środa, 1 maja 2013

Rozdział 8

Na świecie były pewne dwie rzeczy – dobro i zło. A w życiu Evy pewna była tylko jedna rzecz, stała, niezmienna i nie wiadomo jak bardzo by nie chciała – prawdziwa. Jej najukochańszy, jedyny i niepowtarzalny mężczyzna, który miał zostać jej mężem, miał stać i tkwić przy niej do końca życia, był ojcem dziecka, które zrobił prostytutce. Evie nie mieściło się to w głowie.
Kiedy zobaczyła go po raz pierwszy z Raquel spodziewała się złych wiadomości, posądzała o zdradę, oszustwa. Jak dowiedziała się, że przespał się z nią cztery lata temu, z serca spadł jej kamień, ale wówczas nie znała całej prawdy do końca. Nie wiedziała o dziecku, które całkowicie zmieniało postać rzeczy.
Bo jak pozbawić ojca dziecka? No jak?
Eva była załamana i nie chciała widzieć Gonzala na oczy. Chłopak wytłumaczył jej wszystko, ale do niej nie trafiały żadne argumenty. Nie potrafiła mu tego wybaczyć. Dziecko to nie przelewki – to odpowiedzialność, brak czasu itd. Lubiła dzieci, nawet bardzo. Sama chciała mieć co najmniej dwójkę swoich, ale… Trudno opisać to, co działo się wówczas w jej głowie.
Przez ponad tydzień nie miała żadnego kontaktu z ukochanym. Obydwoje potrzebowali czasu, aby przyswoić sobie ostatnie wydarzenia i znaleźć jakieś rozsądne wyjście, które zadowoli zarówno Gonzala jak i Evę. Przez ten czas dziewczyna była totalnie wytrącona z życia realnego. Stała się zapominalska i nieobecna w wielu sytuacjach. Straciła na tym tylko jej praca, ponieważ nie potrafiła poprawnie sklejać zdań na wizji, przez co ostatni wywiad z Karimem Benzemą był totalną klapą.
Także kontakty międzyludzkie stały się dla niej trudniejsze niż zazwyczaj. Unikała ludzi, a jedyną osobą, z którą potrafiła rozmawiać była oczywiście Carlotta. Przyjaciółka tkwiła przy Evie za każdym razem, kiedy ta tego potrzebowała. Była wspaniałą pocieszycielką i doradczynią, pomimo swojego zwariowanego temperamentu.
Po długich dwóch tygodniach brunetka postanowiła wziąć się w garść i popracować nad sobą. Znalazła wspaniały sposób na rozładowanie negatywnych emocji i zapomnienie o wszystkim. Ze słuchawkami na uszach i Raulem, każdego ranka wybierała się na długi jogging. Dzięki temu miała czas, aby uświadomić sobie, że teraz praca powinna być dla niej najważniejsza. Sprawa z Gonzalem sama się jakoś rozwiąże, a ona zdobędzie się na poważną rozmowę z ukochanym wówczas, kiedy będzie czuła się pewnie.
Takie myślenie powiodło się i Eva szybko wróciła na poprawne tory. Kolejny wywiad nie był idealny, aczkolwiek był o niebo lepszy od poprzedniego, za który dostała potworny ochrzan od przełożonych.
- Nic się nie przejmuj. Nie było najgorzej – powiedział Xabi Alonso, pomocnik Realu po zejściu z anteny.
- Nie pocieszaj mnie, bo to nic nie da. Wiem jak było.
- Słuchaj… Mam coś dla ciebie. – Mężczyzna wyciągnął z wewnętrznej kieszeni swojej marynarki białą kopertę. – Gonzalo prosił, abym ci to przekazał.
Eva wahała się przez chwilę, bo nie była pewna, czy jest gotowa na to, co tam może wyczytać. Mimo wszystko wzięła list bez słowa i schowała go do torebki.

Eva siedziała w ciszy na kanapie w swoim mieszkaniu. Na stoliku przed nią stał kubek z którego wydobywała się gorąca para, pod stopami miała ciepłe ciało swojego owczarka, który odkąd pojawiła się w domu miał bardzo smutne oczy. W dłoni dzierżyła białą kopertę, którą dostała od Xabiego. Obejrzała ją bardzo dokładnie z każdej strony. Była idealnie biała, nie zagnieciona, była po prostu idealna – tak jak Gonzalo. Był perfekcjonistą i zawsze otaczał się ogólnym ładem i porządkiem. Dla roztargnionej i szalonej Evy był doskonałą przeciwwagą.
