niektórzy mówią co innego – zaśmiał się. – Będzie dobrze, spróbuję ci pomóc i nie wywoływać dziwnych i stresujących sytuacji.
- Dziękuję. Od razu mi lepiej, kiedy wiem, że mogę liczyć na swojego rozmówcę.
- Eva! – zawołał Antonio.
- Muszę iść – zwróciła się do Mouringo. – Do zobaczenia na planie.
Reżyser był bardzo nakręcony, widać było, że zależy mu na powodzeniu tego projektu. Dyrygował ludźmi i wykrzykiwał swoje wymagania. Taka atmosfera w pracy nie działała motywująco. Przynajmniej na Evę, która była zszokowana i nieco wystraszona zachowaniem przełożonego.
Kiedy godzina „zero” wybiła, dziewczyna zajęła miejsce na krześle, a naprzeciwko niej, na drugim końcu stołu zasiadł trener Realu Madryt.
- Eva Parendes, dobry wieczór państwu – powiedziała do kamery. – Witam w nowym programie, w którym co dwa tygodnie będziemy rozmawiać z działaczami, trenerami i piłkarzami Realu Madryt. Dzisiejszy odcinek nosi nazwę „Conversación con Mourinho”. Mam przyjemność powitać w studiu postać wybitną, trenera, który każdą drużynę potrafi wynieść na wyżyny. Panie i panowie, jedyny w swoim rodzaju, „The Special One” – Jose Mourinho. Dobry wieczór, trenerze – zwróciła się do Jose.
- Witam.
- Kiedy przyjechał pan do stolicy Hiszpanii, na swojej prezentacji powiedział pan: „Piękne nie jest samo trenowanie Realu Madryt, ale wygrywanie z Realem Madryt”.
- Są ludzie, którzy postrzegają przechodzenie do wielkich klubów jako cel całej swojej kariery. Ja miałem okazję pracować w wielkich klubach już na początku kariery i zawsze powtarzałem moim zawodnikom, że samo bycie w wielkim klubie nie może być naszym celem. Celem musi być wygrywanie w tym wielkim klubie. I właśnie tak jest w Realu Madryt. Gdy przechodzisz do nowego klubu, to dopiero początek drogi, która musi zakończyć się zdobywaniem tytułów. Po zakończeniu kariery będziesz mógł się pochwalić, że pracowałeś w wielkich klubach, ale najważniejsze będzie to, że masz na koncie pięć mistrzostw, trzy Puchary Europy, dziesięć Pucharów…
Cały wywiad był na naprawdę wysokim poziomie. Pytania Evy były interesujące, a Mourinho odpowiadał na nie bardzo wyczerpująco, dzięki czemu każdy mógł poznać go lepiej jako człowieka i trenera. Dziewczyna była nim zauroczona. Cieszyła się, że rozmowa z tak wybitną postacią się udała i że Diego będzie z niej zadowolony.
Kiedy tylko zeszli z anteny, Eva podziękowała Mourinho za rozmowę i z uśmiechem zeszła z planu. Wtem rozpętało się piekło. Antonio biegał, skakał, szalał i krzyczał. Wymachiwał rękoma jak wariat, wszędzie rozrzucał karki ze scenariuszem, łapał się za siwe włosy i niemalże wyrywał je sobie z głowy.
- Co to było?! Co miały znaczyć te gesty, czarujące spojrzenia, no co?! To nie randka! Ty tu pracujesz, dziewczyno! – krzyczał na Evę.
Dziewczyna była w szoku. Była pewna, że wszystko poszło zgodnie z planem, że zarówno ona jak i trener Realu wypadli świetnie, rozmowa się kleiła i obyło się bez krępujących i niezręcznych sytuacji. Zachowywali się jakby znali się od wielu lat i byli dobrymi znajomymi. Nie wiedziała, dlaczego Antonio tak się zdenerwował.
Stała bez ruchu i wpatrywała się w szalejącego reżysera.
