poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 7

Eva ostatnimi czasy była bardzo zapracowana i nie miała czasu dla swoich najbliższych. Rodziców nie widziała już dobre dwa tygodnie, a o kawie z Carlottą już naprawdę mogła zapomnieć. Dziewczyny nie miały czasu na spotkanie. W głowie brunetki był tylko Gonzalo i jej nowy program, który już po dwóch odcinkach okazał się super sukcesem. Wszyscy ludzie chcieli poznać swoich idoli od drugiej, bardziej ludzkiej strony.
Spotkania Evy i Higuaina ostatnimi czasy także należały do rzadkości. Chłopak miał treningi, mecze, wyjazdy z reprezentacją, a do tego dochodziły częste wywiady, spotkania z fanami i sesje zdjęciowe. Zawsze coś stało im na przeszkodzie. Kiedy wydawało się, że w końcu para znalazła termin, który odpowiadałby im obojgu, Gonzalo wyskakiwał z jakimś zapomnianym spotkaniem biznesowym.
Dziewczyna nie mogła znieść już tej sytuacji. Ta cała bieganina, brak czasu strasznie działał jej na nerwy. Nigdy nie pomyślałaby, że tak może wyglądać jej życie. Zwłaszcza teraz, kiedy spotkała idealnego mężczyznę.
Korzystając z okazji, że Gonzalo był zajęty, Eva postanowiła nadrobić zaległości z przyjaciółką i zaprosiła Carlottę na zakupy.
- Część, kochanie – powiedziała brunetka i pocałowała koleżankę na powitanie. – Co u ciebie słychać?
- Po staremu.
- Mam nadzieję, że wybaczysz mi ten brak czasu… Ostatnio mam jakiś straszny okres.
- Pewnie, niczym się nie przejmuj. Wszystko rozumiem. Ale masz szczęście, że zadzwoniłaś i powiedziałaś mi o tej wyprzedaży. Idziemy? – Eva pokiwała twierdząco głową i chwyciwszy przyjaciółkę pod ramię poszła do ich ulubionego sklepu z ciuchami.
- Ta jest śliczna, nie? – powiedziała Carlotta ściągając z wieszaka granatową bluzkę z białe paski.
- Pasowałaby ci do tej białej marynarki.
- Przymierzę. A powiedz mi jak tam Gonzalo? Alvaro wspominał, że dobrze wam się układa – zapytała przeglądając kolejne półki z ciuchami.
- Tak, jest cudownie…
- Ale?
- Czemu uważasz, że jest jakieś „ale”?
- Znam cię. Opowiadaj.
- Nie mamy dla siebie czasu – powiedziała zasmucona. – Ja jeszcze jestem w stanie wygospodarować dla niego kilka godzin, ale on… Ciągłe treningi, wywiady itd. Teraz na przykład umówił się z Sergio.
- Z Ramosem?
- Tak.
- A ty nie masz z nim dzisiaj programu?
- No mam, ale dopiero wieczorem. A poza tym nie o to chodzi… Gonzalo woli umówić się ze swoimi koleżkami niż ze mną. Przecież on ich widuje codziennie. Nie rozumiem tego.
- Może znowu szykuje dla ciebie jakąś niespodziankę. Tak jak z tą wycieczką do Barcelony. Myślałam, że padnę jak to usłyszałam. To było takie romantyczne…
Higuain był typem mężczyzny, który zrobi wszystko, aby jego ukochana była szczęśliwa. Chciał spełniać wszystkie marzenia Evy i kiedy tylko usłyszał jak dziewczyna opowiada o Barcelonie, którą zawsze chciała zobaczyć, to nie myśląc wiele od razu ją tam zabrał. Była to niespodzianka, o której Eva dowiedziała się dopiero w dniu wyjazdu. Przy okazji miała przyjemność poznać przyjaciół Gonzalo z reprezentacji Argentyny: Leo Messiego i Mascherano. Było to dla niej wspaniałe doświadczenie, ponieważ napastnik bronił swojej prywatności i bardzo starannie dobierał sobie przyjaciół. Tylko kilkoro ludzi znało jego prawdziwą twarz. Dlatego cieszyła się, że poznała ludzi, którzy należą do tego zacnego grona.