Dziewczyna spojrzała na wyraz napisany na kopercie. Równe literki układały się w spójny napis – Eva. Brunetka delikatnie przejechała po nim palcami, wyobrażając sobie rozdygotaną rękę Gonzala, która to pisała. Bicie swojego serca słyszała niemalże w uszach. Była bardzo zdenerwowana. Czuła, że zawartość koperty może ją poruszyć, wzruszyć i zmiękczyć. Mimo wszystko zdecydowała się na to. Niewiedza i niepewność nie pozwoliły jej na długą zwłokę. Nigdy nie należała do osób cierpliwych.
Zwinnie rozkleiła kopertę i wyciągnęła z niej list, pisany pięknymi literami. Wzięła głęboki wdech i zaczęła czytać:

Kochana, Evo…
Całkowicie rozumiem Twoje zmieszanie i dezorientację. Całkowicie także akceptuję nienawiść, którą mnie obdarzyłaś po naszym ostatnim spotkaniu – zasłużyłem sobie na to. Nie jestem godny, aby być adresatem Twoich uczuć i zrozumiem jeśli nie zechcesz mnie nigdy więcej zobaczyć.
Mimo wszystko postanowiłem napisać do Ciebie ten list, aby wszystko Ci wyjaśnić. Przepraszam, że wybrałem tę drogę, ale nie odbierałaś moich telefonów. Nie zaznam spokoju dopóki nie poznasz wszystkich szczegółów tego gówna, w które się wpakowałem.
Mój synek ma cztery latka, nazywa się Miguel. Bardzo go kocham, bo to moje pierwsze i jedyne dziecko. Jest dla mnie najważniejszy. I niestety moja miłość do niego okazała się największym problem, ponieważ Raquel zwinnie ją wykorzystuje przeciwko mnie. Muszę bardzo długo zabiegać o kolejne spotkania, moje telefony do niego są ograniczane, płacę duże pieniądze w zamian za możliwość kontaktu z Miguelem. Jednak jestem notorycznie oszukiwany, ponieważ Raquel zależy tylko na mojej kasie.
Zastanawiasz się zapewne, dlaczego czegoś z tym nie zrobię, nie pójdę na policję, sądu, dlaczego nie podejmę odpowiednich kroków dziania, aby synek był ze mną, a nie z matką prostytutką i oszustką. To bardzo proste… Raquel jest perfidna i mnie szantażuje. Nie jest to żadna wymówka, aby wybielić siebie w Twoich oczach. Niestety to jest prawda. Znasz mnie już jakiś czas i zapewne wiesz, że tak samo jak rodzina, ważna jest dla mnie piłka. Nie lubię medialnego szumu wokół mojej osoby i wyobrażam sobie jakie piekło rozpętałoby się po wiadomości, że Gonzalo Higuain ma nieślubne dziecko z kimś takim jak Raquel. Chcę sobie tego oszczędzić, a przede wszystkich chcę oszczędzić tego Miguelowi.
Jednak byłbym w stanie zaryzykować własną karierę, o ile tylko miałbym pewność, że synek będzie ze mną, a jego matka nie będzie miała na niego żadnego wpływu. To moje wielkie marzenie… Chciałem Ci o tym wszystkim opowiedzieć – w odpowiednim czasie – ponieważ czuję, że tylko przy wsparciu kogoś tak niesamowitego jak Ty jestem w stanie to osiągnąć. Jestem w stanie oddać Raquel wszystko co mam i jestem pewny, że zgodziłaby się na to. Dziecko jest dla niej tylko ciężarem, ale kiedy odkryła, że jest także świetnym sposobem na zarobek, trzyma go u siebie.