- Zwariował – powiedział Jose Mourinho, który nagle znalazł się przy jej boku. – Nie przejmuj się. Moim zdaniem było świetnie. A jeśli ja tak mówię, to znaczy, że tak właśnie jest.
- Dziękuję.
- Rozumiem go doskonale. Perfekcjonista w każdym calu. Jestem taki sam.
- W takim razie współczuję pana zawodnikom.
- Nie jest tak źle, bo jest na to patent.
- Zdradzi mi go pan?
- Po pierwsze proszę się nie poddawać i wierzyć w siebie. A po drugie musi pani być konsekwentna i udowodnić swoją wartość charakterem oraz siłą argumentów.
- Nie brzmi skomplikowanie.
- Ale to tylko pozory. Trudno jest wytrzymać z takim znerwicowanym facetem, ale ma pani odpowiedni charakter i jestem pewien, że da pani sobie radę.
- Oby.
- Dziękuję za wywiad. Jeden z lepszych jakiego udzieliłem – powiedział Mourinho i podał dziewczynie dłoń.
- To ja dziękuję. Za wszystko.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Aha… Jutro jest trening otwarty. Zapraszam do szatni. Będzie miała pani wyłączność.
- Jak to?
- Coś się pani należy od życia – zaśmiał się spoglądając na oszalałego Antonio Solara.
- Będę na pewno.
- Do zobaczenia.
Rozmowa z Jose Mourinho nieco podniosła ją na duchu, jednak widząc wściekłego reżysera jej zapał i zachwyt nad programem powoli opadał. Nie wiedziała, co o tym myśleć, bo jeśli Antonio jest niezadowolony to Diego z pewnością podzieli jego zdanie. Bardzo się tego obawiała. Zaufano jej, powierzono odpowiedzialne zadanie, a tymczasem nie spełniała pokładanych w niej nadziei.
Nagle usłyszała dźwięk przychodzącej wiadomości sms- owej od Carlotty.
„Alvaro mówi, że nigdy nie widział Mou tak zadowolonego podczas rozmowy z dziennikarzem. Byłaś świetna. Zrobisz furorę tym programem. Alvi zaklepuje sobie kolejkę u ciebie ;-) P.S. Gonzalo powiedział, że ślicznie dzisiaj wyglądałaś;-) To sygnał!”.
Eva uśmiechnęła się sama do siebie i zebrawszy swoje rzeczy wyszła z budynku telewizji i zmęczona pojechała do domu, w którym czekał na nią stęskniony pies – Raul.
Eva miała ciężką noc. Przez wiele godzin przeżywała zachowanie Antonio i bała się dzisiejszej wizyty w biurze. Przeczuwała, że reżyser mógł naopowiadać szefowi bzdur, a ona nie będzie potrafiła się z tego wytłumaczyć.
Opóźniała wstawanie. Nigdzie jej się nie śpieszyło, ponieważ dopiero o dwunastej jechała do Valdebebas – ośrodka treningowego Realu Madryt, aby zrobić materiał, a dopiero później miała stawić się w biurze Diego Hernandeza. Leniuchowała na swoim łóżku, mając pod pachą puszysty łeb Raula i ciesząc się ciepłymi promieniami słońca wpadającymi przez okno. Pogoda była piękna i zapragnęła pójść na spacer. Obiecała sobie oraz psu, że dzisiaj popołudniu wybiorą się do parku, aby zwierzak mógł sobie pobiegać, a ona sama zrelaksować się przy dobrej książce.
Kiedy w końcu zwlekła się z łóżka, zjadła śniadanie i wyprowadziła psa na poranny spacer, zaczęła przygotowywać się do treningu Realu.
Przez wejściem do ośrodka czekał na nią Pedro – fotograf ze stacji telewizyjnej „El Deporte”, z którym zawsze współpracowała i z którym się przyjaźniła.