- Racja…
- Na pewno ci to jakoś wynagrodzi.
- Carla – powiedziała nagle Eva – zobacz! Czy to nie Gonzalo? – Dziewczyna pokazała palcem mężczyznę, który był bardzo podobny do jej ukochanego. Miał na sobie biały t-shirt i dobrze znaną jej czarną, skórzaną kurtkę. – Ciekawe czego szuka w damskim sklepie… Chodźmy do niego.
- Poczekaj! A jeśli to ta niespodzianka? Chce ci kupić coś ładnego. Jejku, jakie to słodkie…
- Jesteś pewna, że myśli w tej chwili o mnie…?
Eva była zszokowana. Gonzalo wszedł do sklepu w towarzystwie wysokiej blondynki z dużymi niebieskimi oczami. Trudno opisać jej wygląd… Tlenione pasma, tipsy i dużo różu na twarzy. Wyglądała jak choinka na święta. Brunetka nie rozumiała, co jej facet robi z taką kobietą: sztuczną i nienaturalną. Zawsze powtarzał, że to nie jest jego gust.
Przyjaciółki schowały się za jedną ze sklepowych półek i z bezpiecznej odległości przyglądały się całej sytuacji, bowiem zdawało się, że między tlenioną blondynką i Gonzalem coś iskrzy.
- Raquel, ja nie wymagam od ciebie niemożliwego – mówił bramkarz. – Zależy mi na tym.
- Jasne, jasne… Trochę na to za późno – rzekła i przyłożyła do swojej klatki piersiowej niebieską bluzkę. – Ładna?
- Raquel!
- Słuchaj, to nie jest moja wina, że nie masz czasu! Że ważniejsza jest piłka i ta twoja nowa lalunia! Znasz moje zdanie na ten temat.
- Nie możesz mi tego zabronić.
- Masz rację, ale nie wymagaj, że będę na każde twoje zawołanie. Powinieneś się ze mną liczyć. Ja nie śpię na pieniądzach tak jak ty. Muszę pracować.
- Przecież daję ci kasę.
- I myślisz, że mi to wystarcza? Na jakim świecie ty żyjesz? – zaśmiała się.
- Eva, powinnyśmy skąd pójść – wyszeptała Carlotta.
- Cicho, bo nic nie słyszę. Jestem ciekawa o co tutaj chodzi.
- Na pewno sam ci powie. Nie powinnyśmy podsłuchiwać.
- A ty być odeszła na moim miejscu? Mój facet mnie zdradza.
- Tylko rozmawiają.
- Ale o czym? Musimy to ustawić. Kurczę, gdzie oni są? Uciekli przez ciebie! – powiedziała wychodząc zza regału. – Nie podoba mi się to…

Resztę dnia Eva czuła się wypruta emocjonalnie. Gonzalo ewidentnie coś ukrywał. Nic nie wspominał jej o niejakiej Raquel. Może miał kłopoty? Ale dlaczego nic o nich nie powiedział? Przecież by mu pomogła, doradziła… A tymczasem on milczał jak grób i ani słówkiem o niczym nie wspominał. A jeśli to rzeczywiście była zdrada? W końcu to facet! Zobaczył kawałek odsłoniętej nogi, duży biust i poleciał za panienką. „Nie, nie… Gonzalo taki nie jest” – pomyślała.
A może to nie tak jak ona sobie myśli… Może to jego jakaś stara znajoma i spotkał ją po odwiedzinach u Sergio. Może jest mu coś winna albo on jej, skoro daje jej pieniądze. Nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć.