Już dawno zdecydowałbym się na krok „odkupienia” Miguela, ale zawsze na przeszkodzie stała mi piłka. Mam wiele obowiązków, zobowiązań, kontraktów, nie mam czasu na wychowywanie dzieci. I kiedy pojawiłaś się Ty, i kiedy okazało się, że tak bardzo do siebie pasujemy, że się kochamy, to pomyślałem, że nadszedł ten czas, kiedy mój synek będzie w końcu mógł być z tatą. O ile oczywiście zechciałabyś mi pomóc w jego wychowaniu…
Błagam Cię, nie pomyśl sobie, że jesteś mi potrzebna tylko do odzyskania syna. Jestem daleki od takiego myślenia. Eva, ja Cię kocham. Nigdy w życiu nikogo tak nie kochałem jak Ciebie. Nie potrafię opisać jak wiele dla mnie znaczysz, jak ważna dla mnie jesteś. Uwielbiam kiedy patrzysz na mnie wzrokiem pełnym miłości, uwielbiam jak obdarzasz mnie swoim wspaniałym uśmiechem każdego dnia, twój dotyk przyprawia mnie o dreszcze, których nigdy nie znosiłem, a teraz marzę, aby je poczuć.
Evo, wierz mi, że zrobiłbym wszystko aby cofnąć czas. Moja przeszłość nie jest kolorowa, ale nikt nie jest idealny. Nawet ja, chociaż tak często mi to powtarzasz. Rozczarowanie moją osobą, które Ci sprawiłem, doprowadza mnie do obłędu, ponieważ nigdy nie chciałem, abyś była przeze mnie smutna. To najgorsze uczucie jakiego w życiu doświadczyłem. Zawieść ukochaną osobę…
Czuję potworny ból w piersi, kiedy wyobrażę sobie Ciebie siedzącą zalaną łzami na kanapie w objęciach Carlotty lub Raula. Swoją drogą, mam nadzieję, że Twój kompan godnie zastępuje mnie  w Twoich ramionach. I teraz, kiedy tak siedzę sam w ciemnym salonie i piszę do Ciebie, to tak cholernie zazdroszczę temu psiakowi. Może swobodnie spoglądać w Twoje piękne oczy, czuć ciepło Twojego ciała, zażywać Twoich pieszczot… To chyba największy szczęściarz na świecie. Żaden pies nie ma tak dobrze jak on.
Kochanie, nie chcę niczego od Ciebie wymagać i oczekiwać. Znasz już całą prawdę i tylko na tym mi zależało. Jednak nadal z utęsknieniem będę czekać na znak od Ciebie – telefon, sms lub zwykłe pozdrowienia przez przyjaciół. Wiem, że nigdy nie przestanę Cię kochać i myśleć o Tobie. O takich ludziach jak Ty się nie zapomina ot tak. Jesteś najwspanialszą rzeczą, która mnie w życiu spotkała…
Bardzo Cię kocham.
Twój na zawsze…
Gonzalo

Nazajutrz Eva spędziła dzień w centrum szkoleniowym Realu Madryt – Valdebebas, ponieważ przygotowywała obszerny artykuł o młodziutkich graczach z Castilii. Mimo że między nią a Gonzalem nic się nie zmieniło, czuła się lepiej po przeczytaniu listu od niego. Teraz praca sprawiała jej więcej radości, zupełnie tak jak kiedyś.
- Dobra, chyba mamy wszystko – powiedziała do swojego współpracownika, który kręcił krótki filmik z treningu młodzików. – Na kiedy skończysz montaż?
- Powinienem wyrobić się w dwóch tygodniach.
- Ok. Ja jeszcze dzisiaj napiszę tekst. I tak nie mam nic lepszego do roboty – powiedziała i uśmiechnęła się do kamerzysty.
- Eva! – Dziewczyna nagle usłyszała za swoimi plecami znajomy głos.
- Alvaro! A co ty tutaj robisz? Myślałam, że dzisiaj nie macie treningu… Taką wiadomość dostałam od klubu.
- Tak, ale przyjechałem popracować nieco nad swoimi mięśniami ud. Trzeba je trochę wzmocnić. Dawno się nie widzieliśmy… Co u ciebie słychać?
- Po staremu jak widać, praca, praca i praca – zaśmiała się. – A co u ciebie?
- Nie narzekam. Szkoda, że nie mam czasu. Musimy się umówić i pogadać dłużej. Poproszę Carlę, żebyśmy jakoś w trójkę się spotkali, co ty na to?