Trening się rozpoczął. Początkowo przez całe zajęcia Eva wraz z Pedrem stała na balkonie, gdzie znajdowali się pozostali dziennikarze z gazet i telewizji. Mieli stąd bardzo dobry widok na całe boisko, dzięki czemu można było wykonać świetne zdjęcia i filmy. Dziewczyna starała się obserwować każdego piłkarza i robić skrupulatne notatki na temat ich formy, zachowania i zażyłości z pozostałymi zawodnikami, jednak wzrok notorycznie schodził jej na  Gonzalo Higuaina. Widywała go w kolorowych magazynach i codziennych gazetach, ale fakt był taki, że bardzo dawno nie spotkali się w żywe oczy i nie zamieni ze sobą nawet dwóch słów. Brakowało jej tego, bo polubiła tego chłopaka i wydawało jej się, że się w nim zadurzyła.
Kiedy po skończonym treningu Eva udała się do szatni Realu w towarzystwie samego Jose Mourinho, wszystkim dziennikarzom opadły szczęki z zazdrości.
Dziewczyna zrobiła chłopakom kilka zdjęć, zadała pytania i wyszła nie chcąc ich peszyć i wprowadzać w zakłopotanie. Zaczekała na zewnątrz, aby wówczas poprosić kilku zawodników o dłuższą wypowiedź.
Kiedy skończyła i piłkarze powoli zaczęli rozchodzić do domów, zaczepił ją Gonzalo.
- Co słychać?
- W porządku. Dużo pracy mam ostatnio. Przepraszam, że się nie odezwałam.
- Daj spokój, równie dobrze ja to mogłem zrobić – powiedział i przeczesał dłonią swoje kasztanowe włosy. – Masz dzisiaj czas? Może poszlibyśmy na kawę czy coś…
- Właściwie to mam na dzisiaj plany…
- Tak? – zapytał wyraźnie zasmucony.
Evie zrobiło się niezwykle przykro z powodu jego rozczarowania, dlatego szybko dodała:
- Nie jest to nic szczególnego. Możesz się do mnie przyłączyć.
- Poważnie? Z chęcią! A co będziemy robić?
- Pójdziemy z Raulem na spacer – odpowiedziała z szerokim uśmiechem, zdając sobie sprawę jak żenująco zabrzmiało to zdanie. Chłopak pewnie spodziewał się poważnych planów, a tymczasem chodziło o zwykłe wyjście do parku.
- Z Raulem – zaśmiał się. – Z psem?
- Tak. Dlaczego on cię zawsze tak śmieszy? Nie rozumiem…
- Bo początkowo myślałem, że to twój… facet – zaśmiał się. – I byłem troszeczkę… no jakby to powiedzieć… zazdrosny…
- Zazdrosny? Oj Pipita, Pipita. – Eva pokręciła przecząco głową, nie wierząc w to, co przed chwilą usłyszała. Gonzalo był o nią zazdrosny! – Może być o czwartej w Parque Del Buen Retrio pod pomnikiem Alfonsa XII? Muszę jeszcze jechać do pracy, a potem idę na obiad do rodziców.
- Jasne. Będę czekać. Miłego dnia i do zobaczenia – powiedział i pocałował ją w policzek na pożegnanie.

- Cieszę się, że cię widzę – powiedział Diego Hernandez, kiedy szedł naprzeciwko Evy korytarzem stacji telewizyjnej „El Deporte”. – Pozwól do mnie – dodał obojętnie.
Brunetka ze strachem w oczach poszła za szefem i w myślach modliła się o drugą szansę. Nie chciała tak szybko zakończyć swojej przygody z nowym programem. Tak bardzo jej się spodobał, miała tyle planów i pomysłów na wywiady z piłkarzami. Bardzo jej zależało, ale wydawało jej się, że za kilka minut nie będzie już hostessą „Conversación con…” i znów zostanie jej tylko nadawanie codziennych wiadomości sportowych i praca za kulisami innych programów.
Nieśmiało weszła za Diego do jego gabinetu i usiadła na fotelu naprzeciwko niego. Jego mina nie wyrażała nic, co zresztą nie dziwiło zbytnio Evy. Dopiero kiedy zaczął mówić jego twarz nabrała ludzkich cech, wyrażających emocje.
- Evo… Nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- To nie tak jak pan myśli… Starałam się.