Z tego wszystkiego nie mogła być sobą i całkowicie straciła zapał do pracy. Nagranie programu było tuż tuż, a ona nie mogła wyrzucić z głowy obrazków ze sklepu.
Postanowiła zagadać do Sergio Ramosa, którego niedawno poznała osobiście za sprawą Gonzalo.
- Hej, możemy chwilkę porozmawiać?
- Pewnie – odpowiedział i razem z Evą przeszedł w miejsce, w którym nie było zbyt wielu ludzi pracujących nad programem.
- Jak spotkanie z Gonzalem?
- Z Gonzalem? Aaaa… z Gonzalem! W porządku.
- Co robiliście?
- Siedzieliśmy u mnie. Potrzebowałem pomocy przy… samochodzie.
- A o której się rozstaliście?
- A co to za przesłuchanie – zaśmiał się. – Eva, daj spokój. Przepraszam cię, ale muszę jeszcze dokończyć make-up.
- Jasne…
Eva nie mogła uwierzyć w słowa Ramosa. Krył Gonzala i to dostateczny dowód na to, że napastnik ma coś na sumieniu. Nie mogła uwierzyć, że to wszystko spotyka właśnie ją… Czym sobie zasłużyła na ten los?

- Dziękuję ci, Sergio, za tą rozmowę – powiedziała do piłkarza, po czym zwróciła się do obiektywu kamery. – To wszystko na dziś. Zapraszam państwa za dwa tygodnie. Moim gościem będzie francuski napastnik Karim Benzema. Życzę państwu spokojnej nocy. Dobranoc.
Kiedy Eva tylko zeszła z anteny nie mogła pozbyć się uczucia, że coś jej ucieka. Już nawet krzyczący Antonio nie robił na niej wrażenia. Nie miała ochoty go słuchać. Działał jej tylko na nerwy swoimi uwagami.
- Niech się pan w końcu uspokoi! – wybuchła. – Jak się uśmiecham to jest źle, jak siedzę poważna to jest jeszcze gorzej! Niech się pan zastanowi czego ode mnie oczekuje i da mi znać, żebym wiedziała jak panu dogodzić!
- Evo Parendes… – powiedział zaskoczony.
Dziewczyna schowała twarz w dłonie i od razu przeprosiła.
- Przepraszam panie Solar… Mam dzisiaj zły dzień. Nie powinnam przynosić swoich problemów do pracy. To się już nie powtórzy.
Mężczyzna spojrzał na nią i odszedł bez słowa.
- Świetnie – powiedziała do siebie. – Na domiar złego stracę robotę.
Wówczas usłyszała dzwonek swojej komórki. Zerknęła na wyświetlacz, na którym pojawiło się uśmiechnięte zdjęcie Higuaina. Nie wiedziała, co zrobić. Nie chciała żeby chłopak coś podejrzewał, więc zdecydowała się odebrać.
- Część, kochanie – usłyszała od razu rozpromienionego Gonzala. – Byłaś świetna. Fantastyczny wywiad!
- Dziękuję.
- Może przyjedź do mnie… Siedzę sam, smutny… Mam twoje ulubione wino. – Eva niemalże widziała ten szczęśliwy uśmiech i pełne nadziei spojrzenie Gonzala. Oczami wyobraźni widziała jak nerwowo pociera dłonią swój zarost. Zachowywał się jak małolat, kiedy gdzieś ją zapraszał. Tym bardziej bolało ją serce, kiedy musiała odmówić.
- Przepraszam, ale nie dam rady. Jestem zmęczona…
- Mógłbym ci zrobić masaż. Zapalę świeczki, wszędzie rozsypię płatki róż… Nie daj się prosić.
- Gonzalo, ja naprawdę…
- Przyjadę po ciebie.
- Nie trzeba.
- O co chodzi? Nie chcesz się ze mną zobaczyć?
- Chcę, ale… pierwsza zajmuję łazienkę. – Dała za wygraną. Błagalny ton głosu Gonzalo spowodował, że uległa. Nie chciała do niego jechać, bo nie wiedziała jak się zachować, co powiedzieć… Ale w końcu musi stawić czoła demonom.