- Świetny pomysł.
- No to na razie – powiedział piłkarz i cmoknął Evę w policzek na pożegnanie.
- Alvaro! Mogę mieć do ciebie prośbę?
Eva sięgnęła do swojej torby i wyciągnęła z niej notatnik, z którego wyrwała kawałek kartki. Szybko i niechlujnie napisała na niej: „Jutro o trzeciej u mnie” i wręczyła ją zagiętą Alvaro.
- Przekaż to Gonzalowi, dobrze?
Miłość bywa trudna. Każdy człowiek się o tym przekonał. Bywa bolesna i niesprawiedliwa. Ale miłość po prostu jest piękna i życie bez niej zdaje się być puste i niespełnione. A każdy marzy, aby umrzeć jako spełniony człowiek. O miłość po prostu trzeba walczyć. Wszyscy popełniają błędy – mniejsze lub większe, ale one nie mają znaczenia, kiedy się kocha. Kiedy obdarza się uczuciem drugiego człowieka, który jest w stanie doprowadzić nas do łez i śmiechu w tym samym momencie, który spełnia sny i jest powodem marzeń, który daje możliwość realizacji i spełnienia. I takim człowiekiem dla Evy był Gonzalo. Mężczyzna idealny pod każdym względem – mądry, uczuciowy i doświadczony życiowo. Z silnym charakterem i uczuciami, których nie bał się okazywać. Można było czuć się przy nim bezpiecznie, porozmawiać na każdy temat. Dlatego Eva nie mogła pozwolić, aby taki mężczyzna, którego kochała całym sercem, uciekł, zniknął. A raczej… nie mogła go odrzucić, bo nigdy by sobie tego nie wybaczyła i na pewno nie osiągnęłaby pełni szczęścia.
Zdecydowała się na rozmowę z Gonzalem. Mężczyzna zrobił to, co uznał za stosowne, powiedział jej o wszystkich swoich uczuciach i teraz czekał na jej ruch. Dlatego bez wahania go wykonała i zaprosiła go do siebie. Oczekiwanie na przybycie napastnika było trudne. Czas się niezmiernie dłużył, ona sama chodziła po mieszkaniu stąpając z nogi na nogę i próbując uspokoić rozdygotane dłonie. Zastanawiała się co mu powiedzieć. Słowo „kocham” wyrażało tak wiele i tak mało zarazem. Chciała pomóc Gonzalowi, zwłaszcza teraz, kiedy dowiedziała się jak bardzo kocha Miguela. To jego syn i obiecała sobie zrobić wszystko, aby Raquel zdecydowała się oddać dziecko Gonzalowi.
Kiedy tak chodziła zdenerwowana, wiele myśli przebiegało jej przez głowę. Wówczas uświadomiła sobie, że Gonzalo może w ogóle się tutaj nie pojawić. Nie dostała żadnego potwierdzenia od Alvaro, nie wiadomo, czy przekazał wiadomość. Nie wzięła pod uwagę także jego zobowiązań wobec drużyny, klubu czy innych kontrahentów. Może w ogóle nie było go w Madrycie… Skarciła się za swoją głupotę. Usiadła na kanapie i z twarzą schowaną w dłoniach poczuła na palcach krople łez.
Nagle usłyszała dzwonek do drzwi. Wycierając mokre policzki pobiegła w ich kierunku z nadzieją, że zastanie za nimi swojego ukochanego. Gdy naciskała za klamkę serce niemalże podchodziło jej do gardła, a kiedy ujrzała przed sobą znaną jej sylwetkę argentyńskiego napstnika, uszło z niej całe powietrze. Na ustach mimowolnie pojawił się uśmiech, a oczy napełniły się radością i szczęściem. Miała ochotę go uściskać, wycałować za wszystkie dni ich rozłąki. Dopiero teraz uświadomiła sobie jak bardzo za nim tęskniła, za jego dotykiem, zapachem i łaskotaniem jego brody.
- Gonzalo – wyszeptała na jego widok. Mężczyzna miał mokre włosy po których ściekały krople wprost na jego kraciastą koszulkę. W dłoni trzymał dużą, czarną torbę sportową z wyrytą na biało nazwą marki. – Co ci się stało?