- Wiem, wiem… I muszę ci powiedzieć, że byłaś… nieziemska! Nie, to za małe słowo. Byłaś boska. Niepowtarzalna, jedyna w swoim rodzaju! To było fantastyczne!
- Co pan mówi?
- To co słyszysz. Oglądałem program w zaciszu swojego wielkiego domu i nie mogłem oderwać wzroku od telewizora. Nawet moja piękna żona, która przechadzała się przede mną w skąpej piżamie nie była w stanie mnie zdekoncentrować. To było mistrzostwo świata! – śmiał się.
- Ale Antonio miał inne zdanie…
- To wyjątkowy człowiek. Jego zdaniem było kilka błędów, jednak ja uważam, że z czasem się wyrobisz. Zaprezentowałaś się na naprawdę wysokim poziomie. Powierzenie tobie tego programu było strzałem w dziesiątkę. Jestem zachwycony! Czekam teraz na wyniki oglądalności, ale jestem pewien, że będą dobre. Więcej! Będą bardzo dobre! Świetna robota, dziewczyno!
Eva nie mogła przestać się uśmiechać. Nie wierzyła w słowa, które płynęły z ust Diego. To było jak sen. Czy coś lepszego mogło ją dzisiaj spotkać?
- Trzeba zacząć myśleć nad kolejnym odcinkiem – dodał pan Hernandez. – Jakiś pomysł?
- Może Gonzalo…
- Higuain?
- Jest czwartym kapitanem. Jest to także najważniejsza osoba w zespole.
- Masz rację. Załatw to.
- Oczywiście.
- To chyba wszystko, co chciałem dzisiaj z tobą załatwić. Aha… Jak trening Realu?
- Przeprowadziłam z kilkoma piłkarzami krótkie rozmowy, poza tym Pedro twierdzi, że ma świetne fotki, więc chyba jest ok.
- Cieszę się. Możesz zmykać.
- Dziękuję, do widzenia.

Eva kompletnie nie wiedziała w co ma się ubrać na spotkanie z Gonzalem. Mama doradziła jej, aby było to coś skromnego i nie wyzywającego. Powinna postawić na naturalność i wygodę, tym bardziej, że nie jest to kolacja w najdroższej restauracji tylko spacer z psem.
Postawiła na jasne dżinsy i t-shirt. Do tego dobrała małą sportową torebkę, którą przewiesiła sobie przez ramię, czerwone trampki oraz szalik. Zrobiła delikatny, subtelny makijaż, a włosy związała w kucyk.
- I jak? – zapytała prezentując się przed psem, na co ten tylko odszczeknął. – Też mi się podoba. No to idziemy! Przynieś smycz.
Kilkanaście minut później była już w parku. Z daleka widziała Gonzalo, ukrywającego się za okularami przeciwsłonecznymi.
- Cześć – powiedziała na powitanie i dała mu całusa w policzek.
- Proszę, to dla ciebie – rzekł wręczając jej mały bukiecik z fioletowych bratków.
- Skąd wiedziałeś, że to moje ulubione?
- Nie wiedziałem. – Eva posłała mu znaczące spojrzenie. – Carla mi powiedziała.
- Nie kłam, bo nie wychodzi ci to najlepiej.
- Widzę, że twój włochaty kumpel zmienił nieco swój stosunek do mnie – powiedział głaskając po łbie Raula. Ten pies nie kojarzył mu się najlepiej odkąd na niego naszczekał.
- Chyba mu się odwidziało po tej parapetówce. Zostałeś jego superbohaterem – zaśmiała się. – Idziemy?
- Pewnie!
Dziewczyna zabrała Raula i Gonzalo na polankę, gdzie kilkoro ludzi rozbiło pikniki, ojcowie ze swoimi synami grali w piłkę lub puszczali latawce, matki czytały książki siedząc na kocach, a nastolatki leniuchowały pod drzewami po męczącym dniu w szkole.