     
Eva cały czas miała przed oczami sylwetkę Raquel. Ta dziewczyna nie wzbudziła w niej większej sympatii, a wręcz przeciwnie. Jej rozmowa z Gonzalem i w ogóle ich znajomość była dla niej wielką niewiadomą i zagadką, którą pragnęła rozwiązać. Jednak nie wiedziała jak… Zwykła rozmowa z ukochanym wydawała się jej za prosta i tak trudna zarazem, że nie potrafiła się na nią zdecydować. Bo niby jak miałaby ją zacząć…?
Postanowiła skorzystać z odrobiny wolnego czasu i zaprosiła na kawę Carlottę oraz Alvaro, który przecież był najbliższym przyjacielem Gonzala i mógł znać jego wszelkie tajemnice.
- Zamawiajcie, co chcecie – powiedziała brunetka. – Ja stawiam, bo muszę odwdzięczyć się wam za ciągłe wsparcie przy programie i w ogóle – dodała z uśmiechem.
Atmosfera była przyjazna. W Madrycie panowała bardzo słoneczna pogoda, ptaki radośnie śpiewały, a orzeźwienia dodał lekki wiaterek, który powiewał z północy.
- A czemu nie ma Higuaina? – zapytała blondynka.
- Miał jakieś ważne sprawy do załatwiania. – Eva spojrzała pytająco na Alvaro, ale kiedy ten poczuł na sobie wyostrzony wzrok znajomej, od razu spuścił głowę ku dołowi i zaczął grzebać widelcem w ciastku, które zamówił.
- Dawno go nie widziałam – dodała Carla. – To było chyba w tym sklepie… Au! – krzyknęła, kiedy poczuła przeszywający ból, który rozchodził się po jej ciele od piszczeli, w którą oberwała, aż do czubka głowy. Posłała Evie groźne spojrzenie, nie wiedząc czym zasłużyła sobie na taki los. Dziewczyna jednak szybko zrozumiała swoją gafę i nie poruszała tego tematu do końca spotkania. A więcej! Nawet umożliwiła Evie spokojną rozmowę z Alvaro, wychodząc w międzyczasie do łazienki.
- No dobra, to teraz mi powiedz, co się dzieje z Gonzalem – powiedziała groźnie Eva, kiedy Carla odeszła od stołu na wystarczającą odległość.
- A co się ma dziać?
- Nie udawaj, Alvaro. Widziałam go z jakąś laską – blondynka, wycackana, wytapetowana… Kto to jest?
- A skąd mam…
- Obydwoje wiemy, że znasz prawdę – naciskała.
- Dlaczego jego o to nie zapytasz?
- To skomplikowane.
- Z mojej strony też. Chyba nie sądzisz, że wydam przyjaciela…
- A jednak… – Opadła zrezygnowana na oparcie krzesła. Wzrok utkwił jej w przestrzeni, był pusty i nieobecny. W jednej chwili załamał jej się cały świat. Tak bardzo pokochała Gonzala…
- Nie, nie, nie! – powiedział nagle Alvaro. – Nie! Gonzalo cię nie zdradza, coś ty, oszalałaś? – roześmiał się przejęty, aby rozładować napiętą atmosferę. – To nie tak jak myślisz.
- Daruj sobie.
- Naprawdę! Ona nie jest jego kochanką, co ty? Gonzalo i taka lala? Nie, nie.
- Więc kto to jest?
- Posłuchaj… Najlepiej zrobisz jak sama z nim o tym porozmawiasz. Na pewno wszystko ci wytłumaczy. Ale naprawdę nie ma się czym przejmować.
- Nie pocieszasz mnie…
- Naprawdę – powiedział chwytając dziewczynę za dłoń i spoglądając jej w oczy. Eva wzięła głęboki wdech i puściła do Carlotty sms-a z wiadomością, że może wracać do stolika.