Eva spojrzała w stronę okna, jednak zamiast ulewnego deszczu, którego się spodziewała ujrzała promienne słońce.
- Przepraszam – wydyszał. – Alvaro wręczył mi dzisiaj kartkę od ciebie i kiedy spojrzałem na zegarek zorientowałem się, że do spotkania zostało dwadzieścia minut. Pech chciał, że wręczył mi ją po treningu, więc szybko wziąłem prysznic i przyjechałem tutaj mokry, ponieważ nie chciałem się spóźnić. Bałem się, że pomyślisz sobie, że nie chcę się z tobą spotkać. Wybacz mi mój wygląd.
- Nie wygłupiaj się, wchodź – powiedziała chwytając go za rękę i wciągając do mieszkania. – Usiądź w salonie, przyniosę ci ręcznik.
Kilka sekund później Gonzalo energicznie czochrał swoje włosy przez ręcznik, a Eva, która siedziała tuż obok, bacznie się temu przyglądała. Nie mogła uwierzyć, że znów ma go tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Czuła zapach jego wody kolońskiej, którą się spryskał wybiegając z szatni Realu i nie mogła się mu oprzeć.
Kiedy napastnik stwierdził, że jego„powódź” na włosach została opanowana, odrzucił ręcznik na pobliski fotel i chwycił Evę za dłonie. Chciał jej tyle powiedzieć, podziękować na szansę, wyznać miłość i zasypać komplementami, jednak kiedy tylko otworzył usta, poczuł na swoich wargach delikatną skórę palca brunetki.
- Nic nie mów – wyszeptała. – Tylko mnie pocałuj.
Napastnik, niczym lew polujący na swoją ofiarę, objął ramieniem kruchą i wiotką dziewczynę i złożył na jej ustach namiętny pocałunek, którego obydwoje tak bardzo pragnęli. Znów było tak jak powinno być, znowu wszystko było na swoim miejscu i obydwoje poczuli, że naprawili ład Wszechświata, który wcześniej tak niefortunnie zaburzyli. Nic nie było w stanie przerwać im tej magicznej chwili. Cieszyli się sobą, chłonęli siebie z zachłannością i namiętnością. Byli jedną duszą w dwóch ciałach, które się odnalazły i połączyły.
- Pomogę ci odzyskać synka – powiedziała, kiedy siedzieli na kanapie wtuleni w siebie.
- To wiele dla mnie znaczy.
- Wiem i dlatego chcę to zrobić. Myślę, że mogłabym pomóc ci wychować Miguela na dobrego człowieka. Bardzo chcę go poznać i kto wie… Może w przyszłości stworzylibyśmy rodzinę.
- To wspaniała wiadomość – powiedział po czym pocałował Evę. – Miguel nie jest szczęśliwy z Raquel. Powiedział mi to ostatnio, ale ja nic nie mogę z tym zrobić. Chciałbym żeby w końcu wzięła tą kasę, którą jej proponuję i wyrzekła się praw rodzicielskich.
- Nie będzie łatwo jej przekonać…
- Wiem, bo to pazerna zdzira! Ciągle będzie chciała więcej i więcej…
- A zastanawiałeś się już nad tym jak wytłumaczysz prasie i mediom skąd nagle masz dziecko?
- Początkowo tak, ale teraz nie ma to dla mnie znaczenia. W tym przypadku są rzeczy ważniejsze niż piłka. Wiem, że sporo na tym ucierpi mój wizerunek, mogę stracić wiele kontraktów, ale jakie to ma znaczenie? Ten dzieciak mnie potrzebuje, on potrzebuje ojca.
- Podziwiam cię, naprawdę – powiedziała głaskając go po policzku. – Niewielu ludzi byłoby w stanie tak się poświęcić.
- Nie przesadzaj…
- Wiem co mówię. Pracuję w świecie sportu już kilka lat, wiele afer i skandali widziałam, więc wiem, że twój wyczyn jest niesamowity i godny podziwu. Zwłaszcza teraz, kiedy sport stał się nafaszerowany cynizmem, obłudą i egoizmem, a główną wartością są pieniądze.