Eva znalazła kawałek patyka i zaczęła bawić się z psem. Razem biegali, skakali, tarzali się po trawie. Robili przy tym mnóstwo hałasu, ale wzbudzali sympatię pozostałych ludzi, bo dobrze się bawili. Higuain w tym czasie usiadł sobie pod jednym z drzew i przyglądał się całej zabawie. Uśmiechał się sam do siebie na ten widok. Podobało mu się to, że Eva nie boi się pobrudzić podczas gry z psem, że jest miła i życzliwa dla ludzi, że jest taka otwarta i spontaniczna. Od dawna szukał takiej dziewczyny, jednak większość odstraszał twoim wewnętrznym zimnem i niedostępnością. Z Evą było inaczej. Ona powodowała, że miał ochotę się otworzyć i wszystko jej o siebie opowiedzieć. Ale wiedział, że grzechy młodości mogą ją tylko odstraszyć, dlatego milczał twierdząc, że na szczere rozmowy przyjdzie jeszcze czas.
- O czym tak myślisz? – zapytała rozweselona Eva siadając obok niego. – Ale się zmęczyłam. Nie masz ochoty mnie zastąpić?
- Zdaje się, że Raul też ma dosyć – powiedział widząc jak pies rozkłada się na słońcu.
- Wrzuciłam patyk do wody, żeby się ochłodził. Widziałeś jak się cieszył?
- Tak. To wielka frajda dla takiego psa. Ale nie gadajmy o nim…
- O czym chcesz rozmawiać?
- O nas.
Eva spojrzała na niego wzrokiem pełnym nadziei. Wiedziała, że zaczyna coś czuć do Gonzalo, ale bała się mu to powiedzieć, bo nie wiedziała, co on czuje. Nie chciała się angażować w coś, co według jednej ze stron nie ma sensu. Takie rozczarowania bardzo bolały. Człowiek się załamywał i szukał w sobie niedoskonałości, które doprowadziły do takiego obrotu spraw.
- Co chcesz ode mnie usłyszeć? – zapytała.
- Co czujesz…
- To skomplikowane.
- Wręcz przeciwne. To bardzo proste.
Eva milczała szukając w głowie odpowiednich słów.
- Boję się – powiedziała po chwili.
- Czego?
- Odtrącenia.
- Nie odtrącę cię. Zależy mi na tobie – powiedział i pogłaskał ją po policzku.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam to usłyszeć – odpowiedziała spoglądając mu prosto w oczy. Widziała w nich troskę i szczerość.
Nie wytrzymała dłużej tego napięcia i pocałowała go. Uwielbiała to robić. Jego pocałunki były takie słodkie. Zupełnie jakby spijała nektar zrobiony z miodu. Ciągle chciała jeszcze i jeszcze, co powodowało, że stawała się zachłanna i niezaspokojona. Dziwiła się sama sobie i bała się, że odstraszy tym Pipitę, ale on jakby w ogóle nie zwracał na to uwagi. Dawał jej wszystko, co chciała. Pragnął ją uszczęśliwiać każdego dnia, bo wówczas i on sam był zadowolony. Uwielbiał dzierżyć w dłoniach jej kruchą twarzyczkę i wyczuwać pod opuszkami palców jej delikatną, gładką skórę. Obawiał się jedynie, że podrapie ją swoim zarostem, ale wówczas jeszcze nie wiedział, jaką przyjemność jej tym sprawia.
Dobrali się idealnie. Jedno było dopełnieniem drugiego. I żadne bez siebie nie mogło żyć. Miłość, która ich połączyła była tak silna, że zdawała się trwać wiecznie. Musieli być sobie przeznaczeni…
___________________________________________________________________________________
Hej;) Dodaję kolejny rozdział;) Mam nadzieję, że weekend się wam udał, słyszałam i oglądałam, że w Polsce jest śnieg, podobno były wielkie wichury. W Buenos Aires jest gorąco słońce świeci i trochę się już nawet opaliłam. We wtorek niestety już wracam do Polski. Szkoda, miałam ciche nadzieje, że spędzę Wielkanoc w Argentynie. Ja już kończę bo troszkę się rozpisałam. Pozdrawiam