Nie była do końca przekonana o swoich podejrzeniach. Alvaro niemalże skutecznie rozwiał jej wątpliwości. W końcu wiedział więcej od niej i skoro twierdził, że to nie romans, to musiała to być prawda. Tylko w takim razie o co chodziło z tą całą Raquel.
Eva postanowiła wyjaśnić całą tą historię i poszła za radą Alvaro. Zatelefonowała do swojego ukochanego i zaprosiła go na wieczór do siebie. Chłopak bardzo się ucieszył, bo myślał, że miło spędzi czas ze śliczną brunetką. A tymczasem czekała go przykra niespodzianka i nawet nie wyobrażał sobie jak bardzo będzie musiał się tłumaczyć.
- O której kończysz pracę? – zapytał przez słuchawkę telefonu Gonzalo.
- Za godzinę.
- Może przyjadę po ciebie… Żebyś się nie włóczyła wieczorem po mieście sama.
- Nie, jestem samochodem. Poradzę sobie.
- W takim razie przyjadę do ciebie wcześniej i przygotuję nam coś do jedzenia. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz jak zrobię użytek z kluczy do twojego mieszkania, co? – zaśmiał się.
- Po to ci je dałam – odpowiedziała starając się zachować jak najbardziej przyjazny ton. – Nakarm Raula jak możesz.
- A nie odgryzie mi ręki?
- Higuain…
- No co, to moje narzędzie pracy – śmiał się. – No dobra, to ty sobie spokojnie pracuj, a ja wszystkim się zajmę. Jadę teraz na zakupy, a potem od razu do ciebie. Na co masz ochotę?
- Obojętne – rzekła, ale wiedziała, że dzisiaj nic nie przełknie.
- Zrobię kurczaka. To do zobaczenia – powiedział odkładając słuchawkę.
Eva była zdenerwowana do tego stopnia, że wracając do domu niemalże nie przejechała na pasach pieszego. Ciałem była w samochodzie, ale duszą i myślami siedziała strapiona na swojej kanapie, mając naprzeciwko cudowną twarz Gonzala… Bała się tego, co od niego usłyszy. Najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa, więc miała nadzieję, że chociaż oszczędzi jej kłótni na ten temat. Aczkolwiek i tak wszystko sprowadzało się do jednego – oszustwa.
W progu od razu przywitał ją Raul, który niezmiernie cieszył się na jej widok. Nagle uderzyła w nią fala przyjemnego zapachu dobiegająca z piekarnika, ale zaćmiona przez całkiem inny aromat. Ostrożnie weszła do salonu i jej oczom ukazały się wazony z pięknymi różami w różnych kolorach. Stały dosłownie wszędzie – na stole, parapecie, komodzie, półkach, regałach… Było ich co najmniej z dziesięć.
- Podoba ci się? – zapytał Gonzalo podając jej kieliszek czerwonego wina, który trzymał w dłoni. Pojawił się za jej plecami znienacka, czym bardzo ją zaskoczył, jednak nie bardziej niż tym, co działo się w jej salonie. Nie spodziewała się takiej niespodzianki, nie wiedziała, czym sobie zasłużyła na taki prezent.
- Bardzo. Jestem w szoku…
- Widzę. Na zdrowie – powiedział upijając łyk alkoholu. – Kurczak już dochodzi. Przebierz się i siadaj do stołu. Zaraz podaję.
- Gonzalo, ale dlaczego to wszystko? – zapytała.
- Bo cię kocham. – Napastnik zbliżył się do niej i złożył namiętny pocałunek na jej ustach.
„No świetnie”, pomyślała Eva zamykając się w łazience, zmieniając niewygodne spodnie na dżinsy i koszulę na t-shirt. „Wcale nie ułatwiasz mi całej tej sytuacji”.