- Ja przede wszystkim działam teraz jako człowiek, ojciec, a nie sportowiec. Mój tata zawsze powtarzał mi, że czasami poświęcamy rzeczy ważne dla rzeczy ważniejszych. I to jest właśnie taka sytuacja. Nie zamierzam oglądać się na innych i słuchać tego, co mówią o mnie media. Najważniejszy jest teraz Miguel.
- Jesteś wspaniałym człowiekiem – powiedziała całując do w usta i mocno ściskając.

Na szczęście wszystko wróciło do normy. Eva i Gonzalo dogadali się i teraz stali po jednej stronie tocząc zawzięty spór o synka napastnika z Raquel. Odkąd panna Parendes poznała sekret swojego ukochanego to życie z nim nabrało dla niej całkiem innego zwrotu. Cieszyła się, że Gonzalo okazał się tak fantastycznym facetem – oczywiście zawsze o tym wiedziała, ale teraz czuła, że są sobie przeznaczeni.
- Jest cudnie – powiedziała Eva. Brunetka i jej przyjaciółka Carlotta przyjemnie spędzały popołudnie przy kawie w ich ulubionej kawiarence „Cafe Central”. – Gonzalo wszystko mi wyjaśnił i bardzo się z tego cieszę. Bardzo chciałabym poznać jego synka.
- Powiedziałaś mu o tym?
- Oczywiście. Umówiliśmy się, że teraz jak zabierze małego od matki to w trójkę pójdziemy do parku lub do zoo.
- Szybko dorobisz się dziecka – zaśmiała się blondynka. – A zawsze myślałam, że to ja zostanę pierwsza matką.
- Słuchaj kochana, jeszcze wszystko przed tobą. Masz czas – zażartowała Eva upijając łyk kawy. – A w ogóle co u ciebie?
- Myślisz, że zaczęłam temat macierzyństwa przez przypadek? – zaśmiała się. – Poznałam fantastycznego faceta! I to dzięki tobie.
- Dzięki mnie?
- Pamiętasz jak zabrałaś mnie na plan swojego programu?
- Oczywiście. Do dzisiaj mam przez to problemy – zażartowała.
- Poznałam tam mojego obecnego partnera.
- Co ty mówisz? Kogo?
- Antonio!
- Antonio? Antonio Solar, mój tyrański reżyser jest twoim facetem? Żartujesz?
- Jakbyś go lepiej poznała, to byś wiedziała, że to najwrażliwszy i najmilszy facet na świecie. Jesteś do niego uprzedzona. On mi wszystko wyjaśnił. Wiesz dlaczego jest dla ciebie taki surowy?
- Nie mam zielonego pojęcia…
- Bo mu na tobie zależy. Nie tak jak na mnie, oczywiście, ale Anti…
- Anti?
- Tak go nazywam. On to uwielbia! A więc… Anti uważa, że jesteś najlepsza w swojej branży i bardzo mu zależy, abyś utrzymała swój wysoki poziom i być może jeszcze go podwyższyła. Jest przekonany, że stacje telewizyjne będę się o ciebie biły, a poza tym jest zdania, że ze swoim talentem możesz stać się najbardziej rozpoznawalną i oczywiście najlepszą dziennikarką sportową na całym świecie. Dajesz wiarę?
- I to wszystko powiedział ci Antonio… Jasne…
- Naprawdę. Wiesz co? Mam świetny pomysł! Alvaro wspomniał coś o wspólnym spotkaniu. Zorganizuję imprezę i zaproszę mojego braciszka, ciebie i Gonzala, a także mojego kochanego… Poznacie się wszyscy na neutralnym gruncie i sama się przekonasz, że to człowiek do rany przyłóż.
- Nie jestem przekonana.
- A ja wręcz przeciwnie! 
__________________________________________________________________________
Hej kochani;) Jeszcze tylko jeden rozdział i epilog...;) Troszkę mi się końcówka nie udała, nie wiedziałam co już napisać wszystko mi się już poplątało. Ale tak w ogóle to chyba fajnie;) W następnym odcinku to Eva pozna tak przez przypadek Miguela. I to na razie tyle;) Muszę napisać jeszcze rozdział;D Pozdrawiam was wszystkich i do następnego rozdziału;)