Eva zasiadła do kolacji i w skupieniu wysłuchiwała opowieści ukochanego o dzisiejszym treningu, nadchodzącym meczu itd. Po raz pierwszy w życiu, w ogóle jej to nie interesowało. Chciała jak najszybciej przejść do meritum sprawy i zakończyć wszystko.
Zakończyć? Ale jak to zakończyć? Nic nie chciała kończyć. A już na pewno nie związku z Gonzalem. Po prostu oczekiwała wyjaśnień, bez kręcenia i marudzenia. Teraz na pewno nie da sobie wkręcić jakiś bzdur.
Po kolacji para usiadła na kanapie. Eva z jednej strony miała stęsknionego psa, który nie odstępował jej na krok, a z drugiej strony Gonzla przeszukującego pudełko z filmami DVD. Strasznie się denerwowała, bo wiedziała, że zniszczy całą tą sielankę.
- „Pamiętnik” – powiedział nagle napastnik. – Dawno tego nie oglądałem. Może być, czy wolisz horror?
- Horror to zaraz będziesz miał na miejscu – pomyślała ironicznie. – Gonzalo – powiedziała – kto to jest Raquel?
- Słucham? – spojrzał na nią bardzo zdziwiony.
- Taka blondynka, stosunkowo ładna… Kim jest? Dla ciebie…
- Eva, ja nie wiem, co mam ci powiedzieć…
- Prawdę.
- Skąd o niej wiesz?
- Widziałam was niedawno w sklepie… Akurat byłam tam z Carlą.
Gonzalo zagryzł wargi i przymrużył oczy, jakby chciał przypomnieć sobie opisywaną sytuację. Wstał szybko z kanapy i nerwowo zaczął przechadzać się po salonie przecierając brodę dłonią.
- To bardzo skomplikowane…
- Chcę żebyś wiedział, że dopóki nie wyjaśnisz mi wszystkiego to…
- Nie! Nie mów tego, wszystko ci opowiem – powiedział siadając obok niej i chwytając ją za rękę. – Raquel to dla mnie historia. Bardzo niechlubna.
- A coś więcej?
- Poznałem ją cztery lata temu, kiedy moja ówczesna dziewczyna mnie zostawiła. Bardzo cierpiałem z tego powodu, bo miała być tą jedyną, ale się przeliczyłem. I wówczas pojawiła się Raquel.
- Byłeś z nią?
- Tak. To znaczy nie. Jakby ci to powiedzieć… Hmm… Raquel to prostytutka. Jednonocna przygoda. Byłem totalnie zalany, przygnębiony i nieszczęśliwy po zerwaniu. Nic mnie nie cieszyło, nawet piłka. Byłem wrakiem człowieka i wówczas mało rzeczy mnie interesowało, więc kiedy tylko się pojawiła to…
- Skorzystałeś z okazji – dokończyła za niego. Nie była zachwycona, że jej facet korzystał z takich usług, ale spodziewała się czegoś gorszego i o wiele „świeższej” sprawy. Mogła zrozumieć jego stan psychiczny, w którym się wówczas znalazł, a dodatkowo na jego korzyść działał czas, który upłynął od tamtego zdarzenia. Nie rozumiała tylko jednej rzeczy… – Gonzalo, skoro to było tak dawno, to dlaczego wciąż utrzymujesz z nią kontakt?
Chłopak wziął głęboki wdech i wypuścił z siebie z słowa z prędkością karabinu maszynowego:
- Bo to matka mojego dziecka…
____________________________________________________________________________
Hej kochani przepraszam, że tak późno ale nie miałam czasu. Były święta, ja miałam wesele u swojego brata, a na dodatek moi młodsi bracia zepsuli mi laptop. Niestety tak to jest jak się ma młodszych braci. Ale poszłam szybko do informatyka i wszystko działa;) Jeszcze tylko trzy rozdziały i koniec;) No niestety taka krótka historia;) Ale nie martwcie się na pewno jeszcze będę pisała kolejne opowiadania. Pozdrawiam ;***